RSS
środa, 22 lutego 2017

Agencja REGNUM oraz inne media rosyjskie poinformowały 20 lutego o śmierci kilku rosyjskich żołnierzy w Syryjskiej Republice Arabskiej. Zakomunikowano, że samochód z rosyjskimi doradcami wojskowymi podążał w kolumnie wojsk syryjskich z lotniska Tijas w kierunku miasta Homs. Gdy kolumna samochodów pokonała około 4 kilometrów, pod samochodem, w którym jechali rosyjscy doradcy wojskowi wybuchła sterowana przez radio mina.

Według danych rosyjskiego resortu wojskowego, zginęło czworo rosyjskich żołnierzy, a dwoje zostało rannych. O życie rannych walczą rosyjscy lekarze wojskowi.

Agencja przypomina, że Rosja od ponad roku prowadzi na terytorium Syrii operację antyterrorystyczną. Podstawowe zadanie wykonują Siły Powietrzno - Kosmiczne Rosji, które nanoszą uderzenie na cele terrorystów.

Na lądzie działają siły specnazu, które naprowadzają samoloty bojowe na cele. Rosyjscy żołnierze także aktywnie włączają się do realizacji pomocy humanitarnej w rejonach poszkodowanych przez wojnę, gdzie wojskowe służby medyczne niosą kwalifikowaną pomoc medyczną miejscowej ludności.

Od momentu rozpoczęcia operacji w Syrii (30 września 2015 r.) straty wojsk rosyjskich wyniosły 30 ludzi i 10 jednostek sprzętu.

sobota, 18 lutego 2017

Co te wojny pokazały? - pyta Aleksandr Ch., a odpowiedź stanowią przedstawione przez autora wnioski z ubiegłorocznych wojen. Wszystkie omówione w publikacji konflikty zbrojne (Syria, Irak, Półwysep Arabski, charakteryzowały się gigantycznymi stratami techniki pancernej. Staje się całkowicie jasne, że tradycyjne BMP i BTR się przeżyły, ponieważ przed niczym one już piechoty nie ochronią. We wszystkich wojnach na Bliskim Wschodzie dziś szeroko wykorzystuje się taczanki - samochody ciężarowe i dżipy z zamontowanymi na nich sposobem chałupniczym różnorodnym uzbrojeniem. Zamiast pancerza mają one małe rozmiary i dużą prędkość. Ale straty taczanek są jeszcze większe niż normalnej techniki pancerne, co jest zupełnie normalne i oczywiste, dlatego też nigdy nie zastąpią BMP albo BTR. Tym bardziej nie będą elementem zastępczym dla czołgu. Tak więc, jedynym do przyjęcia wariantem rozwoju sprzętu pancernego jest dalsze wzmocnienie ochrony (aktywnej i pasywnej) czołgów i unifikacja transmisji BMP i czołgów, akcentuje autor.

Kolejnym prezentowanym przez autora wnioskiem wypływającym z teraźniejszych wojen - to konieczność odejścia od fetyszyzacji lotnictwa i bardziej adekwatnej oceny jego roli. Jest to rola niezwykle ważna, ale wynik wojny rozstrzyga się na ziemi. W każdej z ukazanych w publikacji wojen lotnictwo posiadała tylko jedna ze stron walczących, przy czym, potencjał PWO strony przeciwnej był bardzo ograniczony w stosunku ilościowym i jakościowym. Jednak jak dotychczas, lotnictwo żadnej wojny nie wygrało, a na Ukrainie, w istocie, okazało się bezużyteczne. Należy przyjąć, że gigantyczne zgrupowania, jakie NATO stworzyło przeciwko Irakowi w 1991 r. i Jugosławii w 1999 r., nawet samemu NATO dziś zorganizować byłoby niemożliwym. Tym bardziej odnosi się to do dowolnego, pojedynczego państwa. Reasumując, o odniesieniu zwycięstwa tylko przy pomocy lotnictwa należy zapomnieć.

Kolejnym ukazaną przez autora ważną konkluzją jest potwierdzenie wyjątkowego znaczenia czynnika ilości, który nabiera obecnie swoistej wartości. W artykule, pisze publicysta, było pokazane jak wielkie są straty sprzętu krajów wojujących, a przy tym, i jak dużo techniki pozostało. Ani jedna z obecnych armii europejskich nie zdołałaby walczyć nawet na poziomie iracko - saudyjskich strat, nie mówiąc już o syryjsko - ukraińskich.

Zrozumiałym jest, zaznacza Aleksandr Ch., że kolejny raz potwierdzono wyjątkowe znaczenie wyszkolenia bojowego i morale stanu osobowego. W szczególności, ponownie stało się jasne, że zawodowcy walczą gorzej, a chodzi tu, przede wszystkim, o czysto najemne wojska.

Wszystkie te wnioski, podkreśla autor, mają odniesienie do Rosji. I tak, trwające wojny demonstrują, że siły zbrojne powinny być wyposażone w znaczną ilość sprzętu technicznego dobrej jakości, a poziom wyszkolenia bojowego i stanu moralno - politycznego wojsk powinien być bardzo wysoki. Wypowiedziane słowa są wprost tak banalne, że aż głupie, jednak tej banalności wielu nie rozumie, co widać na przykładzie ciągnących się wojen. Dlatego człowiek, który oświadcza, że Rosja powinna mieć kontraktową armię zawodową nie ma najmniejszego pojęcia o problemach wojska albo interesach Rosji, albo o jednym i drugim jednocześnie. Armia Rosji powinna być z poboru, a żołnierzem na kontrakcie może być tylko człowiek, który odsłużył cały rok w służbie zasadniczej, a zatem przeszedł  surową, dodatkową selekcję.

Nowy sprzęt i uzbrojenie, zdaniem autora publikacji, powinny być zakupione w adekwatnych ilościach, dla wojsk lądowych - w tysiącach jednostek, lotnictwa - w setkach, marynarki wojennej (oprócz okrętów nawodnych) - w dziesiątkach. W szczególności, w tysiącach powinny być zakupione Armaty, tak w wersji czołgu, jak i BMP. Największy błąd, zaznacza analityk, to zakupy sprzętu i uzbrojenia w mikroskopijnych ilościach (jak teraz w większości krajów NATO). Taka niewielka ilość pozostaje "złotą" i w produkcji, i w eksploatacji, i jest praktycznie nie wykorzystywana w boju. Wówczas lepiej modernizować stary sprzęt.

Z problemem ilości Rosja spotyka się teraz w Syrii. Po zakończeniu II wojny światowej, wojna w Syrii jest jak najbardziej przydatna dla Rosji w sensie politycznym (razem z dwoma czeczeńskimi) i bardzo udana w sensie militarnym. Jednak jej rezultaty mogłyby być znacznie lepszymi, jeżeliby  rosyjskie zgrupowanie posiadało o wiele więcej samolotów i helikopterów, i jeżeliby regularnie nie pojawiał się brak amunicji lotniczej (amunicję także należy mieć w odpowiedniej ilości). Tak więc w tej użytecznej dla Rosji wojnie rozwikłujemy następstwa przyszłej ekonomii wydatków wojskowych. Jeżeli taka ekonomia pojawi się ponownie, nie nastąpi coś, co chociażby w przybliżeniu przypominało rozwój produkcji i sfery socjalnej. Stanie się coś odwrotnego - my własnymi rękoma wykopiemy sobie grób ku radości pozostałego człowieczeństwa.


 

 

 

 

 

 

 

 

 

 


niedziela, 12 lutego 2017

8 lutego br. portal Rossijskaja Gazieta poinformował o spotkaniu prezydenta Rosji Władimira Putina z prezesem zarządu Volkswagena Matthiasem Mullerem. Podczas spotkania prezydent Rosji zaproponował szefowi zarządu koncernu przedyskutowanie jego działalności na rynku rosyjskim.

Koncern działa w Rosji od 1993 r. Teraz wartość inwestycji jest przyzwoita, a wartość sprzedaży - to 11% sprzedaży samochodów na naszym rynku, ocenił przywódca państwa. Około 10% wykonywanej w Rosji produkcji Volkswagena, idzie na rynki poza granicami kraju, dodał.

Volkswagen korzysta z ulg zaproponowanych przez rząd rosyjski a ich wykorzystanie sprzyja odpowiednio wysokiej wartości sprzedaży, powiedział prezydent.

Jesteśmy bardzo zadowoleni, że wasz biznes, w zasadzie, rozwija się i odnosi sukcesy, chociaż rozumiemy, iż są i określone komplikacje związane z realizacją. Dlatego jesteśmy zawsze gotowi przedyskutować istniejące problemy, aby pomóc wam w rozwoju na naszym rynku - powiedział Putin Mullerowi.

Według ocen niemieckich ekspertów, zwłaszcza Komitetu Wschodniego Gospodarki Niemieckiej, straty gospodarki RFN w wyniku sankcji sięgają miliardów euro i dziesiątek tysięcy miejsc pracy. Według danych tego komitetu w Niemczech zwolniono 150 tys. ludzi z powodu spadku obrotów dwustronnych, pisze autor publikacji.

Na spotkaniu z prezydentem szef Volkswagena zakomunikował, że wartość inwestycji w Rosji przekroczyła 1,75 mld. euro. Ponadto koncern zapewnia 6 800 miejsc pracy w zakładach produkcyjnych w Rosji. W 2016 r. ilość sprzedanych przez firmę na rynku rosyjskim samochodów wyniosła 157 tys., z których około 147 tys. wykonano w Rosji - w Kałudze i Niżnym Nowgorodzie.

Jesteśmy zadowoleni z naszej współpracy, zadowoleni z możliwości porozmawiania, przedyskutowania rozwoju przemysłu samochodowego, całego przemysłu Rosji, jesteśmy także radzi temu, iż możemy okazać wsparcie stronie rosyjskiej, aby razem skutecznie rozwijać nasze stosunki - podsumował Muller.

 

 

 

 

 

 

 

 


piątek, 10 lutego 2017

W opublikowanym pod koniec ubiegłego tygodnia artykule Expert poinformował o odwołaniu spotkania dyplomatów i wojskowych ukraińskich z przedstawicielami NATO w Brukseli.

Kierownictwo NATO, czytamy w publikacji autorstwa Siergieja M., odłożyło na półkę idę spotkania z delegacją ukraińską, którego celem było omówienie problematyki obrony przeciwrakietowej sojuszu. Cytując Politico, który widzi w tym oznakę tego, iż NATO  stara się nie prowokować Rosji, odnoszącej się skrajnie negatywnie do rozmieszczenia natowskich rakiet przy swoich granicach.

Możliwe, pisze dalej autor, iż rezygnacja NATO z spotkania z wojskowymi ukraińskimi jest jednym z pierwszych przejawów dojścia do władzy Donalda Trumpa, który wielokrotnie deklarował konieczność ustanowienia konstruktywnych stosunków z Moskwą, i który już zdążył porozmawiać telefonicznie z Władimirem Putinem. Z drugiej strony NATO zaczęło budować siły odstraszania na granicy z Rosją. Pierwsi żołnierze niemieccy właśnie zostali odprawieni do miejsc nowej dyslokacji.

W samym Pakcie Północnoatlantyckim, kontynuuje publicysta,  dyplomaci dużo dyskutują o możliwości rozszerzenia dialogu z Moskwą. Część wysoko postawionych pracowników NATO uważa, że prezydent Trump może próbować zmusić do współpracy i sojusz. Ponadto nieoczekiwana eskalacja napięcia na wschodzie Ukrainy może skomplikować proces poprawy stosunków między Brukselą i Waszyngtonem z jednej strony, a Moskwą z drugiej.

W Kijowie, oczywiście, boją się, że prezydent Trump może porozumieć się z Putinem, odwołać sankcje i rozwiązać Moskwie ręce do pomocy separatystom, jak nazywają mieszkańców nowo powołanych republik.

Ostrożne podejście do dyskusji, czytamy w publikacji, w kwestii obrony przeciwrakietowej, z Ukrainą ma sens, jeżeli alians chce uniknąć dalszego pogorszenia stosunków z  Rosją. Ponadto, w kuluarach kwatery głównej NATO w Brukseli mówią jak wrażliwi są w Moskwie na wszystko co jest związane z Ukrainą. Na jej terytorium w przypadku nie trafienia może spaść i sama przeciwrakieta.

Obrona przeznaczona jest, jak wyjaśniają w NATO, do przechwytu irańskich rakiet balistycznych. W Iranie, mówią w Waszyngtonie, przy okazji,  przeprowadzono kolejną próbę

W NATO twierdzą, że system przeciwrakietowy nie jest przeznaczony do walki z rakietami rosyjskimi i nie jest zdolny do ich strącenia, ale Moskwa odnosi się do jego wdrażania z dużą podejrzliwością. Rosja niejednokrotnie wzywała NATO do ograniczenia swojej tarczy nuklearnej, ale propozycje te były odrzucane tak przez Waszyngton, jak i Brukselę.

W sojuszu północnoatlantyckim, ale i w Waszyngtonie istnieją obawy, że Donald Trump może całkowicie albo w porozumieniu z Rosją zaprzestać albo zmienić działania związane z obroną przeciwrakietową. A swoją drogą, dodaje autor, w Ameryce jest dużo takich, którzy uważają, iż nie ma podstaw do niepokoju.

Administracja Baracka Obamy, próbowała zresertować stosunki z Rosją w 2009 r., zmniejszając wysiłki na rzecz obrony przeciwrakietowej w Europie. Trump, zarówno przed wyborami, jak i po nich, także odnosi się do NATO krytycznie. Określa organizację jako przestarzałą, ale uprzedza o niebezpieczeństwach, które niesie Iran.

Pod względem technicznym, podkreśla autor, natowska obrona przeciwrakietowa może przechwytywać rakiety lecące w stronę Ukrainy lub innych krajów nie wchodzących w skład paktu, a ponieważ w istniejącej teraz obronie przeciwrakietowej jest ograniczona liczba środków przechwytujących, NATO zamierza przechwytywać tylko te rakiety, które skierowane są na terytorium sojuszu, twierdzą w kwaterze głównej bloku, i tylko w tych przypadkach, gdy mogą trafić w rejony zamieszkałe albo stanowiska dowodzenia wojskami. Jako że odłamki mogą spaść na terytorium sąsiednich państw NATO prowadzi z nimi rozmowy. W Brukseli zadecydowano przeprowadzić rozmowy również z Ukrainą. Alarm wywołali przedstawiciele Francji. Zaniepokoiło ich to, że podobne dyskusje mogą skomplikować stosunki z Moskwą. Teraz w stosunkach między NATO a Rosją jest okres bardzo skomplikowany i takie rozmowy mogą doprowadzić do rozdrażnienia na Kremlu i w MO FR.

NATO prowadzi rozmowy w sprawie możliwości spadania odłamków rakiet i z innymi krajami. Takie rozmowy już się odbyły, pisze Politico, z Japonią, i partnerami europejskimi, a także zamierz się je prowadzić z Finlandią, Szwajcarią im partnerami na Bliskim Wschodzie, dodaje publicysta.