RSS
sobota, 21 listopada 2015

W publikacji umieszczonej na stronach internetowych Wzgliada Jewgienij K. pisze: - Kreml nadzwyczaj łatwo przyznał, że tajne do tej pory systemy uzbrojenia rzeczywiście okazały się "narażone" na antenie federalnych kanałów. Ta łatwość przywodzi myśl mowę o wojnie psychologicznej, celem której jest przekonanie USA do rezygnacji z projektu globalnej PRO. Jeżeli tak, to prowokacja się udała - media anglosaskiego świata są w panice.

Historia jakby przypadkowego oświetlenia planów tajnego rodzaju uzbrojenia - podwodnej atomowej torpedy (nie kierowanej przez człowieka) projektu Status-6 przeorała świat zachodni i stała się prawie głównym newsem w ciągu kilku dni. Większość dużych i autorytatywnych wydań anglojęzycznych krajów zapełniło się publikacjami i wieloma komentarzami na ten temat. To nie zaskakuje - mowa jest o nieoczekiwanej sytuacji, w której nawet Stany Zjednoczone stały się bezbronnymi wobec zasadniczo nowego rodzaju uzbrojenia.

Inna sprawa, że nic pryncypialnie nowego się nie wydarzyło, zaznacza autor.

I dalej pisze, zacznijmy od tego, iż w kadrze pojawił się tylko jeden arkusz prezentacji, znaczna część którego była rozmyta, co świadczy o występującej tu cenzurze. A cały wyciek informacji i tak był znany, w tym i USA, gdzie nad stworzeniem nowego rodzaju rosyjskich torped dyskutuje się już od kilku lat. Mowa jest, w zasadzie, nie o nowym projekcie, a o twórczym przeobrażeniu starego.

Np., przewidywany wygląd zewnętrzny projektu 08851 Kalitka-SMP, teraz znanego jako łódź podwodna Chabarowsk został upubliczniony jeszcze latem ub. roku. Dokładniej zaraz po tym  jak na prezentacji i bankiecie uczestnikom rozdano pamiątkowe prezenty, w tym długopisy, na których był wygrawerowany kadłub przyszłej łodzi podwodnej. Tak więc, przeznaczenie obrosło plotkami.

Najbardziej niewinną była plotka o tym, że Chabarowsk, dawno oczekiwana łódź podwodna dalekiego zasięgu hydroakustycznego dozoru - zasadniczo nowa i skrajnie nieodzowna dla rosyjskiej floty bardzo przypomina starą Afalinę. Wówczas narodziło się przypuszczenie, że Chabarowsk jest przeznaczony do transportu i kierowania głębinowymi aparatami, w tym tajnymi o specjalnym znaczeniu.

Kolejną plotką, czytamy w publikacji, było przypisanie Chabarowska do klasy atomowych stacji głębinowych (DGS), zakładając, że projekt w ogóle nie będzie bojowym, a przeznaczony jest do badania perspektywicznych systemów uzbrojenia. Teraz to założenie przekształciło się w twierdzenie, że Chabarowsk przeznaczony jest do wykorzystania w projekcie Status-6, chociaż razem z nim może być wykorzystana i eksperymentalna łódź podwodna Sarow. W ogóle, to do obsługi torpedy Status-6 potrzeba dwóch okrętów, które powinny zapewnić ochronę torpedy w krytycznej sytuacji. Przy czym Sarow, będący na uzbrojeniu floty od 2008 r. to także stary projekt, a jego kadłub został zbudowany jeszcze za władzy radzieckiej i przetransportowany do Niżnego Nowgorodu dla dopracowania i wykonania nadbudowy.

Sam projekt Status-6 mocno wiążą ze starą ideą car-torpedy imienia akademika Sacharowa T-15. To potworne pod względem rozmiarów urządzenie przedstawiało sobą 24. metrową torpedę o wadze 40. ton z termojądrowym ładunkiem o mocy 100. megaton, którą przewidywano eksplodować na trawersie dużych miast USA, po jednej przed Nowym Jorkiem, Charlestonem, Nowym Orleanem i Pensacolą oraz po dwie przed Los Angeles i San Francisco. Cel - wywołanie gigantycznego tsunami, które zmiotłoby pół kraju, gdyż większa część mieszkańców tradycyjnie żyje w pobliżu dwóch oceanów. Poza czysto niszczycielską funkcją, wykorzystanie T-15 doprowadziłoby do zniszczenia głównych morskich baz wojskowych, w tym i lotniskowców, które nie wyszły przed tym momentem w morze.

W tym czasie radzieckie łodzie podwodne jeszcze nie były nosicielami rakiet balistycznych i przedstawiano sobie, że torpedy będą perspektywicznymi nosicielami broni jądrowej. Ale gigantyczna car-torpeda była ponad siły radzieckiej marynarki wojennej, podkreśla publicysta.

Wówczas Sacharow zaproponował nowy wariant prewencyjnego ataku na Stany Zjednoczone i wykorzystanie tego co on i Amerykanin węgierskiego pochodzenia Leo Szilard początkowo nazwali bombą kobaltową a współcześnie przyjęto nazywać brudną. Nie jest to typowa bomba atomowa, a bardziej broń radiologiczna, która powoduje bardzo mocne, acz krótkotrwale zanieczyszczenie dużego obszaru. Sacharow zaproponował zbudowanie okrętu (już nie torpedy, a właśnie okrętu), którego kadłub zewnętrzny byłby wykonany z kobaltu-59. Wewnątrz okrętu powinien być rozmieszczony zwykły ładunek nuklearny, po wybuchu którego neutrony bombardowałyby kadłub kobaltowy, przekształcając go w skrajnie radioaktywny kobalt-60. Okres połowicznego rozpadu kobaltu niewielki - około pięciu lat, po czym na skażonym terytorium można ponownie żyć.

Uważa się, iż prace nad projektami bomby kobaltowej były zaprzestane w całym świecie z inicjatywy Leo Szilarda, który wyjaśnił - wystarczy wszystkiego 510 ton kobaltu, aby zniszczyć wszystkie formy życia na ziemi.

Następnie autor pisze, jednocześnie uczeni radzieccy opracowali koncepcję tzw. zimy nuklearnej, zgodnie z którą po ograniczonej wojnie atomowej  następują nieodwracalne zmiany klimatu (obniżenie temperatury z powodu zawiesiny sadzy i pyłu, która przestanie przepuszczać promienie słoneczne. Dziś teoria ta jest dyskusyjna, krytykują ją z powodzeniem, opierając się na praktycznych doświadczeniach w Zatoce Perskiej, kiedy to w rezultacie masowych wybuchów szybów naftowych niebo zasłoniła ciemność, a temperatura obniżyła się przeciętnie o cztery stopnie. Popularna jest wersja mówiąca, że zima nuklearna został wymyślona po to, aby nastraszyć rządy zachodnie i zmusić do rezygnacji z rozmieszczenia w Europie zaczepnej broni nuklearnej, zwłaszcza Pershingów.

Media amerykańskie spekulowały jakoby demonstracja systemu Status-6 to powtórzenie propagandowego efektu zimy nuklearnej, który powinien powstrzymać amerykańską ideę utworzenia na tyle efektywnego systemu PRO, iż będzie można nie oczekiwać odwetowego uderzenia nuklearnego albo w skrajnym przypadku zmniejszyć obawę przed nim. W odpowiedzi Rosja demonstruje pryncypialnie nowe formy ataku, łącząc broń jądrową i nowe technologie, co pozwala, w wyniku uderzenia na USA i ich sojuszników, poczynić nieodwracalne szkody. Szczególny nacisk kładzie się właśnie na agresywność tej technologii. Wygląda to dość dziwnie o ile bazuje się na uspokajającym założeniu, iż do czasu kiedy Ameryka stworzy system PRO, Rosja będzie siedziała z założonymi rękoma.

Kończąc artykuł autor zaznacza - projekt Status-6 posiada oczywiste zalety, które pozostały, w sensie dosłownym, poza kadrem telewizyjnego obrazu, i w żadnym przypadku nie są związane z praktycznym wykorzystaniem tej broni.

Po pierwsze, zakłada się, że szum silników torpedy będzie całkowicie przeniesiony do wysokich częstotliwości. A to oznacza, iż amerykański system wczesnego podwodnego wykrywania nie potrafi wykryć torpedy z odległości kilkuset metrów (czujniki tego systemu rozmieszczone są na dnie światowego oceanu właśnie w takiej odległości jeden od drugiego, tak więc Status-6 może prześliznąć się między nimi niezauważalnie). To z góry czyni Stany Zjednoczone bezbronnymi, przy czym nie tylko ich terytorium, ale i będące na morzu zgrupowania lotniskowców, wcześniej uznawane za niewrażliwe. I nie będzie ważne czy jest to bomba kobaltowa, czy też zwykły termonuklearny ładunek. Z zgrupowania lotniskowców nic nie zostanie, i to nie będzie totalna, ale ograniczona wojna nuklearna do której nawet USA są gotowe.

Po drugie, bezpilotowa technologia nie wymaga udziału człowieka w kierowaniu torpedą, a to oznacza, że może być wykorzystana jako broń odwetowa, tj. wykonać swoją misję także wówczas, gdy zniszczone są stanowiska dowodzenia i systemy kierowania. W USA uważają system broni odwetowej za nieludzki, ale to czystej wody hipokryzja: w nuklearnym starciu nikt nie może liczyć na bezkarność pierwszego uderzenia. Tak więc, każdy kto pierwszy odważy się nacisnąć na czerwony guzik nie powinien czuć się bezpiecznym. i obowiązany będzie ponieść odpowiedzialność w pełnym wymiarze.