RSS
sobota, 09 maja 2015

Portal Politiczeskaja Rossja opublikował artykuł Aleksandra R. pt. Kapelani w rosyjskiej armii: komisarze czy uzdrowiciele dusz?, w którym autor kreśli rys historyczny służby duszpasterskiej w rosyjskim wojsku i zastanawia się nad miejscem i rolą kapelanów w nowoczesnej rosyjskiej armii.

Autor pisze, niedawno w Wojskowym Uniwersytecie Ministerstwa Obrony FR odbyła się pierwsza oficjalna promocja wojskowych kapelanów. 50 ludzi otrzymało funkcję etatowych pomocników dowódców związków taktycznych i  jednostek ds. pracy z wierzącymi żołnierzami. Przez miesiąc przechodzili specjalne szkolenie po czym szybko wysłano ich do jednostek.

Dla mnie, zaznacza Aleksandr R., jako zagorzałego ateisty jest to jedna z najbardziej niejednoznacznych nowości ostatnich lat. Już teraz dostatecznie dużo pojawia się problemów w związku z instytucją kapelanów w naszej armii.

Kreśląc historię kapelanów w rosyjskiej armii, autor pisze, poczynając od XV wieku, w rosyjskim wojsku zawsze byli prawosławni duchowni, którzy nauczali i pomagali żołnierzom nie pogubić w monotonności życia wojskowego i w okropnościach wojny jeżeli takowa się wydarzyła. I tak, zgodnie z Wikipedią w kazańskim pochodzie z Iwanem Groźnym uczestniczył protojerej Soboru Zwiastowania Andriej. W XVII wieku przy Aleksieju Michajłowiczu woskowi kapelani oficjalnie otrzymywali płace, tak samo było za cara Fiodora Aleksiejewicza i przy zeuropeizowanym imperatorze Piotrze, który wprowadził stopnie ober - jeromonachow floty i ober - polowych kapłanów. A wszystko to nie patrząc na rozłam i reformę cerkwi. W końcu XIX wieku w armii rosyjskiego imperium było 5 tys. wojskowych kapłanów i kilkuset kapelanów. W Dzikiej Dywizji służbę pełnili też mułłowie. Dodać należy, iż duchownego zrównywano z oficerem i otrzymywał odpowiednie pobory.

Zdaniem protojereja Dmitrija Smirnowa w okresie postradzieckim kapelani od razu pojawili się w armii, ale wykonywali swoją pracę gratisowo. Ale w 1994 r. patriarcha Moskwy i całej Rusi Aleksij II i ówczesny minister obrony narodowej Paweł Graczow podpisali porozumienie o współpracy. Dokument ten stanowił podstawę utworzenia komitetu koordynacyjnego ds. współpracy między siłami zbrojnymi i RPC. W lutym 2006 r. patriarcha dał błogosławieństwo do przygotowania wojskowych kapelanów, a w maju tego roku wypowiedział się pozytywnie o powołaniu kapelanów wojskowych prezydent Władimir Putin.

Prezydent wówczas w 2011 r. postawił zadanie utworzenia do końca roku instytucji kapelanów wojskowych w armii i marynarce wojennej. Początkowo kapelanów szkolono w riazańskiej Wyższej Szkole Dowódczej Wojsk Powietrznodesantowych im. Margiełowa, a następnie w jednej z wyższych szkół wojskowych w Moskwie. I na koniec wybór padł na Uniwersytet Wojskowy Ministerstwa Obrony FR. Etatowi duchowni w pułkach pojawili się w armii rosyjskiej w grudniu 2012 r., ale pierwsza promocja nowych kapelanów miała miejsce właśnie teraz.

Główny kapelan WDW Rosji ierej Michaił Wasiliew w  2007 r. oceniał potrzeby na kapelanów wojskowych w rosyjskich wojskach następująco: około 400 prawosławnych duchownych, 30 - 40 muzułmańskich mułłów, 2 - 3 buddyjskich lamów i 1 - 2 żydowskich rabinów. Aktualnie w armii są duchowni prawosławni i mułłowie. Przedstawicieli pozostałych konfesji nie powołuje się. Tak więc, jak ma być z przedstawicielami innych konfesji? Dyskryminować ich jako mniejszość? Tworzyć przy każdej jednostce pododdział wsparcia duchownego? Albo też tworzyć z pomocników ds. pracy z żołnierzami wierzącymi uniwersalnych ekumenistów, zdolnych, by i spowiedź przeprowadzić, i odmówić namaz? A dzwonek i pejotl im wówczas dadzą? - pyta retorycznie Aleksandr R.

Z instytucją kapelanów  w małych i monowyznaniowych krajach jest wszystko zrozumiałe - tam nie ma takiego problemu. W kraju katolickim będą to katolicy, w protestanckim - protestanci, w muzułmańskim imamowie. Ale takich krajów jest coraz mniej na mapie, większa część planety staje się tolerancyjną, i w Egipcie, razem z muzułmanami przez wieki żyją prawosławni koptowie.

Jeżeli by u nas, pisze publicysta, była by wiara w  Boga - Imperatora jak w powieściach Warhammer - 40 k, to wówczas wszystko byłoby bardziej proste - byli by komisarze wykonujący funkcje duchownego i inkwizytora w jednej osobie. Ale my nie żyjemy w świecie fantazji, u nas jest wszystko skomplikowane.

I jeszcze jeden nie mniej ważny aspekt, moralny. Jak wiadomo pop - schizmatyk patriarcha nieuznawanego Ukraińskiego Kościoła Prawosławnego Patriarchatu Kijowskiego, patriarcha Filaret błogosławił oddziały pacyfikatorów, którzy zabijali Rosjan. Zrozumiałe, to wszak samozwaniec, były kryminalista i exkomunikowany z prawosławnej cerkwi. Oprócz niego, tak samo błogosławienia zabójstwa dokonało cały szereg duchownych grekokatolickich Zachodniej Ukrainy. I ja bardzo nie chcę, zaznacza autor, aby prawosławni kapłani mogli w czymkolwiek upodobnić się do tych krwiożerców, nie boję się użyć tego słowa, heretyków.

Mimo wszystko, zgodzicie się, że prawdziwe, nie formalne chrześcijaństwo,jest przeciwstawne wojnom i zabójstwom. Mimo, że jestem ateistą to poglądy filozoficzne Bierdiajewa, Serafima Sarowskiego i całego szeregu innych filozofów chrześcijańskich były dla mnie bliskie i nawet drogie. Dlatego chciałbym go maksymalnie oddalić od takiego nieprzyjemnego i wymuszonego żartu jak wojna.

U nas nigdy nie było krucjat, przeciwko nam były. Rosjanie zawsze przyjmowali wojnę jako zajęcie wymuszone. Obecność kapłanów w armii uszlachetnia wojnę, a to jest zjawisko niewłaściwe. Jeżeli ja cokolwiek wiem o duchowości, to idąc na wojnę, nawet i wymuszoną, człowiek wychodzi jednak ze sfery duchowości, i jemu potrzeba do niej wrócić po oczyszczeniu.

Błogosławienie na wojnę - to jest coś z kategorii Got mit uns albo amerykańskie "my wybrany przez Boga naród", mania wielkości, która niczym dobrym nie może się skończyć. Dlatego na wojskowych kapelanów, jeżeli ta instytucja, mimo wszystko, pozostanie na stałe, powinni iść wyłącznie ludzie, którzy będą rozumieć granicę "pocieszyć i dodać otuchy" a "błogosławić zabójstwo". kapłan na wojnie - to tylko miłosierdzie i uzdrowienie dusz, ale żadnych wypraw krzyżowych i dżihadu.

Mówią o tym, swoją drogą, i wojskowi. Tak, w wypowiedzi szefa zarządu ds. pracy z wierzącymi żołnierzami Głównego Zarządu ds. Pracy z Stanem Osobowym Sił Zbrojnych FR Igora Siemienczenko czytamy: - zadaniem kapelanów w siłach zbrojnych jest stworzenie, z uwzględnieniem specyficznych właściwości służby wojskowej, warunków do realizacji przez żołnierzy wierzących swoich religijnych potrzeb. 

Kończąc, autor podkreśla: nie wszystko jest jednoznaczne. Ja zaś nie jestem wojującym ateistą, który wymachuje tomem Darwina i żąda "zakazać i zmienić". Niech to będzie w ramach eksperymentu, ostrożnie i niewiążąco. I zobaczymy.