RSS
niedziela, 24 lipca 2016

Po przyjęci przez Sejm uchwały, w której rzeź wołyńską nazwano ludobójstwem i ustanowieniu 11 lipca narodowym Dniem Pamięci Ofiar Ludobójstwa dokonanego przez ukraińskich nacjonalistów na obywatelach II RP, na portalach społecznościowych  i w ukraińskich mediach pojawiło się szereg wypowiedzi na ten temat. Poniżej dwie z nich.

Wołodymyr Wiatrowicz, historyk, dyrektor Ukraińskiego Instytutu Pamięci Narodowej, odnotował narastającą histerię antyukraińską i brak rozliczenie się z trudną historią w Polsce, którą prowokują siły polityczne, w szczególności reprezentowane w parlamencie.

Uważa on, że decyzja parlamentu polskiego o uznaniu tragedii wołyńskiej ludobójstwem Polaków stała się nieprzyjemnym, ale naturalnym rezultatem nastrojów antyukraińskich w Polsce.

Wiatrowicz zaznaczył, że ta uchwała nie ma nic wspólnego z uczczeniem pamięci zabitych, a jest tylko instrumentalizacją przyszłego konfliktu dla uzyskania doraźnych dywidend politycznych.

Niestety, pisze Wiatrowicz, tą uchwałą Sejmu nie zakończy się fala antyukraińska, która już od kilku miesięcy narasta w Polsce - na jesieni planuje się premierę filmu propagandowego Wołyń, który tylko wzmocni jednostronne przedstawienie o konflikcie polsko - ukraińskim w minionej wojnie. Przykro, że wśród polskich polityków, zabrakło ludzi rozsądnych i odważnych (ani jednego przeciw, tylko 10 wstrzymujących się), zdolnych zatrzymać nikomu nie potrzebne spory polityczne wokół przeszłości, napisał na swojej witrynie na Facebooku Wołodymyr Wiatrowicz.

Wypowiedział się też na ten temat ambasador Ukrainy  w Polsce Andrij Deszczyca. Na jego stronach na Facebooku możemy przeczytać: - bardzo szkoda, iż część polityków polskich, przyjmując uchwałę o uczczeniu ofiar Wołynia,  tak i nie uwzględniła licznych apeli i propozycji strony ukraińskiej, odnośnie wspólnej oceny tragicznej historii obu narodów.

Przykro, że preferencję zyskała jednostronna, przedstawiona przez polityków ocena wydarzeń, a nie profesjonalne międzynarodowe, chociażby polsko - ukraińskie badania ekspertów, doprowadzające do wyciągnięcia odpowiednich wniosków prawnych z  tego co zaszło. Oczywiście, że na taką decyzję polskiego parlamentu będzie odpowiednia odpowiedź ukraińskich polityków i parlamentarzystów, którzy zgodnie ze swoim zapatrywaniem, i każdy po swojemu, będą sprawiedliwie dowodzić, że było i ludobójstwo Ukraińców dokonane przez Polaków. Dlatego bezsprzecznie czeka nas okres wzajemnych oskarżeń i oświadczeń. I daj Boże rozumu, żeby to tylko zostało w płaszczyźnie debat politycznych, podkreślił Deszczyca. 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 



sobota, 23 lipca 2016

Portal Kommersant,  już w poniedziałek, 18 lipca dokonał szczegółowej analizy sytuacji w Turcji w pierwszych dniach po nieudanym puczu oraz nakreślił jego możliwe konsekwencje w polityce wewnętrznej i zagranicznej kraju, rządzonego przez prezydenta Recepa Tayyipa Erdogana. Przedstawione wówczas opinie nie straciły na aktualności do dnia dzisiejszego. Poniżej prezentowane jest omówienie fragmentów publikacji dotyczących polityki zagranicznej Turcji. 

Autorzy artykułu Siergiej S. i Maksym J., piszą: - władze tureckie prowadzą bezprecedensowe czystki i dokonują masowych aresztowań w strukturach siłowych po stłumieniu przewrotu wojskowych. Pierwszy po trzech dziesięcioleciach pucz w Republice Turcji przemienił się w krótkie, ale zażarte starcia w Ankarze, Istambule i innych miastach. Utrzymując władzę za cenę wielkich wysiłków, prezydent Erdogan otrzymał najpoważniejszy cios w całym okresie swoich rządów, ujawniający rozłam nie tylko w społeczeństwie, ale i wśród elit. Zasadniczym następstwem puczu na arenie międzynarodowej będzie utrata przez Turcję poprzedniej możliwości wpływu na sytuację w Syrii, Iraku i innych gorących punktach przy wykorzystaniu armii jako instrumentu swojej polityki. Moskwie stwarza to nowe przesłanki zbliżenia  z Ankarą. Potwierdzeniem tego był telefon Putina do Erdogana, który pierwszy spośród liderów światowych wyraził dla tureckiego kolegi swoje poparcie. Spotkanie obu przywódców planowane jest w początkach sierpnia, jeszcze przed szczytem G20 w Chinach.

Zamachowcy, czytamy w publikacji, uderzyli w regionalne ambicje Ankary. Na kierunku zagranicznym, Ankarę, w pełni możliwe, iż oczekują jeszcze bardziej poważne próby, niż te z którymi zetknęła się dotychczas. Turcja w ostatnich latach popsuła stosunki ze wszystkimi światowymi  i regionalnymi graczami. A w większości przypadków chociaż prowadziła z nimi spór na równych zasadach, ale i z pozycji siły - Ankarę uważano za poważnego oponenta podpierającego się potężną armią i rozgałęzionymi, w wielu przypadkach efektywnymi strukturami siłowymi. Teraz rozkład niechybnie się zmieni. I wojsko, i służby specjalne nie szybko otrząsną się z szoku. Już idące i przyszłe czystki jeszcze bardziej ich osłabią i zdezorganizują. A praktycznie nieuchronny wzrost znaczenia zwolenników Erdogana i lojalnych mu islamistów, podzielających ideologię Partii Sprawiedliwości i Rozwoju, na pewno nie prowadzi do wzrostu profesjonalizmu i autorytetu bloku siłowego.

Nie patrząc na nic, władze tureckie obwiniają o próbę przewrotu Fatullaha Gunula, żyjącego w USA kaznodzieję, który sądząc po tym wszystkim nie miał kontaktu z ostatnimi wydarzeniami. Próba puczu była nie rezultatem zewnętrznego działania, a wewnętrznego rozłamu wśród elity wojskowej. Inicjatorami wystąpienia byli oficerowie tureckich sił powietrznych jako najbardziej elitarnej części sił zbrojnych, najbardziej też podatnych na idee modernizacji - wyjaśnił redakcji pracownik naukowy Instytutu Studiów Wschodnich RAN, redaktor książki Turecka machina wojenna: siła i słabość Aleksandr Wasiliew. Według opinii eksperta, w związku z nadchodzącą czystką w armii, na zmianę niepewnym wojskowym przyjdą przybysze z innych struktur siłowych, co niewątpliwie odbije się na profesjonalizmie sił zbrojnych.

W rezultacie armia turecka nie będzie mogła być wykorzystywana jako instrument w polityce zagranicznej w takim stopniu, jak to było do puczu - wyjaśnił A. Wasiliew. I dodał: - w skrajnym przypadku, o żadnym wtargnięciu do Syrii, w przewidywalnej przyszłości - nie może być mowy.

W wyniku radykalnych zmian, zaznaczają autorzy, które oczekują tureckie siły zbrojne, liczni oponenci regionalni Turcji, i stronnicy Baszszara el-Asada w Syrii, i szyicki Iran, i rząd Iraku, i (co  najbardziej niebezpieczne dla Turcji) Kurdowie mogą zacząć działać bardziej zdecydowanie, nie zawsze licząc się z tureckimi interesami.

Według opinii autorów stosunki Turcji z Zachodem ulegną daleko idącym zmianom. Tarcia są nieuchronne. Surowe środki władz tureckich przeciwko oponentom wywołały nieoczekiwanie ostrą reakcję na Zachodzie. Już w niedzielę szef MSZ Francji Jean - Marc Ayrault uprzedził Ordegana, że próba puczu nie daje prawa do prowadzenia w kraju pacyfikacji. Wymagania zachowania zasad demokracji, z którymi występuje Francja, odnoszą się do wszystkich krajów, w tym do Turcji - przypomniał minister.

Chociaż w początkach puczu liderzy światowi wyrażali solidarność z Ankarą i potępiali działania puczystów, to tej dozy współczucia starczyło na dobę. Francuski minister nie ograniczył się do krytyki standardów tureckich w dziedzinie demokracji, a poszedł jeszcze dalej, obwiniając Ankarę o niedostateczne wysiłki w walce z ugrupowaniami terrorystycznymi na Bliskim Wschodzie.

Po nieudanym puczu, akcentują autorzy, zaostrzy się stosunki Ankary z Waszyngtonem. Erdogan zażądał od USA wydania swojego byłego sojusznika Fetullaha Gunula. W odpowiedzi sekretarz stanu John Kerry przypomniał: wcześniej, w oficjalnej formie, z nieodzownymi dokumentami, wniosek o ekstradycję powinien być przekazany do ministerstwa sprawiedliwości, czego Ankara dotychczas nie wykonała.

Wypowiadając się przy innej okazji Kerry faktycznie poparł swojego francuskiego kolegę i rekomendował Erdoganowi, aby nie próbował wykorzystać sytuacji do umocnienia swojej władzy i osłabienia instytucji demokratycznych.

Sytuacja zaistniała po nieudanym przewrocie, jak wyrazili się autorzy artykułu, otworzyła nowe okno dla Moskwy. Jeżeli na Zachodzie, czytamy w publikacji, działania prezydenta Erdogana wzbudzają wątpliwości, co grozi komplikacjami w stosunkach Ankary z UE i USA, to Moskwa, wprost przeciwnie, wyraziła swoje poparcie władzom tureckim bez żadnych zastrzeżeń. Jest bardzo symbolicznym, że po bezprecedensowym kryzysie w stosunkach rosyjsko - tureckich, właśnie Władimir Putin pierwszy odpowiedział na komunikaty o próbie przewrotu w Turcji, stając się jedynym liderem światowym, telefonującym do Erdogana, aby wyrazić swoją solidarność. Putin oświadczył o kategorycznej niedopuszczalności działań antykonstytucyjnych i życzył kierownictwu tureckiemu jak najszybszego odbudowania porządku konstytucyjnego i stabilności.

Tym samym Moskwa dała wyraźnie dała do zrozumienia: jest gotowa współpracować z Erdoganem, który do niedawna był uważany za głównego przeciwnika w regionie. Tureckie media informowały, że spotkanie obu prezydentów może się odbyć już w początkach sierpnia.

Sondowani przez portal eksperci uważają, że utrata przez Turcję poprzedniej możliwości wpływu w Syrii, Iraku i innych punktach zapalnych, gdzie Moskwa i Ankara do niedawana znajdowały się po przeciwnych stronach barykady, stwarza nowe przesłanki do zbliżenia. Po próbie puczu Rosja może zostać stroną wygrywającą. Jeszcze do niedawna o mało nie doszło do zderzenia w Syrii, jednak teraz taka perspektywa wydaje się mało prawdopodobna, powiedział redakcji Aleksandr Wasiliew.


 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 


 

 

 

 

 

 

 

 

 


niedziela, 17 lipca 2016

Portal Wiedomosti pisze: - wojna cenowa o europejski rynek ropy między Rosją a producentami z Bliskiego Wschodu zaostrza się coraz bardziej, mówi się w comiesięcznym przeglądzie Międzynarodowej Agencji Energetycznej (MAE).

Tradycyjny dla Rosji rynek próbują zdobyć Iran, Irak, Arabia Saudyjska i Kuwejt. I tak, Iran w ślad za Arabią Saudyjską rozpoczął dostawy ropy naftowej do Polski.

Saudi Aramco, zaznacza redakcja, obniżyła ceny ropy dla odbiorców z Europy Środkowej z dostawą w sierpniu, a konkurenci z krajów Bliskiego Wschodu, jak się oczekuje, pójdą za jej przykładem.

MAE prognozuje wzrost wydobycia, w tym roku, ropy naftowej w Rosji o 120 000 baryłek na dobę (b/d) do 11,18 mln b/d, które w następnym roku obniży się do 11,14 mln b/d. 

Ponadto, Agencja poprawiła prognozę przetwórstwa ropy naftowej w rosyjskich NPZ w trzecim kwartale o 150 000 b/d do 5,5 mln b/d. Tym nie mniej, w stosunku do ubiegłego roku, wielkości przetwarzania będą mniejsze o 290 000 b/d.

W maju br, czytamy dalej, Saudi Aramco i PKN Orlen podpisali kontrakt na dostawę 200 000 t. ropy miesięcznie do zakładów polskiego koncernu, przetwarzających ropę. Kontrakt jest ważny od 1 maja do 31 grudnia z 2016 r., z możliwością jego automatycznego przedłużenia. Ropa będzie przerabiana w NPZ w Polsce, Czechach i na Litwie.

Rosyjskie koncerny, podkreśla redakcja, wyraziły zaniepokojenie pojawieniem się ropy z Arabii Saudyjskiej na rynkach krajów środkowoeuropejskich. Tak, prezydent Rosniefta Igor Sieczin, oświadczył, że pojawienie się ropy z Arabii Saudyjskiej prowadzi do spadku cen na tym rynku.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 


wtorek, 12 lipca 2016

Na stronach internetowych ukraińskiej Europejskiej Prawdy, Jurij P. przedstawia swoją ocenę aktualnego stanu stosunków polsko - ukraińskich, zastanawiając się jednocześnie nad możliwością ich załamania w przypadku przyjęcia przez Sejm uchwały, uznającej rzeź wołyńską za ludobójstwo.

Za kilka dni, czytamy w publikacji, która ukazała się 8 lipca, stosunki polsko - ukraińskie mogą przeżywać nowy punkt zwrotny, określający poziom współpracy obu krajów na najbliższe lata.

Mowa jest o 11 lipca - tego dnia w Polsce obchodzi się dzień męczeństwa kresowian - Polaków, którzy żyli w Zachodniej Białorusi i Zachodniej Ukrainie. 

Poczucie nieuchronnej katastrofy można zrozumieć jeżeli przejrzy się stenogram niedawnych obrad polskiego Sejmu, poświęconych katastrofie wołyńskiej lub, jak wolą polscy deputowani, rzezi wołyńskiej.

Ukraińskie władze do ostatniej chwili próbowały odłożyć katastrofę, zwłaszcza szefowie parlamentów obu krajów porozumieli się aby nie podejmować problemów historycznych do zakończenia szczytu NATO w Warszawie.

Jednak, czytamy dalej, w najbliższych dniach Sejm może przegłosować uchwałę o uznaniu wydarzeń wołyńskich ludobójstwem Polaków, dokonanym przez Ukraińców oraz ustanowić specjalny dzień pamięci o nich - 17 września. To ostanie jest maksymalnym kompromisem ze strony rządzącego Prawa i Sprawiedliwości. Dzień pamięci planuje się odnieść do dnia, w którym rozpoczęła się okupacja Zachodniej Ukrainy i Białorusi, ukazując, że śmierci Polaków winna jest nie tylko UPA.

W każdym przypadku takie decyzje Sejmu naruszą obecne stosunki Ukrainy i Polski. Wszak one w dużej mierze opierają się na pojednania obu narodów. Pojednaniu, które jak myśleliśmy już się dokonało.

A głosowanie, zaznacza autor, za ludobójstwem pomniejszy wszystkie nasze wzajemne przebaczenia, przenosząc poziom stosunków między oboma krajami, w najlepszym przypadku, do początków lat dziewięćdziesiątych.

W przededniu tych gorących wydarzeń do płonącego ogniska polskich namiętności dolali benzyny z stolicy ukraińskiej. Rada Kijowa przegłosowała pakiet zmian, wśród nich zmieniając nazwę Prospektu Moskiewskiego na Prospekt Bandery.

Dalej autor pisze, w ubiegłym roku wraz ze zmianą władzy w Polsce, zmienił się również stan relacji.

Zgodnie z wynikami wyborów posłami zostało wielu działaczy, którzy zyskali uznanie podnosząc problem Wołynia i odpowiedzialności Ukraińców. Główny problem wcale nie tkwi w Stepanie Banderze, a w naszej zgodzie na nową polską debatę. Debatę, która przewiduje nie odpowiedzialność poszczególnych osób a grupową odpowiedzialność narodu, podkreśla publicysta. 

Przy czym tylko ukraińskiego, wynosząc poza nawias przestępstwa strony polskiej, i przedwojenną politykę narodowościową Polski, która i stworzyła przesłanki tragedii wołyńskiej.

Z tymi faktami należy nam nauczyć się żyć, w skrajnym przypadku do przyszłych wyborów, które odbędą się nieprędko.

A możliwe, kontynuuje Jurij P., iż jest to trend na długie lata, gdyż obrady Sejmu pokazały, że taką ideologię podzielają nie tylko przedstawiciele rządzącego PIS albo radykałowie z Kukiz 15. Potomkowie mieszkańców kresów - dostatecznie duża grupa elektoratu, a to oznacza, iż o ich sympatię będą walczyć wszystkie partie.

Ponadto, emocje w sąsiednim kraju rozgorzały na tyle, że nie zauważono listu pojednawczego ukraińskich polityków i działaczy społecznych, i odpowiedzi, także pojednawczej - polskich.

Być może jest to związane z tym, że w dużym stopniu czas obecny wydaje się być najbardziej sprzyjającym do omówienia problemów historycznych.

Autor uważa iż, biorąc za punkt wyjścia obrady w Sejmie można postawić wniosek - słabość teraźniejszej Ukrainy i jej zależność od zachodniej pomocy (w tym i polskiej) wielu wydaje się jako sprzyjająca okoliczność osiągnięcia zasadniczych ustępstw w tym historycznym sporze.

Czy będzie władza ukraińska, zastanawia się autor, zdolna w takiej sytuacji powiedzieć nie? Odpowiedzieć grzecznie, ale twardo?

Do tej pory władze ukraińskie uważały za korzystne iść na ustępstwa, chociażby dlatego, że problemy te na Ukrainie nie są tak pryncypialnymi jak w Polsce. Z wyłączeniem, oczywiście, Ukrainy Zachodniej.

I jeszcze dlatego, że na Ukrainie, w odróżnieniu od Polski, do tej pory nie było konsensusu w sprawach historii II wojny światowej

Jednak teraz emocje zakipiały jak nigdy - i stać na boku się nie uda, akcentuje Jurij P. 

Najbliższe dni mogą postawić Ukrainę przed bardzo nie prostym wyborem - iść na ustępstwa za cenę obecnego poziomu współpracy, organizować przeciw - marsze (a przyczyn historycznych do tego jest dostatecznie dużo) albo też starać się, zachowując zimną krew, pewnie ukierunkować swoją linię działania.

Przy czym, jeżeli uchwała o ludobójstwie nie zostanie przyjęta w tych dniach, temat z porządku dnia nie zniknie. Na przykład, w najbliższych miesiącach czeka nas premiera polskiego filmu Wołyń, co może wywołać kolejną antyukraińką histerię.

A w ogóle, jeżeli uważamy przemianowanie kijowskiej ulicy właściwym, ale poniekąd w niewczasie, do należy zrozumieć - dobrego terminu dla tego w najbliższym czasie nie będzie.

Publicysta prognozuje, ale to nie jest jeszcze najgorsze - gorzej, że historia, która powstanie, może na długi czas zablokować normalną i uczciwą dyskusję o naszej historii, włączając najbardziej bolesne stronice.

A ta rozmowa jest nieodzowna obu krajom - i Polsce, i Ukrainie, pisze w zakończeniu. 

 

 

 

 

 

 

 

 


sobota, 09 lipca 2016

Niemcy podwoili handel uzbrojeniem - w publikacji pod takim tytułem, autor, Jewgienij G. ukazuje na stronach internetowych Niezawisimoj Gaziety dynamiczny rozwój niemieckiego handlu uzbrojeniem.

W artykule czytamy, zgodnie z danymi Raportu o eksporcie uzbrojenia w 2015 r., handel produkcją wojskową RFN osiągnął najwyższy poziom w ostatnich dziesięciu latach. Jego wielkość pod względem wartości osiągnęła 12,52 mld. euro, zaś w roku poprzednim - 6,52 mld. euro. Tak więc, prawie podwojenie. W rezultacie, według danych IHS Jane′s Niemcy wyszły w eksporcie uzbrojenia na trzecie miejsce w świecie po USA i Rosji, stając się poważnym konkurentem.

Asortyment, pisze autor, proponowany przez WPK Niemiec jest bardzo szeroki. To znamienite czołgi Leopard-2 i bojowe wozy piechoty Puma-2. Tylko Katar zakupił czołgów koncernu Krauss-Maffei Wegmann za 1,6 mld. euro. Sektor wojskowy niemieckiego przemysłu lotniczego oferuje samoloty i helikoptery. Przykłady - Wielka Brytania zamówiła w RFN cztery samoloty - cysterny za sumę 1,1 mld. euro, Arabia Saudyjska otrzymała niedawno z Niemiec 23 helikoptery. Firma Heckler & Koch handluje na całym świecie uzbrojeniem strzeleckim amunicją i innymi produktami.

Jedną z największych specjalizacji WPK Niemiec - okręty podwodne oferowane przez koncern Thyssen - Krupp. Jego wojenno - morski oddział Thyssen - Krupp Marine Systems to poważny konkurent brytyjskiego BAE Systems i Dynamics. Koncern z siedzibą w Essen już zbudował okręty podwodne dla 20 krajów, w tym Izraela, Włoch, Korei Południowej i Brazylii. W ofercie niemieckiej spółki są także okręty patrolowe, których sprzedaż za sumę 1,5 mld. euro negocjowana jest z Arabią Saudyjską. Ale główny nacisk kładzie się na sprzedaż udoskonalonych okrętów podwodnych  o wyporności już nie 2,2 tys., a 4 tys. ton.

Tak więc, zaznacza publicysta, z byłego niemieckiego trendu powstrzymywania w handlu uzbrojeniem niewiele zostało, zwłaszcza w odniesieniu do dostaw w rejony konfliktów, np. na Bliski Wschód.

Z wyjątkiem zamówień członków NATO i UE, od innych żąda się specjalnego pozwolenia na dostawę niemieckiej produkcji wojskowej. Zajmuje się tym Rada ds. Bezpieczeństwa, w której pod egidą kanclerza reprezentowani są ministrowie spraw zagranicznych, obrony i gospodarki. W 2015 r., instytucja ta, jakby taśmowo, wypisała prawie 12,7 tys. pozwoleń na ogólną sumę 7,86 mld. euro. Przy czym, adresatem prawie 60% niemieckich dostaw uzbrojenia są kraje niewchodzące w skład UE albo NATO.

W dyskusji z Sueddeutsche Zeitung, wicekanclerz i minister gospodarki Sigmar Gabriel uzasadnił powstały wzrost wielkości eksportu uzbrojenia tym, że wiele kontraktów zostało zawartych jeszcze przez poprzedni rząd czarno - żółtej koalicji, dlatego na anulowanie nie było siły. Przy tej okazji wyciszał krytyków rządu, mówiąc, iż udało się ograniczyć eksport uzbrojenia strzeleckiego do najniższego poziomu z 2000 r., z 47 do 32 mln. euro.

W opinii autora artykułu, może to wywoływać uśmiech na tle porównania z 1,6 mld euro, otrzymanych z emiratu Katar, który podejrzewa się o wspieranie Państwa Islamskiego. Polityka  eksportowa w dziedzinie uzbrojenia nadal powoduje aktywny protest opozycji w postaci Lewicy i Zielonych. Według opinii eksperta ds. polityki zagranicznej partii Lewicy Jana van Akona, minister gospodarki obiecał polepszyć kontrolę eksportu uzbrojenia, ale sytuacja się nie zmieniła, wprost przeciwnie, liczba pozwoleń osiągnęła gigantyczne cyfry.

Reasumując autor pisze, jakichkolwiek zmian na tym polu się nie przewiduje. Przeciwnie, minister finansów Wolfgang Schauble wypowiedział się za osłabieniem podstawowych założeń w zakresie kontroli, oświadczając, że nie odpowiadają one europejskim wymaganiom. WPK jest poważnym w pozycji eksportowej Niemiec, jest więc mało prawdopodobne, aby władze chciały zaszkodzić swoim interesom i dochodom.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 


środa, 06 lipca 2016

Pod koniec czerwca, Timofiej B. na stronach internetowych Rossijskoj Gaziety, w publikacji Będziemy handlować, pisze o coraz bardziej rozwijającej się wymianie gospodarczej Rosji z Portugalią.

Cztery główne kierunki współpracy między Rosją i Portugalią, eksponuje autor, określono jako priorytetowe po przeprowadzonym posiedzeniu międzynarodowej komisji mieszanej w Lizbonie. Delegaci porozumieli się w sprawie aktywizacji przez oba kraje współpracy w dziedzinie budownictwa, rolnictwa, turystyki i wysokich technologii.

Oficjalna nazwa przedsięwzięcia, dzięki któremu udało się podpisać ważne porozumienia - posiedzenie komisji mieszanej ds. współpracy gospodarczej, przemysłowej i technicznej między Federacją Rosyjską i Republiką Portugalską. Faktycznie to główny dialog z krajami UE. Ze strony rosyjskiej negocjacje prowadził szef MCzS Rosji Władimir Puszkow.

To już piąte, przypomina autor, posiedzenie komisji, które odbywa się z sankcjami w tle. Można więc było oczekiwać, iż będzie jednym z najbardziej skomplikowanych. Okazało się jednak odwrotnie. Poprzednie spotkania komisji odbywały się jeżeli nie ze zgrzytem, to przynajmniej z wnoszeniem wielu poprawek, dosłownie do ostatniej chwili.

Dalej gazeta zaznacza, podstawowy cel wizyty w Portugalii: nadanie nowego impulsu rozwojowi stosunków rosyjsko - portugalskich w szerokim zakresie wielu dziedzin, włączając w to handel i inwestycje, energetykę i przemysł, rolnictwo i zaawansowane technologie, walkę z nadzwyczajnymi sytuacjami. I to się udało. Ze strony Portugalii rozmowy prowadził minister gospodarki Manuel Caldeira Cabral.

W dziedzinie rolnictwa Rosja posiada duże możliwości eksportu zboża do Portugalii. Z kolei Portugalia będzie eksportować znacznie więcej win i oleju z oliwek.

Ponadto, jak by to nie było dziwne, Portugalia może eksportować do Rosji korek, a to także materiał strategiczny. W czasach radzieckich Portugalczycy dostarczali bardzo dużo korka i to nie tylko do butelek, ale i jako najlepszy materiał izolujący dla okrętów podwodnych.

Następnie czytamy, ministrowie omówili i rozwój turystyki. Według zgodnej opinii stron, obecnie 100 tys. turystów z FR, przybywających do Portugalii, to nie jest ten strumień, który może zadowalać. Portugalia w składzie UE uważana jest za kraj tani, gdzie masowo, przez cały rok, jeżdżą Hiszpanie i Francuzi. Np. jeżeli w ich krajach filiżanka kawy w restauracji kosztuje 5 euro, to w Portugalii wszystkiego 1 euro.

Wzrost ruchu turystycznego między oboma krajami ogranicza komunikacja lotnicza. Na poprzednim posiedzeniu, 6 lat wstecz, nie udało się porozumieć o rozdziale lotów pasażerskich między kampaniami rosyjskimi i portugalskimi. Teraz sprawa ruszyła z martwego punktu. Na wrzesień zaplanowano rozmowy na ten temat między władzami lotnictwa FR i Portugalii.

W sferze wysokich technologii, dodaje publicysta, podpisano porozumienie między Rosyjską Akademią Nauk i Laboratorium Nanotechnologii Portugalii. Laboratorium jest liczącą się placówkę naukową, jedyną w całej Europie. Pracuje w nim ponad 100 doktorów nauk, gotowych współpracować z RAN. I co ważne, mają środki na swoją działalność. Jest już 10 projektów, w ramach których Rosja i Portugalia zaczęły współpracować. Jeden z ważniejszych - w sferze nanotechnologii medycznej.

W rezultacie posiedzenia komisji podpisano akt końcowy, odzwierciedlający wszystkie ustalone dotychczas porozumienia, w tym o zawarciu w najbliższym czasie porozumienia między rządami Federacji Rosyjskiej i Republiki Portugalskiej o współpracy gospodarczej i technicznej.

Jeszce jedną cechą wyróżniającą, która podkreśla znaczenie obecnego spotkania, jest to, że do Portugalii przyjechali przedsiębiorcy. Poprzednio biznes nie był reprezentowany na spotkaniach na tym poziomie, a tym razem ponad 100 biznesmenów po posiedzeniu komisji rozpoczęło rozmowy nad konkretnymi dwustronnymi projektami.

Gazeta podaje także, iż Władimir Puszkow nie pozostawił na marginesie problemów technologii ratownictwa. FR posiada wiele możliwości wymiany informacji o CzS i monitoringu kosmicznym. Puszkow zaplanował spotkanie dwustronne z ministrem administracji wewnętrznej Republiki Portugalskiej Constancą Urbano de Sousa. Szefowie resortów spraw nadzwyczajnych zamierzają przedyskutować aktualne problemy współpracy, szczególną uwagę poświęcając wymianie informacji oraz niesieniu pomocy w walce z pożarami.

W swoim referacie szef MCzS Rosji Władimir Puszkow powiedział: - jako przykład chciałbym wykorzystać naszą współpracę z partnerami greckimi i przytoczyć kilka cyfr: - w okresie od 18 lipca do 10 sierpnia 2015 r. przez naszych specjalistów zostało wykrytych na terytorium Republiki Greckiej i przekazane przez Rosyjsko - Serbskie Centrum Humanitarne kolegom greckim dane o 43 ogniskach pożarów. To pozwoliło MWD Grecji podjąć operatywnie nieodzowne środki, czytamy w zakończeniu artykułu. 



 

 

 

 

 

 

 

 


sobota, 02 lipca 2016

W drugiej połowie kwietnia br RIA Nowosti przeprowadziła wywiad z dyrektorem generalnym koncernu Urałwagonzawod (UWZ) Olegiem Sijenką, który w całości lub w obszernych skrótach ukazał się w wielu zainteresowanych portalach internetowych.W swojej wypowiedzi Oleg Sijenko przedstawił główne problemy i zadania stojące przed przemysłem maszynowym i na tym tle ukazał aktualne zaangażowanie koncernu w produkcję i perspektywy dalszego rozwoju sławnej już Armaty.

Poniżej zamieszczone są wybrane pytania dziennikarza Nowosti i odpowiedzi dyrektora koncernu.

- Czy prędkość jest dla czołgu ważną wartością?

- Mobilność wozu to jeden z podstawowych elementów jego obrony i bezpieczeństwa. Doskonali się przecież nie tylko czołgi, ale i środki ich rażenia. Dlatego tak ważna jest zmiana pozycji, wykonanie manewru, przełamanie. Prędkość, oczywiście, nie jest numerem jeden w czołgu, to nie Formuła-1, niemniej niezwykle ważna obrona przed środkami rażenia.

- Ile wynosi prędkość Armaty?

- Mimo iż,

teraz, zamontowany jest najsłabszy układ napędowy, to jednak już przekroczono zakładaną prędkość. Osobiście rozpędziłem wóz do 80 kilometrów na godzinę przy silniku 1350 koni mechanicznych.

- Ile wynosić będzie moc silnika w standardowej Armacie?

- W bazowym wariancie powinien być silnik o mocy 1500 KM.

- Albo 1800?

- Stworzyliśmy silnik, najniższy przedział mocy którego zaczyna się od 1350 KM. Na przykład, silnik który zamontowano na T-90 i na T-90MS, był doprowadzony od 540 do 1130 KM. Etatowy silnik Armaty ma parametry 1350-1500-1800 KM. Formowanie silnika odniesiono do przyszłości, ale my uważamy, że im bardziej forsować silnik, tym mniejsze są jego inne możliwości. Wychodzimy z tego, iż najważniejsze - to niezawodność.

- Standardowa armata na T-14 jest kalibru 125 mm. Pan informował o możliwości zamontowania armaty kalibru 152 mm. Tak więc, ile czołgów będzie wykonanych z jedną, a ile z drugą armatą?

- Wszystko zależy od ministerstwa obrony. Postawimy co potrzeba. Przywykliśmy do wykonywania określonej produkcji w przyszłości, mamy dużo projektów, które wykonujemy z  własnej inicjatywy, naturalnie, po uzgodnieniu z wojskowymi po to aby perspektywicznie ustalić kształt wojsk lądowych. Ale oni mają budżet, który określa możliwości finansowe NIKOR-ów. Z własnej inicjatywy wykonywaliśmy czołgi T-90MS, wozy straży pożarnej, Terminator-2.

Armata 152 mm ma podwyższoną moc. Mamy nadzieję, iż szybko pojawi się do niej nowy pocisk. Według swoich możliwości jest ona o 30% doskonalsza od poprzedniej. Np. wewnętrzne regulowanie kanału lufy pozwala zwiększyć liczbę wystrzałów bez zmiany do remontu.

- Jak przechodzą testy Armaty?

- Stworzyliśmy zupełnie nowy wóz, którego każdy element jest nowy. Gdy bada się pięćdziesiąt kilka ton, to każdy zespół powinien mieć duży współczynnik bezpieczeństwa. To nie samochód. Ten wóz przebija ściany, skacze z trampoliny, z której samochód, po prostu się rozbija. W czasie testów wykrywane są pewne problemy określonych węzłów i zespołów, potrzebujących dopracowania. W sumie, osiągnięto zakładany rezultat.

- Czy można powiedzieć, że Armata wejdzie do produkcji seryjnej w 2017 r.?

- Można. Chcę podkreślić, iż ten wóz nie jest dla żołnierzy z poboru, a dla profesjonalistów, którzy wchłoną wszystkie jego możliwości. W przyszłym roku planujemy, na wystawie uzbrojenia w Niżnym Tagile, prezentację T-14 w dynamice. Pokażemy mobilne i ogniowe możliwości czołgu.

- Teraz trwa produkcja Armat w zakładzie?

- Nie, wykonaliśmy zamówienie na produkcję pierwszej partii 20 wozów. Czekamy na następne.

- O jakiej ilości zamówionych przez ministerstwo obrony czołgów może być mowa?

- Na ten temat podjęto uchwałę rządu, zatwierdzoną przez prezydenta. Ilość - 2300 czołgów.

- Wciągu jakiego okresu?

- Chwilowe opóźnienia będą odrabiane. To widać już teraz. Do produkcji Armaty ludzi trzeba przyuczać 5-6 lat, co w zasadzie, jest realizowane. To praca ręczna, tu się nie da pracy klepać.

- Wielu ekspertów uważa, że Armata owszem dobra,  ale jej cena zbyt wysoka. Jak pan skomentuje ich wypowiedzi?

- Czołg T-72B3, który dostarczamy armii rosyjskiej jest sześć - siedem razy tańszy od odpowiedników zagranicznych. T-90 dla armii jest pięć razy tańszy od sprzedawanego na rynku. Armata dziś jest trzy razy tańsza niż Abrams, Leopard, czy Leclerc. Równo trzy razy, a jej potencjał jej znacznie wyższy. Nie będę mówił, ile, w ramach  aktualnego marketingu, będzie kosztowała na światowym rynku. Ponadto T-72 i T-90, przy swojej żywotności, posiadanych możliwościach bojowych, jak by to nie było dziwne, są lepsze od czołgów wyprodukowanych w innych krajach. Przeprowadziliśmy bardzo dużo testów w różnych warunkach klimatycznych, znamy możliwości naszych konkurentów. Uważamy, iż stosunek cena - jakość jest najbardziej optymalny.

- Czy macie w planach wykonanie czołgu robota?

- Podążamy do przodu, mamy doświadczenia z wykonania zrobotyzowanego wozu przeciwpożarowego na bazie czołgu T-72. Dlatego w przypadku otrzymania zamówienia, wdrożymy je szybko. Według dużego prawdopodobieństwa nawet te wozy, które przejeżdżały po Placu Czerwonym, można wykonać bezzałogowymi. Robot Armata - to czołg przyszłości.

- Planuje się wyposażenie Armaty w bezpilotowy aparat latający?

- Wykorzystanie dronu przewiduje się w ciężkim BMP-15 na platformie Armata. To element obowiązkowy na szczeblu taktycznym. Bez oczu przemieszczać się w kolumnie jest bardzo ciężko, dlatego dron jest tam przewidywany i będziemy to aktywnie wdrażać. Problem, jaki aparat w będziemy brać za podstawę. Ale to już do ministerstwa obrony, które testuje rodzime BPLA - jaki minister wskaże, taki zamontujemy.

- Czy będzie na podstawie Armaty wykonywany nowy wóz wsparcia czołgów typu Terminator-3, przy czym armia nie kupuje ani Terminatora-1, ani Terminatora-2?

- Będzie. Na Armacie także. Mamy koncepcję rozwoju maszyn na bazie platformy Armata. W jej skład wchodzi 28 jednostek perspektywicznych rodzajów uzbrojenia. powinny być zintegrowane na jednej platformie: dla PWO, ciężkich pancernych wozów.

- Jak oceniany jest kierunek eksportowy działalności koncernu?

- Oceniamy potencjalny portfel zamówień na poziomie 6 mld. dol. Prowadzone są aktywne negocjacje nie tylko w sprawie czołgów, ale i systemów artylerii rakietowej TOS-1A oraz innej artylerii. Ponadto, występuje konieczność koncentracji na ośrodkach serwisowych.

Najważniejszym dla zamawiającego jest serwis obsługi. Na całym świecie jest jeszcze ogromna ilość techniki pancernej z czasów ZSRR. Mamy nadzieję, iż nasz portfel pozwoli na utworzenie takich ośrodków serwisowania. Doświadczenie już mamy - w Indiach na licencji produkowane są T-90. W sprawie czołgów prowadzone są aktywne rozmowy, przy czym nie z jednym, a z kilkoma krajami. Takie kontrakty są bliskie podpisania, w sprawie innych trwają rozmowy. Jesteśmy gotowi zadowolić życzenia dowolnego zamawiającego w bardzo krótkim czasie.

- Jak rozwija się projekt Atom po rezygnacji z niego Francuzów?

- Projekt, bardzo aktywnie rozwija się z OAE na platformie Enigma. Przy sprzyjającym zbiegu okoliczności już w tym roku możemy przejść do testów ogniowych.

- Oczywiście żałujemy, iż z powodu sankcji odrzucono projekt z Francją, gdzie w ramach SP znacznie poszliśmy do przodu. Ale nie zatrzymaliśmy się i teraz sami robimy - stawiamy moduł bojowy z 57 mm armatą na gąsienicowy pojazd. Według tego projektu rozpracowuje się problem utworzenia SP z Kazachstanem, gdzie pojawiła się nowa, produkowana na licencji, platforma.

- Co w tym projekcie wykonywali Francuzi?

- Nie mieliśmy platformy, a była nam konieczna nowoczesne podwozie pływające z tylnym rozmieszczeniem rampy i możliwością desantowania. Teraz nawet pocisk mamy gotowy, strzelania potwierdziły wszystkie zakładane dane taktyczno - techniczne. To przeciwpancerny, odłamkowo - fugasowy, fugasowy do walki z BPŁA i piechotą. Nasi modzi inżynierowie już podłączają się.

- Myślę, że w 2017 roku będzie nowe podwozie, które wejdzie do  testów i będzie bezsprzecznie lepsze, np. ze schematem silnik - koło, a to ogromny zapas przebiegu, niezależny napęd kół. To będzie nowy kołowy BMP.