RSS
wtorek, 29 września 2015

Portal Politrussja opublikował artykuł Kiriła O. pt. Europa ginie na naszych oczach, którym czytamy m.in.: naszemu pokoleniu przypadł los nie do pozazdroszczenia, na naszych oczach postępuje zagłada zachodniej cywilizacji. Taka śmierć dopadła wszystkie wielkie cywilizacje przeszłości: egipską, perską, antyczną i w końcu rzymską. Współczesna zachodnia cywilizacja przyszła na zmianę rzymskiej, która zmarła w 476 roku naszej ery.  Oświeceni rzymianie nawet nie myśleli, że zmieni ich okrutny i barbarzyński system. Po upadku Cesarstwa Rzymskiego rozpoczęła się epoka Średniowiecza i zachodnia (chrześcijańska) cywilizacja właśnie wówczas rozpoczęła swoją drogę.

Dziś wszystkie fakty mówią, iż nastąpił jej koniec. Interesującym jest, że rzymianie w okresie upadku swojego imperium mieli takie same problemy jak i Europejczycy obecnie: wymieranie fizyczne i degradacja, spadek poziomu urodzeń, inwazja "barbarzyńców", naruszenie tabu i zniszczenie norm etycznych, prawo pozwalające każdemu przyszłemu "barbarzyńcy" otrzymać rzymskie obywatelstwo. Wszystko to doprowadziło do zmieszania rzymian z narodami barbarzyńskimi i w konsekwencji do rozpadu Cesarstwa Rzymskiego.

Uzasadniając swoją teorię autor sięga do źródeł, do myśli filozoficznej Oswalda Spenglera. Śmierć współczesnej europejskiej cywilizacji przewidywał jeszcze sto lat temu niemiecki filozof Oswald Spengler w swoim fundamentalnym dziele Zmierzch Zachodu. Spengler ukazuje przesłanki upadku cywilizacji: ogromne i zmasowane miasta w miejsce wsi. Współczesny mieszczanin to nowy bezbożnik i koczownik, najważniejsze dla niego są pieniądze i władza, a nie bohaterskie mity i patriotyzm; wojny o panowanie nad światem; na czele państwa stanie tyran; przesycenie techniką. 

Autor stawia pytanie, jak i dlaczego postępuje wymieranie europejskiej cywilizacji? Następnie zaś proponuje rozpatrzenie następujący przyczyn, upadku Europy.

1. Degradacja fizyczna i wymieranie. Depopulacja. Liczba Europejczyków zmniejsza się w postępie geometrycznym. Tacy bogaci - a rozmnażać się nie chcą. To odpowiedź dla utyskujących,  którzy usprawiedliwiaj kryzys demograficzny sytuacją ekonomiczną.

Przyczyn takiej sytuacji jest wiele, jednak, zdaniem publicysty, przyczyna tkwi w świadomej rezygnacji z potrzeby posiadania dzieci. Dzieci bowiem przeszkadzają w karierze, podróżach, wypoczynku, samorealizacji. Europejczycy nie śpieszą się tego wyzbywać, jak i zawierać małżeństwa usankcjonowane prawnie. Dziś wiek wstępowania w związek małżeński i rodzenia dzieci w Europie jest bliski 30. lat. I oto pozostaje czas tylko na urodzenie jednego, maksimum dwojga dzieci. Pojawia się więc pytanie: dlaczego wcześniej rodzili więcej? Wszystkiemu winna rewolucja seksualna lat sześćdziesiątych, przedmałżeńskie życie seksualne oraz niechęć do zajścia w ciążę, które przestały być amoralnym zjawiskiem.

Po czym, autor przedstawia następujące uogólnienia:

- z każdym rokiem rośnie liczba zwolenników childree, bezdzietności, w europejskich megapolis około jednej czwartej dziewcząt nigdy nie chce zostać matkami.

- jednopłciowy seks. Można ile się chce usprawiedliwiać i równać w prawach homoseksualistów i lesbijki z normalnymi obywatelami, ale dzieci od takich związków nie przybędzie.

- bezpłodność. Statystyką mówi, że wśród białych par bezpłodność wynosi 15%. Wśród Azjatów i Afrykanów wielokrotnie mniej.

2. Migracja. Nieustający napływ imigrantów z Azji i Afryki. Cytując premiera Węgier Wiktora Orbana Kirył O. pisze: rzeczywistość jest taka, że Europie grozi napływ ludzi, dziesiątki milionów ludzi może przyjechać do Europy. Przewiduje się, że w przyszłym roku liczba uchodźców zwiększy się do milionów. Możemy nagle zrozumieć. iż jesteśmy w  mniejszości na własnym kontynencie, podkreślił węgierski premier.

Wszyscy mówią i piszą o obecnej fali migracji z Bliskiego Wschodu. Jednak już od wielu lat migranci nieeuropejskiego pochodzenia zasiedlają całe dzielnice Paryża, Brukseli, Marsylii, Londynu i innych wielkich miast Europy. Z każdym rokiem sytuacja się pogarsza.

A teraz, proponuje autor, połączmy te dwa składniki: depopulacja i napływ emigrantów. Mamy więc zmieszanie narodów mających korzenie w Europie z Azjatami i Afrykanami. To tak, jak było w  Rzymie w okresie jego upadku.

3. Promocja pasożytnictwa i próżniactwa. Cywilizacyjne samozniszczenie państwa zabezpiecza system prawny: nie pracować, wygodniej niż pracować.

Zasiłek dla bezrobotnych w krajach zachodniej Europy wynosi około tysiąca euro. Za te pieniądze można się nieźle urządzić.

4. Zacierają się różnice międzypłciowe. Szlachetny i postępowy, w swojej istocie, ruch na rzecz praw wyborczych kobiet przerósł w schizofrenię. Kobiety na tyle zrównano w prawach z mężczyznami, że publiczne mówienie o różnicach płci jest przejawem niemądrego tonu, seksizmu i mizoginii.

Dla narodu to zguba, podkreśla publicysta. Zmniejszenie różnicy i zbliżenie płci jest entropią, przejściem do zmieszania w jednolitą masę. Mężczyźni i kobiety wzajemnie się przyciągają, dosłownie plus i minus. Kobiety zawsze przyciągało męstwo i szlachetność mężczyzn, a mężczyzn ich skromność i kobiecość. A jak będą rozwijały się stosunki między kobietami i mężczyznami w bezpłciowym społeczeństwie? Jak będą dzieci się rodzić, jeżeli kobiety i mężczyzn przekształcono w jedną bezpłciową amorficzną  masę?

5. Bezsilność w walce z wrogami. Wrogami europejskiej cywilizacji można nazwać terrorystów, otwarcie głoszących o zamiarze jej zniszczenia. Chodzimy po waszych ulicach, czekajcie godziny iks - z takim napisem na koszulkach fotografują się na tle wieży w Pizie. Media są pełne wiadomości o tym, że na terytorium Europy pod przykrywką uchodźców przybyło 4 tys. bojowników ISIS. A Europa wyraża tylko zaniepokojenie. W miejsce adekwatnych środków w walce z terrorystami, królowa Elżbieta, po zamachu w londyńskim metrze, wystąpiła z oświadczeniem, iż to nie wymusi rezygnacji z naszych wartości. Pod wartościami królowa także rozumie otwarcie granic nadal dla wszystkich.

Terroryści palestyńscy, zajmując Bazylikę Narodzenia Pańskiego w Betlejem, wzięli zakonników jako zakładników. Przez wiele dni prowadzono rozmowy, nie podejmując tematu bluźnierstwa, żaden z terrorystów nie został ranny - odstąpili i nawet ich przygarnięto w Europie. Przedstawmy sobie teraz lustrzaną sytuację: terroryści chrześcijańscy zajęli meczet w Mekce. Ile, w odpowiedzi, pogromów chrześcijan, dokonali by muzułmanie na całym świecie?

Ach, ironizuje autor, prawa człowieka, lepiej nich giną ludzie, ale twarda odpowiedź terrorystom jest niedopuszczalna.

Jeżeli tylko terrorysta uświadomi sobie, że dowolny akt terroru pociągnie za sobą analogiczną odpowiedź, ale zwielokrotnioną dziesięciokrotnie, to przestanie być terrorystą. Zrozumie, że jego działanie pociągnie za sobą zniszczenie nie tylko europejskiej cywilizacji, ale i jego własnej, ponieważ Europejczycy odpowiedzą tak, że nie będzie można go odnaleźć.

6. Degradacja i bezsilność prawa. W Norwegii za masowe zabójstwo grozi kara 21. lat więzienia. W wydzielonym pomieszczeniu z salami treningowymi, kuchnią i uniwersyteckimi studiami na odległość. Degeneracja prawa  - to jedna z głównych przyczyn degeneracji systemu i osłabienia samoobrony.   Demokracja jest bezsilna wobec okrucieństwa. W Holandii człowiek nie ma prawa nawet palcem tknąć złodzieja, w przypadku gdy ten kradnie obcemu. Rodzice zgwałconego i zamęczonego na śmierć dziecka płacą podatki na dożywotnie utrzymanie jego gwałciciela i mordercy w więzieniu. Czy ktokolwiek myśli, iż z takim humanistycznym prawem państwo się utrzyma? Tym bardziej w warunkach masowej imigracji narodów Azji i Afryki, które wykorzystują słabość europejskiego prawa do zaprowadzenia własnych porządków, zaznacza autor.

7. Upadek sztuki. Symbolem każdej epoki jest sztuka. Sztuka epoki Średniowiecza w zasadzie jest związana z wyobrażeniem świętych. Na zmianę przyszła epoka Odrodzenia, epoka antropocentryzmu, wyobrażenia piękna człowieka, zaznacza autor. Dzisiejsza sztuka daje wyraźnie do zrozumienia, że przeżywamy okres degeneracji. Kicz pędzla na płótnie, co może dokonać jakaś małpa, uważa się za sztukę dla wszystkich. O masowej europejskiej kulturze lepiej nie mówić.

Kończąc autor stawia pytanie i apeluje do Rosjan. A co my? Jeżeli chcemy naśladować zachodnioeuropejską drogę, to możemy dalej brać za wzór ich styl życia, ich prawo i kulturę.

Ale jeżeli chcemy przeżyć i przekazać naszym  potomkom dumną Rosję, to powinniśmy wykorzystać swoją szansę pozostania jedynym chrześcijańskim krajem  w Europie, twierdzą europejskiej cywilizacji ze wszystkimi jej zaletami, odrzucając uprzednio słabości i wady.


 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 


wtorek, 15 września 2015

IA REGNUM, na swoich stronach internetowych opublikowała artykuł Radowa N. Na ile groźna jest armia białoruska?, w którym autor kreśli ogólną charakterystykę aktualnych stosunków na linii Moskwa - Mińsk i ocenia stan wojska białoruskiego.

Czytamy w nim, w ostatnim czasie przywódcy Białorusi z wielkim patosem zaczęli mówić, o tym, że mają u siebie jedną z najsilniejszych armii na kontynencie, zdolną odeprzeć dowolną agresję. Podobne wypowiedzi słyszymy i ze strony południowej sąsiadki Ukrainy, od której Białorusini starają się dziś odgrodzić  i umacniają swoje południowe rubieże, tworzą nowe oddziały wojsk pogranicza, prowadzą szereg ćwiczeń i treningów, wzmacniają kontrolę przekraczania granicy, itp. Przy czym w wymienionych przypadkach, słowa o wysokiej zdolności bojowej sił zbrojnych obu republik, delikatnie mówiąc, są naciągane przez Białorusinów. Oczywiście jest czym się pochwalić przed Ukrainą i innymi postradzieckimi republikami, ale daleko im jeszcze do Rosji i rozwiniętych krajów Zachodu, zaznacza publicysta.  

Obecny stan armii białoruskiej, pisze Radow N. zgodnie z opinią wielu ekspertów, daleki jest od tego co można określić poważną siłą, chociaż Białoruś zaczęła reformować swoje wojsko znacznie wcześniej od innych byłych republik ZSRR. W latach niepodległości w rezultacie reform, liczebność sił zbrojnych republiki zmniejszyła się więcej niż cztery razy i obecnie wynosi 62 000 ludzi, co nawet według europejskich norm nie jest wiele. Mimo tego, została rozsprzedana znaczna ilość otrzymanego z ZSRR sprzętu i uzbrojenia, co na przełomie wieków czyniło republikę jednym z światowych liderów w handlu uzbrojeniem. Razem z tym przeprowadzono reorganizację struktury wojska - w miejsce armii, dywizji i korpusów wprowadzono brygady, a także zorganizowano szkolenie własnych kadr na bazie Wojskowej Akademii Białorusi i uczelni cywilnych. Wszystko to pozwoliło zmniejszyć wydatki na obronność i w jakimś stopniu uchronić stan kadr - jakby w kraju źle nie było, to wojskowi regularnie otrzymywali pobory oraz posiadali liczne przywileje. Także narodowościowy skład armii białoruskiej był jednorodny, a wewnątrz jej nie pojawiały się ani narodowościowe, ani religijne konflikty. Widocznie, właśnie dlatego wielu ekspertów uważa, że białoruscy żołnierze reprezentują morale na jednym z najwyższych poziomów wśród postradzieckich armii.

Jednak należy skonstatować, pisze dalej autor, iż na tym pozytywy armii białoruskiej niestety się kończą. Dzisiaj główny problem, z którym zderzają się wojskowi Białorusi to względna niemożność przeprowadzenia większej lub mniejszej modernizacji armii. Upraszczając, kierownictwo państwa z powodu braku środków nie może pozwolić sobie na rezygnację z przestarzałej fizycznie i moralnie techniki jeszcze radzieckich wzorów. Przy czym, starzeje się absolutnie wszystko - lotnictwo, wojska pancerne, systemy artyleryjskie, systemy obrony powietrznej, itp, a na jednych tylko walorach moralnych i wolicjonalnych zwyciężyć się nie uda. Wszystko to nie  tylko osłabia armię białoruską, ale i nie pozwala, jak poprzednio, zarabiać na sprzedaży uzbrojenia. Dziś kupujący stali się bardzo wybredni i nie mają ochoty na zakupy techniki sprzed 20-30 lat. Prawdopodobnie dlatego według statystyk ONZ, Białoruś sprzedawała w ostatnim czasie tylko minimalne ilości starego radzieckiego uzbrojenia, uzupełniając transakcje amunicją, której okres zużycia dobiega końca.

Biorąc pod uwagę aktualne informacje, stwierdza Radow N. można mówić o tym, że obecne wydatki białoruskiego budżetu nie są w stanie zadowolić potrzeb nowoczesnej armii. Dziś republika wydaje na swoje siły zbrojne około 700 mln. dol., zajmując według tego wskaźnika 79 miejsce na świecie. Dla przykładu, Polska, której armia jest dwukrotnie, według liczebności, większa od białoruskiej, wydaje na nią 9,6 mld. dol. rocznie. Jeżeli przypomnimy, że białoruski budżet formuje się w miejscowej walucie i porównamy tempo wzrostu wydatków na wojsko z inflacją, to okaże się, że nakłady w najlepszym przypadku pozostają na niezmienionym poziomie.

Z jednej strony, czytamy w publikacji, na Białorusi podejmuje się próby, aby własnymi siłami wyremontować i doprowadzić do bardziej nowoczesnego wyglądu stare uzbrojenie. W przedsiębiorstwach kompleksu wojskowo - przemysłowego nie tylko remontuje się i modernizuje czołgi, helikoptery i samoloty, ale i produkuje się nowe wzory uzbrojenia: rozpoznawczo - dywersyjny czołg 2T Stalker, system PWO Styliet (wraz z Ukrainą), systemy przeciwpancerne Skif i Szerszeń, helikopter Mi-8 MSB. Bodaj najbardziej głośnym wydarzeniem tego rodzaju było pojawienie się w tym roku na defiladzie wyrzutni rakietowej Polonez, testy której przeprowadzono w Chinach. Do końca nie wiadomo na ile wymieniona RZSO jest efektywniejsza od rosyjskich i zachodnich odpowiedników, ale uważa się, że pozwala ona na precyzyjne uderzenie jednocześnie po ośmiu celach na odległość ponad 200 km., co czyni ją nie gorszą od innych systemów artylerii rakietowej.

Wszystkie te programy, podkreśla publicysta, przynoszą oczywiście zaszczyt Białorusinom, jednak mimo wszystko, nie są oni w stanie doprowadzić wojska białoruskiego do porządku. Tak, jak i nie może dokonać tego jeszcze jedna nadzieja białoruskiego ministerstwa obrony - formowane od początku XXI wieku, tzw. wojska obrony terytorialnej, z którymi pierwsze praktyczne działania przeprowadzono jeszcze w 2002 r., w toku ćwiczeń taktyczno - operacyjnych Berezyna - 2002. W istocie jest to przygotowana i przeszkolona do partyzanckich działań ludność cywilna, z którą w republice łączą poważne nadzieje. Na przykład, 1 września oficjalnie ogłoszono, że szereg obwodów Białorusi, z własnej inicjatywy, wyraziło gotowość przeprowadzenia zbiórek podległych obowiązkowi służby w obronie terytorialnej w rejonach ich formowania i odbycia szkoleń w terenie wykonywania zadań.

Z drugiej strony, pisze następnie publicysta, Mińsk jak poprzednio, uważa za możliwe przeprowadzenie modernizacji i wzmocnienia swojego wojska kosztem Rosji i budżetu Sojuszniczego Państwa. Przy czym, w tym drugim przypadku sytuacja z każdym rokiem nie ulega poprawie ze względu na pogorszenie sytuacji w gospodarce rosyjskiej. Wszystkie programy Sztabu Generalnego stopniowo są redukowane, w tym i w militarnej sferze. Na przykład, finansowanie sojuszniczych wojskowo - technicznych programów spadło o jedną trzecią, i jeżeli w styczniu 2014 r. na ten cel wydzielono 3,5 mld. rosyjskich rubli, to w 2015 r., wszystkiego 2,5 mld. 

Oczywiście wojskowo - techniczna współpraca obu krajów interesuje przede wszystkim Białoruś, która jak uprzednio wskazano, planuje na koszt Rosji zmienić wyposażenie swojej armii. Dlatego nie przypadkowo w Mińsku już anonsowano dostawy do końca 2015 r. czterech dywizjonów S-300. Ponadto, do 2020 r., Białorusini, finansując wspólnie z Rosją, planują kupić kilka uzupełniających systemów rakietowych Tor-M2, które już są na wyposażeniu 120 przeciwlotniczej brygady rakiet. Oprócz tego radiotechniczne wojska kraju powinny otrzymać nową rosyjską technikę: stację radiolokacyjną Rosa i system radiolokacyjny Wschód. Jednak należy zaznaczyć, że dwustronne związki w dziedzinie współpracy wojskowo - technicznej cieszą się zainteresowaniem także Moskwy. Na Kremlu, jak poprzednio uważają za celowe rozmieszczenie na białoruskim terytorium swoich obiektów wojskowych, które w związku z integracją obu krajów nie będą miały statusu obcych baz wojskowych. Już dawno anonsowano powstanie bazy lotnictwa wojskowego w Bobrujsku. I chociaż realizacja tego projektu idzie powoli, reorganizacja własnego rosyjskiego ugrupowania PWO na zachodnich granicach wyniosła by dla Moskwy znacznie drożej - około 5 mld dol., a to więcej niż od Rosji wymagają w Mińsku. 

Kończąc autor pisze, listę wojskowo - technicznej współpracy obu krajów jest bardzo długa. Jednak i bez tego jest zrozumiałe, że Białoruś i Rosja są zainteresowane w zachowaniu sojuszniczych stosunków w tej dziedzinie. Dla Moskwy nieodzownym jest zabezpieczenie swojej obecności na wschodnich granicach UE i po drodze nie oślepić się w procesie śledzenia obiektów wojskowych na kontynencie: tylko na Białorusi pozostała i pracuje stacja radiolokacyjna powiadamiająca o ataku rakietowym, która jest rozmieszczona pod Baranowiczami i obsługuje niebo praktycznie nad całą Europą Zachodnią. Dla Mińska współpraca z rosyjskimi partnerami przynosi podwójną korzyść. Po pierwsze, to możliwość darmowej modernizacji swojego wojska. Po drugie, utrzymanie w swoich rękach jakiejś dźwigni nacisku na Moskwę. Władze Białorusi już niejednokrotnie mówiły o tym, że tylko dzięki nim zachowało się pokojowe niebo nad głową Rosjan, i dlatego Kreml nie powinien żałować pieniędzy i kontynuować sponsorowanie sojuszników. Prawda, że z każdym rokiem podobne argumenty stają się coraz mniej przekonywujące, ale w Mińsku nie przestają wierzyć w swoją niezastąpioność dla Moskwy. I dlatego znaczenie takiego sojusznika dla Moskwy z każdym rokiem przestaje być oczywiste. Tym bardziej, że nie inaczej jak tylko słownie, wspierać Rosję w przypadku poważnego niebezpieczeństwa Białorusini nie potrafią: według posiadanych obecnie informacji, w przypadku wojennej agresji, wojska białoruskie, zgodnie z planem będą wycofywać się w pobliże rosyjskiej granicy i oczekiwać pomocy od swojego sojusznika. Taka jest rzeczywistość w sferze obrony Republiki Białoruś, która jest daleka od tego co pokazuje wszystkim lokalna propaganda.