RSS
środa, 22 marca 2017

Na stronach internetowych jednego z najbardziej liczących się periodyków, zajmujących się problematyką obronności ukazał się artykuł redakcyjny pt. Punkty oparcia, w którym autor Władimir S., na tle istniejących uwarunkowań bezpieczeństwa międzynarodowego, przedstawia rozmieszczenie rosyjskich baz wojskowych na poszczególnych kontynentach, uzasadnia potrzebę ich istnienia oraz kreśli perspektywy rozwoju.

W publikacji czytamy: zgodnie z podpisanym 14 października 2016 r. przez prezydenta Rosji Władimira Putina ustawy federalnej O ratyfikacji porozumienia między Federacją Rosyjską a Syryjską Republiką Arabską o rozmieszczeniu grupy lotnictwa WKS Sił Zbrojnych Federacji Rosyjskiej an terytorium Syryjskiej Republiki Arabskiej, grupa lotnicza WKS Rosji będzie stacjonować na jej terytorium bezterminowo. Kolejnym krokiem będzie utworzenie na bazie dziś działającego 720. punktu zabezpieczenia materiałowo - technicznego WMF FR w syryjskim Tartusie pełnowartościowej bazy marynarki wojennej.

W rezultacie w przewidywalnej przyszłości, Rosja będzie dysponować na terytorium Syrii dwoma dużymi bazami wojskowymi, pozwalającymi Moskwie w istotny sposób umocnić swoje pozycje w regionie Wielkiego Bliskiego Wschodu i Śródziemnomorza. Działania te stały się punktem wyjścia do rozpoczęcia dyskusji o konieczności odtworzenia starych, z okresu radzieckiego baz albo punktów bazowania rosyjskich sił zbrojnych, a także stworzenia nowych baz w innych regionach świata, gdzie jak się sądzi, Rosja ma lub mogą pojawić się jej interesy narodowe.

Jednak droga do odrodzenia rosyjskiej obecności wojskowej poza granicami kraju nie będzie usłana dywanem z róż, zaznacza autor. Wystarczy przypomnieć, że po wielu oświadczeniach o perspektywie odtworzenia baz na Kubie i w Wietnamie, Hanoi wystąpiło z deklaracją, że nie ma zamiaru komukolwiek pozwalać na budowę na swoim terytorium bazy wojskowej, a dostęp do istniejących obiektów infrastruktury jest możliwy tylko przy spełnieniu warunku, iż nie będą one skierowane przeciwko krajom trzecim.

Można przypomnieć, kontynuuje publicysta, i analogiczne oświadczenia innych krajów. I tak, w swoim czasie Francja nie dała pozwolenia na wykorzystanie swojej przestrzeni powietrznej przez samoloty amerykańskie zaangażowane do akcji zbrojnej przeciwko Libii, a Kuwejt długo nie pozwalał na wykorzystanie swoich lotnisk przez amerykańskie aparaty latające sprowadzone do patrolowania w rejonie Zatoki Perskiej w trakcie kolejnego zaostrzenia sytuacji.

Następnie autor, w kontekście umotywowanych historią potrzeb, uzasadnia konieczność istnienia baz, ich rozbudowy i dynamicznego rozwoju, zwłaszcza w okresie zimnej wojny oraz przedstawia zakres ich funkcjonowanie w okresie po rozpadzie ZSRR. Szczególnie dużo miejsca zajmuje w artykule problem baz USA i NATO, po czym przystępuje do omówienia zasadniczego zagadnienia w  strefie interesów narodowych Rosji.

Oczywiście, zaznacza Władimir S., Rosja nie może w tym względzie równać się z USA i ich sojusznikami, ale mimo wszystko, pozytywne zmiany w systemie stworzenia sieci zagranicznych baz wojskowych i punktów bazowania (MTO), nieodzownych do podtrzymywania interesów narodowych kraju w tych lub innych regionach już są.

Dalej w artykule czytamy: - obecnie Moskwa dysponuje szeregiem baz wojskowych, punktów bazowania (MTO) i samodzielnych obiektów wojskowych w takich państwach jak Armenia (duża baza), Białoruś, Kazachstan, Kirgistan (duża baza), Syria (faktycznie dwie bazy) i Tadżykistan (duża baza), a także w częściowo uznanych krajach: w Abchazji (duża baza), Naddniestrzu (znaczne zapasy uzbrojenia i amunicji) i w Południowej Osetii (duża baza). Wojskowi rosyjscy mają także pozwolenie na wykorzystanie do swoich celów - do zatankowania paliwa, wykonania remontów itp.- szereg obiektów  infrastruktury wojskowej i cywilnej w innych krajach np. w Wietnamie. Istnieją nie potwierdzone oficjalnie wiadomości o możliwości wykorzystania przez rosyjskie WKS w określonych celach i jednej z baz lotniczych WWS Iranu.

Jak widzimy, wyjaśnia autor, z geograficznego punku widzenia, bazy wojskowe i punkty stacjonowania SZ FR położone są w zasadzie w Zakaukaziu (w szerszym ujęciu - w regionie geograficznym Kaukaz i Reginie Centralno - Azjatyckim, co uwarunkowane jest charakterem zagrożeń Rosji, pochodzących w nieodległych latach i nasilających się w ostatnim czasie wraz ze wzrostem aktywności międzynarodowego terroryzmu na Wielkim Bliskim Wschodzie.

 

 


 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 


środa, 22 lutego 2017

Agencja REGNUM oraz inne media rosyjskie poinformowały 20 lutego o śmierci kilku rosyjskich żołnierzy w Syryjskiej Republice Arabskiej. Zakomunikowano, że samochód z rosyjskimi doradcami wojskowymi podążał w kolumnie wojsk syryjskich z lotniska Tijas w kierunku miasta Homs. Gdy kolumna samochodów pokonała około 4 kilometrów, pod samochodem, w którym jechali rosyjscy doradcy wojskowi wybuchła sterowana przez radio mina.

Według danych rosyjskiego resortu wojskowego, zginęło czworo rosyjskich żołnierzy, a dwoje zostało rannych. O życie rannych walczą rosyjscy lekarze wojskowi.

Agencja przypomina, że Rosja od ponad roku prowadzi na terytorium Syrii operację antyterrorystyczną. Podstawowe zadanie wykonują Siły Powietrzno - Kosmiczne Rosji, które nanoszą uderzenie na cele terrorystów.

Na lądzie działają siły specnazu, które naprowadzają samoloty bojowe na cele. Rosyjscy żołnierze także aktywnie włączają się do realizacji pomocy humanitarnej w rejonach poszkodowanych przez wojnę, gdzie wojskowe służby medyczne niosą kwalifikowaną pomoc medyczną miejscowej ludności.

Od momentu rozpoczęcia operacji w Syrii (30 września 2015 r.) straty wojsk rosyjskich wyniosły 30 ludzi i 10 jednostek sprzętu.

sobota, 18 lutego 2017

Co te wojny pokazały? - pyta Aleksandr Ch., a odpowiedź stanowią przedstawione przez autora wnioski z ubiegłorocznych wojen. Wszystkie omówione w publikacji konflikty zbrojne (Syria, Irak, Półwysep Arabski, charakteryzowały się gigantycznymi stratami techniki pancernej. Staje się całkowicie jasne, że tradycyjne BMP i BTR się przeżyły, ponieważ przed niczym one już piechoty nie ochronią. We wszystkich wojnach na Bliskim Wschodzie dziś szeroko wykorzystuje się taczanki - samochody ciężarowe i dżipy z zamontowanymi na nich sposobem chałupniczym różnorodnym uzbrojeniem. Zamiast pancerza mają one małe rozmiary i dużą prędkość. Ale straty taczanek są jeszcze większe niż normalnej techniki pancerne, co jest zupełnie normalne i oczywiste, dlatego też nigdy nie zastąpią BMP albo BTR. Tym bardziej nie będą elementem zastępczym dla czołgu. Tak więc, jedynym do przyjęcia wariantem rozwoju sprzętu pancernego jest dalsze wzmocnienie ochrony (aktywnej i pasywnej) czołgów i unifikacja transmisji BMP i czołgów, akcentuje autor.

Kolejnym prezentowanym przez autora wnioskiem wypływającym z teraźniejszych wojen - to konieczność odejścia od fetyszyzacji lotnictwa i bardziej adekwatnej oceny jego roli. Jest to rola niezwykle ważna, ale wynik wojny rozstrzyga się na ziemi. W każdej z ukazanych w publikacji wojen lotnictwo posiadała tylko jedna ze stron walczących, przy czym, potencjał PWO strony przeciwnej był bardzo ograniczony w stosunku ilościowym i jakościowym. Jednak jak dotychczas, lotnictwo żadnej wojny nie wygrało, a na Ukrainie, w istocie, okazało się bezużyteczne. Należy przyjąć, że gigantyczne zgrupowania, jakie NATO stworzyło przeciwko Irakowi w 1991 r. i Jugosławii w 1999 r., nawet samemu NATO dziś zorganizować byłoby niemożliwym. Tym bardziej odnosi się to do dowolnego, pojedynczego państwa. Reasumując, o odniesieniu zwycięstwa tylko przy pomocy lotnictwa należy zapomnieć.

Kolejnym ukazaną przez autora ważną konkluzją jest potwierdzenie wyjątkowego znaczenia czynnika ilości, który nabiera obecnie swoistej wartości. W artykule, pisze publicysta, było pokazane jak wielkie są straty sprzętu krajów wojujących, a przy tym, i jak dużo techniki pozostało. Ani jedna z obecnych armii europejskich nie zdołałaby walczyć nawet na poziomie iracko - saudyjskich strat, nie mówiąc już o syryjsko - ukraińskich.

Zrozumiałym jest, zaznacza Aleksandr Ch., że kolejny raz potwierdzono wyjątkowe znaczenie wyszkolenia bojowego i morale stanu osobowego. W szczególności, ponownie stało się jasne, że zawodowcy walczą gorzej, a chodzi tu, przede wszystkim, o czysto najemne wojska.

Wszystkie te wnioski, podkreśla autor, mają odniesienie do Rosji. I tak, trwające wojny demonstrują, że siły zbrojne powinny być wyposażone w znaczną ilość sprzętu technicznego dobrej jakości, a poziom wyszkolenia bojowego i stanu moralno - politycznego wojsk powinien być bardzo wysoki. Wypowiedziane słowa są wprost tak banalne, że aż głupie, jednak tej banalności wielu nie rozumie, co widać na przykładzie ciągnących się wojen. Dlatego człowiek, który oświadcza, że Rosja powinna mieć kontraktową armię zawodową nie ma najmniejszego pojęcia o problemach wojska albo interesach Rosji, albo o jednym i drugim jednocześnie. Armia Rosji powinna być z poboru, a żołnierzem na kontrakcie może być tylko człowiek, który odsłużył cały rok w służbie zasadniczej, a zatem przeszedł  surową, dodatkową selekcję.

Nowy sprzęt i uzbrojenie, zdaniem autora publikacji, powinny być zakupione w adekwatnych ilościach, dla wojsk lądowych - w tysiącach jednostek, lotnictwa - w setkach, marynarki wojennej (oprócz okrętów nawodnych) - w dziesiątkach. W szczególności, w tysiącach powinny być zakupione Armaty, tak w wersji czołgu, jak i BMP. Największy błąd, zaznacza analityk, to zakupy sprzętu i uzbrojenia w mikroskopijnych ilościach (jak teraz w większości krajów NATO). Taka niewielka ilość pozostaje "złotą" i w produkcji, i w eksploatacji, i jest praktycznie nie wykorzystywana w boju. Wówczas lepiej modernizować stary sprzęt.

Z problemem ilości Rosja spotyka się teraz w Syrii. Po zakończeniu II wojny światowej, wojna w Syrii jest jak najbardziej przydatna dla Rosji w sensie politycznym (razem z dwoma czeczeńskimi) i bardzo udana w sensie militarnym. Jednak jej rezultaty mogłyby być znacznie lepszymi, jeżeliby  rosyjskie zgrupowanie posiadało o wiele więcej samolotów i helikopterów, i jeżeliby regularnie nie pojawiał się brak amunicji lotniczej (amunicję także należy mieć w odpowiedniej ilości). Tak więc w tej użytecznej dla Rosji wojnie rozwikłujemy następstwa przyszłej ekonomii wydatków wojskowych. Jeżeli taka ekonomia pojawi się ponownie, nie nastąpi coś, co chociażby w przybliżeniu przypominało rozwój produkcji i sfery socjalnej. Stanie się coś odwrotnego - my własnymi rękoma wykopiemy sobie grób ku radości pozostałego człowieczeństwa.


 

 

 

 

 

 

 

 

 

 


niedziela, 12 lutego 2017

8 lutego br. portal Rossijskaja Gazieta poinformował o spotkaniu prezydenta Rosji Władimira Putina z prezesem zarządu Volkswagena Matthiasem Mullerem. Podczas spotkania prezydent Rosji zaproponował szefowi zarządu koncernu przedyskutowanie jego działalności na rynku rosyjskim.

Koncern działa w Rosji od 1993 r. Teraz wartość inwestycji jest przyzwoita, a wartość sprzedaży - to 11% sprzedaży samochodów na naszym rynku, ocenił przywódca państwa. Około 10% wykonywanej w Rosji produkcji Volkswagena, idzie na rynki poza granicami kraju, dodał.

Volkswagen korzysta z ulg zaproponowanych przez rząd rosyjski a ich wykorzystanie sprzyja odpowiednio wysokiej wartości sprzedaży, powiedział prezydent.

Jesteśmy bardzo zadowoleni, że wasz biznes, w zasadzie, rozwija się i odnosi sukcesy, chociaż rozumiemy, iż są i określone komplikacje związane z realizacją. Dlatego jesteśmy zawsze gotowi przedyskutować istniejące problemy, aby pomóc wam w rozwoju na naszym rynku - powiedział Putin Mullerowi.

Według ocen niemieckich ekspertów, zwłaszcza Komitetu Wschodniego Gospodarki Niemieckiej, straty gospodarki RFN w wyniku sankcji sięgają miliardów euro i dziesiątek tysięcy miejsc pracy. Według danych tego komitetu w Niemczech zwolniono 150 tys. ludzi z powodu spadku obrotów dwustronnych, pisze autor publikacji.

Na spotkaniu z prezydentem szef Volkswagena zakomunikował, że wartość inwestycji w Rosji przekroczyła 1,75 mld. euro. Ponadto koncern zapewnia 6 800 miejsc pracy w zakładach produkcyjnych w Rosji. W 2016 r. ilość sprzedanych przez firmę na rynku rosyjskim samochodów wyniosła 157 tys., z których około 147 tys. wykonano w Rosji - w Kałudze i Niżnym Nowgorodzie.

Jesteśmy zadowoleni z naszej współpracy, zadowoleni z możliwości porozmawiania, przedyskutowania rozwoju przemysłu samochodowego, całego przemysłu Rosji, jesteśmy także radzi temu, iż możemy okazać wsparcie stronie rosyjskiej, aby razem skutecznie rozwijać nasze stosunki - podsumował Muller.

 

 

 

 

 

 

 

 


piątek, 10 lutego 2017

W opublikowanym pod koniec ubiegłego tygodnia artykule Expert poinformował o odwołaniu spotkania dyplomatów i wojskowych ukraińskich z przedstawicielami NATO w Brukseli.

Kierownictwo NATO, czytamy w publikacji autorstwa Siergieja M., odłożyło na półkę idę spotkania z delegacją ukraińską, którego celem było omówienie problematyki obrony przeciwrakietowej sojuszu. Cytując Politico, który widzi w tym oznakę tego, iż NATO  stara się nie prowokować Rosji, odnoszącej się skrajnie negatywnie do rozmieszczenia natowskich rakiet przy swoich granicach.

Możliwe, pisze dalej autor, iż rezygnacja NATO z spotkania z wojskowymi ukraińskimi jest jednym z pierwszych przejawów dojścia do władzy Donalda Trumpa, który wielokrotnie deklarował konieczność ustanowienia konstruktywnych stosunków z Moskwą, i który już zdążył porozmawiać telefonicznie z Władimirem Putinem. Z drugiej strony NATO zaczęło budować siły odstraszania na granicy z Rosją. Pierwsi żołnierze niemieccy właśnie zostali odprawieni do miejsc nowej dyslokacji.

W samym Pakcie Północnoatlantyckim, kontynuuje publicysta,  dyplomaci dużo dyskutują o możliwości rozszerzenia dialogu z Moskwą. Część wysoko postawionych pracowników NATO uważa, że prezydent Trump może próbować zmusić do współpracy i sojusz. Ponadto nieoczekiwana eskalacja napięcia na wschodzie Ukrainy może skomplikować proces poprawy stosunków między Brukselą i Waszyngtonem z jednej strony, a Moskwą z drugiej.

W Kijowie, oczywiście, boją się, że prezydent Trump może porozumieć się z Putinem, odwołać sankcje i rozwiązać Moskwie ręce do pomocy separatystom, jak nazywają mieszkańców nowo powołanych republik.

Ostrożne podejście do dyskusji, czytamy w publikacji, w kwestii obrony przeciwrakietowej, z Ukrainą ma sens, jeżeli alians chce uniknąć dalszego pogorszenia stosunków z  Rosją. Ponadto, w kuluarach kwatery głównej NATO w Brukseli mówią jak wrażliwi są w Moskwie na wszystko co jest związane z Ukrainą. Na jej terytorium w przypadku nie trafienia może spaść i sama przeciwrakieta.

Obrona przeznaczona jest, jak wyjaśniają w NATO, do przechwytu irańskich rakiet balistycznych. W Iranie, mówią w Waszyngtonie, przy okazji,  przeprowadzono kolejną próbę

W NATO twierdzą, że system przeciwrakietowy nie jest przeznaczony do walki z rakietami rosyjskimi i nie jest zdolny do ich strącenia, ale Moskwa odnosi się do jego wdrażania z dużą podejrzliwością. Rosja niejednokrotnie wzywała NATO do ograniczenia swojej tarczy nuklearnej, ale propozycje te były odrzucane tak przez Waszyngton, jak i Brukselę.

W sojuszu północnoatlantyckim, ale i w Waszyngtonie istnieją obawy, że Donald Trump może całkowicie albo w porozumieniu z Rosją zaprzestać albo zmienić działania związane z obroną przeciwrakietową. A swoją drogą, dodaje autor, w Ameryce jest dużo takich, którzy uważają, iż nie ma podstaw do niepokoju.

Administracja Baracka Obamy, próbowała zresertować stosunki z Rosją w 2009 r., zmniejszając wysiłki na rzecz obrony przeciwrakietowej w Europie. Trump, zarówno przed wyborami, jak i po nich, także odnosi się do NATO krytycznie. Określa organizację jako przestarzałą, ale uprzedza o niebezpieczeństwach, które niesie Iran.

Pod względem technicznym, podkreśla autor, natowska obrona przeciwrakietowa może przechwytywać rakiety lecące w stronę Ukrainy lub innych krajów nie wchodzących w skład paktu, a ponieważ w istniejącej teraz obronie przeciwrakietowej jest ograniczona liczba środków przechwytujących, NATO zamierza przechwytywać tylko te rakiety, które skierowane są na terytorium sojuszu, twierdzą w kwaterze głównej bloku, i tylko w tych przypadkach, gdy mogą trafić w rejony zamieszkałe albo stanowiska dowodzenia wojskami. Jako że odłamki mogą spaść na terytorium sąsiednich państw NATO prowadzi z nimi rozmowy. W Brukseli zadecydowano przeprowadzić rozmowy również z Ukrainą. Alarm wywołali przedstawiciele Francji. Zaniepokoiło ich to, że podobne dyskusje mogą skomplikować stosunki z Moskwą. Teraz w stosunkach między NATO a Rosją jest okres bardzo skomplikowany i takie rozmowy mogą doprowadzić do rozdrażnienia na Kremlu i w MO FR.

NATO prowadzi rozmowy w sprawie możliwości spadania odłamków rakiet i z innymi krajami. Takie rozmowy już się odbyły, pisze Politico, z Japonią, i partnerami europejskimi, a także zamierz się je prowadzić z Finlandią, Szwajcarią im partnerami na Bliskim Wschodzie, dodaje publicysta.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 



 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 


niedziela, 29 stycznia 2017

Na stronach internetowych Niezawisimoj Gaziety zastępca dyrektora Instytutu Analiz Politycznych i Wojskowych Aleksandr Ch. opublikował analizę przebiegu trwających obecnie wojen w Europie i Azji, a następnie sformułował  i przedstawił wypływające stąd, ważne, zwłaszcza dla Rosji, wnioski.

Toczące się jednocześnie wojny, pisze autor, na Ukrainie, w Syrii, Iraku i Jemenie stwarzają możliwość oceny aktualnych kierunków rozwoju sztuki wojennej w XXI wieku.

Wszystkie wymienione wojny, zaznacza autor, są wojnami domowymi z udziałem zagranicznego uczestnika (zawoalowanym albo otwartym). We wszystkich tych wojnach jedną ze stron wojujących jest poza państwowy subiekt, co jest charakterystyczne dla wojny buntowniczej. Jednak w ani jednej z omawianych wojen subiekci nie walczą jak partyzanci, wszyscy prowadzą wojnę klasyczną ze stałą kontrolą określonego terytorium i wykorzystaniem ciężkiego sprzętu naziemnego. Na razie  trudno określić do jakiego stopnia przekształcenie wojny buntowniczej w wojnę klasyczną jest tendencją trwałą, ale nie dostrzegać tego faktu nie wolno. 

Poniżej omówienie wybranych fragmentów publikacji dotyczący konfliktów zbrojnych w Syrii i na Ukrainie, a w części drugiej wnioski jej autora.

Rozkład sił w Syrii. Wojna syryjska jest unikalna zaangażowaniem nie dwóch, a wielu stron walczących. Tym nie mniej, dla armii syryjskiej i jej sojuszników realny przeciwnik jest jeden - radykalni islamiści sunnici, podzieleni na mnóstwo ugrupowań, natomiast świecka umiarkowana opozycja istnieje tylko  w wyobrażeniu propagandy zachodniej. Jedyną realną trzecią siłą wojny syryjskiej są Kurdowie.

W ciągu 5,5 lat wojny wojska rządowe Syrii, pisze dalej autor, poniosły ogromne straty w uzbrojeniu i sprzęcie bojowym: - nie mniej niż 800 czołgów, nie mniej niż 700 BMP i BTR, kilka setek różnorodnych systemów artyleryjskich, do 100 samolotów, do 50 helikopterów (we wszystkich przypadkach uwzględniono technikę albo zniszczoną bez możliwości jej naprawienia, albo przejętą przez przeciwnika. Na uzbrojeniu sił rządowych znajduje się jeszcze

do 2,2 czołgów, 1,6 tys. BMP, do tysiąca BTR, do 2 tys. systemów artyleryjskich, 2-3 tys. środków naziemnej PWO, do 400 samolotów, do 150 helikopterów. Prawie cała ta technika to produkcja radziecka, w tym z lat 60. Znaczna jej część utraciła zdolność bojową i liczy się w składzie sił zbrojnych czysto formalnie. Dostawy  z Rosji nowoczesnego sprzętu i uzbrojenia (czołgi T-90, BTR-80 i 82, RSZO Uragan, Smiercz, i TOS-1) są nieznaczne liczbowo i zasadniczo sytuacji zmienić nie mogą. Uogólniając, poziom technologiczny SZ Syrii jest bardzo niski. Wyszkolenie bojowe, stan moralno - psychologiczny wojska i jego sojuszniczych formacji milicyjnych przedstawiają się  bardzo różnie, a do tego ludzie są wyczerpani fizycznie i psychicznie. Rezerwy ludzkie są skrajnie ograniczone.

Analityk zaznacza, pomimo to siły rządowe zademonstrowały bardzo wysoką skuteczność, bo w przeciwnym wypadku wojna byłaby przegrana. Nadzwyczaj ważną rolę odegrały WWS Syrii, zabezpieczając mimo wysokich strat wsparcie wojsk lądowych i zaopatrzenie odizolowanych garnizonów.

Kontynuując, autor piesze: - różnorodni przeciwnicy sił rządowych wyposażeni byli w tą samą przestarzałą radziecką technikę wojskową. Największa jej część to zdobycz przechwycona z SZ Syrii, chociaż możliwe, iż część nabyto za pieniądze saudyjskie i katarskie w krajach Europy Wschodniej i przekazano opozycji na terytorium Turcji. Rozumie się, że wszystkie liczne ugrupowania opozycyjne formują się na zasadzie zaciągu ochotniczego, przy czym, coraz częściej dostrzega się wzrost udziału obcokrajowców (miejscowe zasoby wyczerpują się nie mniej szybko niż u zwolenników Asada). Wyszkolenie bojowe i morale są także bardzo różne, a duch bojowy w dużej mierze zależy od sukcesów na froncie. Ponadto, interwencja Rosji przysporzyła wszystkim ugrupowaniom opozycji dużych strat nie tylko w sensie militarnym, ale i psychologicznym.

Ukraińskie pęknięcie. W ciągu 2,5 lat wojny donbaskiej siły zbrojne Ukrainy, wylicza autor, straciły ponad 220 czołgów, ponad 550 BMP i BMD, ponad 200 BTR i nie mniej niż 100 BTR-D i MTLB, ponad 200 systemów artyleryjskich, ponad 10 naziemnych środków PWO, po12 samolotów i helikopterów. Na uzbrojeniu pozostaje około 1,9 tys. czołgów, około 3 tys. BMP, BMD i BTR, do 2,5 tys. systemów artyleryjskich, ponad 400 samolotów bojowych, do 200 helikopterów. Tak samo jak w Syrii, znaczna część tej techniki liczy się tylko na papierze, jako że całkowicie wyczerpała swoje resursy. Praktycznie całe uzbrojenie i sprzęt armii ukraińskiej są produkcji radzieckiej, dostawy nowej techniki stanowią liczbę czysto symboliczną, ponadto, cechuje je bardzo niska jakość.

Rezygnując z poboru w końcu 2013 r., zaznacza analityk, Ukraina naturalnie powróciła do niego w okresie niespełna roku. Nie jest jednak do końca jasne, czy na froncie w Donbasie znajdują się żołnierze z poboru. Zgodnie z faktami siły zbrojne Ukrainy i inne struktury siłowe to mieszanina żołnierzy na kontrakcie, ochotników i kontyngentu zmobilizowanego. Dodać należy, że we wszystkich tych częściach składowych jest bardzo wysoki udział żołnierzy z marginesu i lumpów. Poziom wyszkolenia bojowego, w zasadzie, jest niski, chociaż, co zrozumiałe, wzrósł w okresie wojny. Pod względem morale sytuacja jest odwrotna - w początkach wojny duch bojowy był dostatecznie wysoki, obecnie zaś jest na krańcowo niskim poziomie.

Straty w technice, podkreśla autor, jeżeli uwzględnić czas trwania wojny (faza intensywna trwała poniżej roku) okazały się bardzo duże i są nawet wyższe niż w armii syryjskiej. Lotnictwo ukraińskie w pierwszych dniach wojny poniosło straty dotkliwe, ale nie katastrofalne, i już w końcu 2014 r. praktycznie zaprzestało wojować, ukraińscy lotnicy okazali się gorsi od arabskich. Ponadto, należy zaznaczyć, że najbardziej katastrofalne porażki (pod Iłowajskiemi i Dobalcewem), na które przypadła duża część strat, siły zbrojne Ukrainy poniosły nie od pospolitego ruszenia.

Ukazując, siły zbrojne DNR ŁNR wyposażone były w taka samą technikę jaki ukraińskie. Część jej zdobyto w boju, część nabyto u przeciwnika, część przyszła po linii "wojentorgu". Ukompletowanie wojska odbywa się na zasadzie zaciągu ochotniczego, w tym najbardziej zmotywowani ochotnicy z zagranicy (w zasadzie rosyjscy, ale nie tylko), ilościowo stanowią oni nie więcej niż 20% kontyngentu. Uogólniając, z punktu widzenia wyposażenia technicznego, wyszkolenia bojowego i stanu moralno - psychologicznego pospolite ruszenie jest bardzo podobne do swojego przeciwnika, co nie dziwi, wszak stanowią jeden naród.




 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 


środa, 18 stycznia 2017

IA REGNUM na swoim portalu internetowym, w przeglądzie mediów katolickich komentuje m. in. takie wydarzenia jak: - wystąpienie papieża Franciszka na spotkaniu z korpusem dyplomatycznym, zdynamizowanie wysiłków Watykanu  w sprawie rozwiązania kryzysu izraelsko - palestyńskiego, budowa wielkiej cerkwi prawosławnej w Egipcie, porównanie stanowiska Warszawy i Budapesztu wobec swoich mniejszości narodowych na Ukrainie. Eksponuje jednak, wybijając w tytule możliwość rychłej wizyty papieża Franciszka w Rosji.

Papież na Placu Czerwonym w Moskwie?, stawia pytanie autor przeglądu Stanisław S., i odpowiada: - tak, jest to możliwe i to wkrótce. Mówił o tym katolicki arcybiskup stolicy Rosji  Włoch Paulo Pezzi, donosi też o tym cytowana przez agencję niemieckojęzyczna redakcja Radia Watykańskiego. Spotkanie papieża Franciszka z patriarchą moskiewskim i całej Rusi Cyrylem na Kubie otworzyło drzwi przed wizytą papieską w Rosji. Białoruskojęzyczna redakcja Radia Watykańskiego cytuje monsignore: - nie wiem jak długo trzeba będzie na to oczekiwać, ale myślę, że perspektywa podróży papieża do Moskwy nie jest już problemem, choć nadal nie wiadomo kiedy się odbędzie. Arcybiskup zwrócił uwagę, na fakt, że po Hawanie słyszy się głosy niezadowolenia, ale były one jednak nieliczne, a dziś to już przeszłość. Nowe spotkanie, według słów Pezzi będzie dobre dla wszystkich, niezależnie od tego, gdzie będzie miało miejsce - w Moskwie, czy Rzymie. Papież do człowiek taktowny i nigdy nie działa na siłę, dodał monsignore.

Pod koniec ubiegłego roku, w portalu Wiedomosti, ekonomista, regionalny dyrektor Niezależnego Instytutu Polityki Społecznej Natalia Z. oceniła pierwsze wyniki gospodarcze 2016 r. w Rosji, i na tym tle ukazała sytuację społeczno - gospodarczą `poszczególnych regionów.

Autorka publikacji przedstawiając sytuację społeczno - gospodarczą, pisze: - w 2016 r. systematycznie rosło rolnictwo, zatrzymał się spadek w przemyśle, a w listopadzie odnotowano jego wzrost prawie o 3%. Ale w przemyśle przetwórczym wzrostu nie było (- 0,9% w styczniu - październiku 2016 r.), degresja występowała w 37 regionach.

Substytucja importu na razie pozostaje hasłem.

Danych statystycznych, zaznacza autorka, za cały rok jeszcze nie ma, ale tendencje są zrozumiałe. Nieprzyjemnych wyników jest więcej: - w dalszym ciągu maleją dochody realne ludności, spożycie i inwestycje. Główne ofiary kryzysu - ludność Rosji i jej przyszłość. Dochody realne ludności spadają już trzeci rok (styczeń - wrzesień 2016 r. do stycznia - września 2015 r., - 5%, do tego samego okresu w 2014 r. - 9%), regres obserwuje się w przeważającej części regionów.

Dalej czytamy: - Rosjanie ciaśniej zaciskają pasa: handel detaliczny zmniejszył się (-5,3% w styczniu - październiku 2016 r.) synchronicznie do spadku dochodów realnych w prawie wszystkich regionach. Można cieszyć się tylko tym, że w 2015 r. spadek był jeszcze głębszy i wynosił 10%. Inwestycje ulegają zmniejszeniu czwarty rok pod rząd i chociaż tempo spadku się zmniejszyło (- 2,3% w styczniu - wrześniu 2016 r.) to jest on nadal kontynuowany w 46 regionach, w tym w większości w rozwiniętych. Długotrwały spadek nakładów na inwestycje ogranicza perspektywy rozwoju.

Z uwzględnieniem inflacji zmniejszyły się wszystkie wydatki z budżetów regionów na cele społeczne. Wydatki na oświatę obniżyły się nawet w wyrażeniu nominalnym (o 0,7% w styczniu - wrześniu 2016 r. w porównaniu do analogicznego okresu 2015 r.), na zdrowie wzrosły tylko o 1,9%. Na budżety regionów przypada znacząca część wszystkich wydatków na odtworzenie kapitału ludzkiego. Kraj, który je zmniejsza jest pozbawiony przyszłości.

Nie biorąc pod uwagę optymalizacji wydatków na cele socjalne, problemy budżetów regionów są ciągle takie same. Deficyt budżetowy w styczniu - wrześniu 2016 r. miało 39 regionów, a do końca roku przybyło ich więcej - regionom przyjdzie zwiększać deficyt i zadłużenie, aby sfinansować płatności projektów państwowych i zobowiązania powstałe w wyniku podwyżki płac pracowników sfery budżetowej. Zadłużenie regionów i władz municypalnych nieco się zmniejszyło , ale nie mów "hop...", ile wyniesie okaże się po zimie.

W obwodzie kostromskim, smoleńskim, astrachańskim, saratowskim, w republikach Karelia, Mordowia, Udmurcja, Chakasja, Osetia Północna zadłużenie przewyższa dochody własne ich budżetu (bez uwzględnienia transferów), w Mordowi zaś dwukrotnie przewyższa dochody. Regiony te są niewypłacalne. Wsparcie ich w formie wyjątkowo tanich kredytów budżetowych tylko w niewielkim stopniu "obniży temperaturę", ale nie wyleczy. A do tego wartość kredytów budżetowych w 2017 r.  planuje się zmniejszyć dwukrotnie, a to oznacza, że walka o nie przekształci się w bój bez reguł.

W 2016 r. podkreśla autorka, polityka władz federalnych w stosunku do regionów była nadzwyczaj pragmatyczna, jeśli nie cyniczna. Można w niej wyodrębnić trzy wektory: mniej pomagać, odebrać część rezerw finansowych od tych, które są bogatsze i przełożyć na regiony ryzyko polityczne ekonomii wydatków socjalnych. W styczniu - wrześniu 2016 r. transfery dla regionów zmniejszyły się o 8% w stosunku do analogicznego okresu 2015 r., mniejsze transfery przekazano do 69 regionów. Mniej dano nawet regionom politycznie priorytetowym i "świętym": pomoc dla Sewastopola zmniejszono dwukrotnie, Republice Krym - o 7%. A kto zyskał? Transfery do regionu kaliningradzkiego wzrosły 3,4 razy, a to w związku z kompensacją kosztów związanych z zmianą statusu strefy specjalnej, Inguszetii - o 31%, Czukotce - o 25%. Pomoc dla Czeczenii zmniejszono tylko o 1%, szanując wymóg przywódcy republiki - utrzymać stabilność finansowania. Takie podejście utrzymuje zależność regionów, ale nie ich rozwój.

Dla regionów bardziej rozwiniętych miniony rok był także problematyczny. Władze federalne zdecydowały ich rozkułaczyć po to, aby zmiękczyć deficyt budżetu federalnego. Z powodu przekazania do budżetu federalnego jednego punktu procentowego podatku od zysku najwięcej straciła Moskwa (na stolicę przypada czwarta część wpływów podatku od zysku do budżetu regionów) i Sachalin - 8%. Zaprotestował tylko mer Moskwy, ale od razu zamilkł po decyzji prezydenta, takie są reguły gry. W rezultacie zasoby bardziej rozwiniętych regionów się zmniejszyły, a to przecież szczególnie one zdolne są przejść od stagnacji do wzrostu. Na górze jednak nikogo to nie interesuje, bowiem przede wszystkim należy załatać dziury w budżecie federalnym, akcentuje Natalia Z.



 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 


sobota, 31 grudnia 2016

Kilka dni po tragicznej katastrofie Tu-154, w której zginęła m.in. Jelizawieta Glinka, ukazała na stronach internetowych Niezawisimoj Gaziety głęboko refleksyjna i bardzo osobista publikacja fragmentu blogu Dmitrija U., poświęcona w całości Doktor Lizie. Jelizawieta Glinka - znana i powszechnie szanowana w Rosji działaczka humanitarna i charytatywna. Kierowała fundacją Sprawiedliwa Pomoc. Pomagała bezdomnym i osobom chorym. Otaczała opieką dzieci żyjące na terenach ogarniętych wojną, m.in. w Donbasie i Syrii. Do Syrii udawała się, by dostarczyć środki medyczne dla potrzebujących. Poniżej  omówienie publikacji.

Autor pisze, jestem osobiście wdzięczny Doktor Lizie, Jelizawieitie Glince. Moja rodzina jest jedną z wielu, które wspierała ta zadziwiająca kobieta. W trudnych chwilach tylko ona podała nam rękę. A nam wydawało się, że już toniemy, że ciemna woda zamykała się nad nami.

Miałem szczęście, pisze dalej publicysta, widzieć się z Doktor Lizą i osobiście podziękować za pomoc. Ale moje słowa, oczywiście, były zwyczajne, żałosne i nieadekwatne. Ale też niema takich słów, żeby wypowiedzieć odczucia, które doświadczałem.

Jej przedwczesna śmierć wywołała wielki oddźwięk w internecie. Nikt nie pozostał obojętnym. Nawet ci, jak mądrze wyraziła się pewna pani psycholog, którzy mówią, że jest im wszystko jedno, że są ambiwalentni. Nawet ci złośliwi i kpiący.

Nikt nie milczał, podkreśla Dmitrij U. A to znaczy, że Doktor Liza była człowiekiem wybitnym, przyciągającym uwagę. O niej myśleli. Jej działania obserwowali. A ona nie goniła za sławą i nie potrzebowała jej. Ona po prostu robiła swoją, a precyzyjniej, naszą robotę. To praca, za którą nikt z nas się nie brał, i nie bierze.

Uważałem siebie, zaznacza autor, za człowieka wierzącego, chrześcijanina. Chodzę do kościoła, modlę się i poszczę. Staram się przestrzegać jeśli nie wszystkiego co jest konieczne, to przynajmniej znaczną część. Ale 25 grudnia, gdy dowiedziałem się o śmierci Pani Jelizawiety po raz pierwszy w życiu zwątpiłem w swoje chrześcijaństwo. Przypomniałem sobie wszystko co ona robiła, przypomniałem notatki, fotografie i jej ŻŻ (Live Journal) (blog - platforma). I poczułem wstyd.

Dzieląc się odczuciami autor pisze: - wstyd i gorycz. Wybrałem najprostsze - przestrzeganie zewnętrznej formy religii. Doktor Liza mówiła o sobie: - jestem człowiekiem prawosławnym. I szła do bezdomnych, ubogich, biedaków, sierot i starców. Szła na dworce i do hospicjów. Szła pod ogień karabinów i bombardowania. Mówię o sobie: - jestem człowiekiem prawosławia. I nie jem mięsa w środy i piątki. Co trudniejsze?

Dalej autor wyjaśnia: - dla nas ludzi XXI wieku, religia często przejawia się tylko w czymś zewnętrznym. Po co chodzi do kościoła nasz współczesny, przeciętny człowiek z ulicy? Aby postawić świeczkę o pokój. Aby podać kartkę z intencją o zdrowie. Aby poświęcić kulicz na Wielkanoc.

Wszystko to jest najprostsze i najwygodniejsze. Nawet przestrzeganie postów, zdaniem autora, nie wymaga takiego samozaparcia, takiego wysiłku intelektualnego jak troska o osieroconych i potrzebujących. I większość wierzących wybiera tą prostszą i nieuciążliwą dla duszy drogę. Mięsa nie jadł. Do kościoła chodził. Świeczkę postawił. I ot wszystko.

A chce się krzyknąć: - jak to wszystko? I to jest całe chrześcijaństwo? To przepowiadał Chrystus? Za to umierali męczennicy starożytności? O tym pisali ojcowie święci?

Chwała Bogu - nie. Chrześcijaństwo jest szersze i głębsze, akcentuje publicysta, od zewnętrznych form świadomości religijnej, nawet najbardziej pobożnych i przysparzających splendoru kościołowi. Jest ważniejsze od ciasta wielkanocnego i świeczki. Chodzenie do kościoła i podawanie kartek jeszcze z nikogo nie zrobiło chrześcijanina.

Autor podkreśla, piszę o tym wszystkim na stronach gazety świeckiej bynajmniej nie ze względu na nauki religijne albo przekonania. Boże chroń. Piszę dla tego, aby na przykładzie Doktor Lizy wyjaśnić i pokazać co to jest prawdziwe chrześcijaństwo. To nie złote kopuły Moskwy, głos dzwonów, nie rozmowy o samochodach i brzuchach sług kościoła, o złotych krzyżach, panagiach brylantowych.

Prawdziwe chrześcijaństwo to krucha kobieta Jelizawieta Glinka, opatrująca na dworcu gnijące rany bezdomnych. Chrześcijaństwo - to bezimienna sanitariuszka z czerwonym plastikowym grzebieniem we włosach, ewakuująca z pola walki rannego żołnierza i umierająca razem z nim pod ostrzałem. Ich właśnie szczątki zostały odnalezione niedawno w obwodzie leningradzkim. "Większej miłości nad tę miłość nikt nie ma, żeby kto życie swe oddał za przyjaciół". (J.15.13).

Według prawosławnego obyczaju zmarłego proszą o wybaczenie. W tych dniach żałoby o wybaczenie proszę Doktor Lizę.

Pewnego razu, wspomina autor, byłem świadkiem tego, jak na ulicy, na ganku cerkiewnym umierał bezdomny. Nikt się nim nie zainteresował. Żal było mi biedaka, ale przechodziłem obok. I wszyscy inni postępowali tak samo, wzruszając ramionami i żaląc się: - szkoda, ale co my możemy zrobić? A bezdomny leżał i kaszlał. Dwa - trzy dni. Potem zmarł, dopiero wtedy przyjechała karetka pogotowia. Wówczas okazało się umarła starsza kobieta.

Teraz wspominając ten przypadek mam wyrzuty sumienia, pisze w zakończeniu Dmitrij U. Czy tak by postąpiła Doktor Liza? I teraz, gdy wszelkie słowa są pozbawione sensu, z opóźnieniem, zwracam się do niej, krzycząc do wieczności: - Droga Pani Lizo, proszę o wybaczenie. Pani wybaczy nam wszystkim obojętnym, nieczułym, odwracającym się i przechodzącym obok. Pani wybaczy! Wyrażam też głęboką wdzięczność za wszystko co Pani zrobiła dla mnie, dla nas, za mnie i za nas. Bardzo dziękuję za to, że Pani była.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 


niedziela, 04 grudnia 2016

Inwestorzy zagraniczni angażują się w agrobiznes rosyjski, tak zatytułował Ekspert, swoją publikację, w której przedstawia rozmiary zagranicznych inwestycji w rolnictwo i przemysł przetwarzający produkty rolne.

Według danych Centrum Przyciągania Inwestycji do Regionów Rosji w 2016 r. w rolnictwie Federacji Rosyjskiej projektów z udziałem inwestorów zagranicznych jest już o 30 % więcej niż 2015 r. Odwołując się do Izwiesti, autorka artykułu Anna K. pisze: - w planach inwestorów z Europy i Azji Południowo - Wschodniej rolnictwo Rosji zajmuje drugie miejsce pod względem przyciągania.

RFPJ aktywnie współpracuje w sferze projektów rolniczych z partnerami z Chin, Tajlandii i krajów Bliskiego Wschodu, a w tym m.in. w rozwoju potężnego kompleksu hodowli drobiu w obwodzie kaliningradzkim oraz budowę jednego z największych w Rosji kompleksów zakładów mlecznych w obwodzie riazańskim.

Zainteresowanie, pisze autorka, jest rzeczywiście zauważalne: dla przykładu, tylko w listopadzie br. RFPJ i Mubadala Development Company (Mubadala, ZEA - Abu Dhali) zakomunikowali o serii wspólnych inwestycji w priorytetowe rosyjskie projekty w rolnictwie i wytwórstwie produktów  żywnościowych. Przede wszystkim, konsorcjum inwestorów zakończyło uzgadnianie dokumentacji w transakcji w wertkalno  zintegrowanym holdingu agroprzemysłowym AFG Nacjonal, zajmującym czołową pozycję w branży produkcji i dystrybucji ryżu oraz rozwijającym z sukcesem projekty rolnicze w ogrodnictwie i sadownictwie. Wspólne inwestycje RFPJ i Mubadala, a także innych bliskowschodnich partnerów RFPJ wynoszą ponad 9 mld rb. (około 140 mld. dol.).

Ponadto, zauważa autorka, RFPJ, Mubadala oraz szereg innych wiodących partnerów RFPJ podpisało porozumienie o przygotowaniu wspólnych inwestycji w wymiarze 10 mld. rb. (około 154 mld. dol.) z grupą  Efco, jednym z największych holdingów produkcji masła i innych tłuszczów krajów Euroazjatyckiej Unii Celnej. Generalny dyrektor firmy, komentując kontrakt zauważył wówczas: rolnictwo rosyjskie dysponuje wielkim potencjałem rozwoju, przyciągając inwestorów zagranicznych szybkim tempem wzrostu, pojemnością rynku wewnętrznego i możliwościami istotnego zwiększenia komponentu eksportu.

Rynek jest oczywiście bardzo perspektywiczny, mówi cytowany dyrektor M9 Agro, z jednej strony, ukazuje on, Rosja sama z siebie jest rynkiem potężnym z wysokim potencjałem. Ponadto, możliwości eksportu są bardzo duże, zwłaszcza przy uwzględnieniu integracji w ramach JAES i innych porozumień. Z drugiej strony spadek rubla i zmniejszenie płac realnych doprowadziły do dużego wzrostu konkurencyjności produkcji rosyjskiej. Wydatki firmy są niższe, według niektórych ocen, produkować teraz w FR jest nawet wygodniej niż w Chinach. Dlatego wielu zaczęło przenosić produkcję lub myślą o tym, inni po prostu inwestują w już działające biznesy.

Według mnie, mówi dalej jeden z cytowanych analityków Alior Broker - cały entuzjazm wokół sukcesów zastępowania importu i wzrostu wartości przyciągania kapitału zagranicznego do sektora agroprzemysłowego jest nieco przesadzony. Ogólnie rzecz biorąc, mówimy o efekcie niskiej bazy, to jest o tym, że dowolna dynamika pozytywna prezentuje się o wiele lepiej na tle ujemnej. Ekspert zwrócił uwagę na fakt, że w 2001 r. udział rolnictwa w PKB wynosił 10,3%,  w 2010 r. - 5,6%, minimalny udział produkcji agroprzemysłowej odnotowano w 2012 r., wszystkiego 5%, po czym aż do 2014 r. wzrost był symboliczny w granicach błędu statystycznego, a w końcu według wyników 2015 r. udział agroprzemysłu  w PKB wzrósł do 6,3%, tj. do poziomu 2005 r.

Nie należy zapominać, akcentuje cytowany w zakończeniu publikacji ekspert, że pomimo całej atrakcyjności agrobiznesu rosyjskiego, dla inwestorów zagranicznych, rolnictwo Rosji pozostaje dotowanym i zależy od państwowego wsparcia. Na przykład w bieżącym roku  przewiduje się wydać 215 mld. rb. (około 3,3 mld. dol.) ze środków budżetowych na jego wsparcie i rozwój.

-------------------

W wygłoszonym ostatnio orędziu prezydent W. Putin zaznaczył, że wielkość eksportu produkcji rolnej przewyższa wartość eksportu uzbrojenia i sprzętu wojskowego, i wyniosła w 2015 r. 16,2 mld. rb. (prawie 253 mln. dol.), a w tym roku będzie jeszcze wyższa.


 

 

 

 

 

 

 

 

 

 


1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 7