RSS
niedziela, 24 kwietnia 2016

Projekt ustawy broniący prawa dziecka do imienia wniosła do Dumy Państwowej członek Rady Federacji Walentyna Pietrenko, pisze w dniu 21 kwietnia br. korespondent IA REGNUM. Senator liczy na ustanowienie na poziomie ustawodawczym bilansu prawnego między prawem rodziców i prawem dziecka do imienia, które nie naruszało by jego dóbr osobistych. 

Zgodnie z projektem ustawy, jako imię rozumie się środek jego indywidualizacji, który nie może składać się z cyfrowych, literowych, liczbowych oznaczeń, symboli albo ich dowolnych kombinacji, skrótów, bluźnierstw, zawierać wskazanie co do rangi albo stanowiska. Imię nadaje się za zgodą rodziców. Przyjęcie ustawy pozwoli  zabezpieczyć bardziej efektywną ochronę państwa praw konstytucyjnych i chronionych prawem interesów niepełnoletnich do imienia, zaznacza Pietrenko.

Prawo do imienia jest osobistym niemajątkowym dobrem obywatela. Imię indywidualizuje obywatela i ma znaczenie w zabezpieczeniu i ochronie jego subiektywnych praw obywatelskich. Wszystkie prawa i obowiązki obywatel nabywa pod własnym imieniem, podkreśliła Pietrenko.

Obecnie prawo przedstawia rodzicom pełną swobodę wyboru imienia dla swojego dziecka. Organy ZAGS (Ewidencja Aktów Stanu Cywilnego) nie mają możliwości prawnych odmowy rejestracji imienia, chociażby z takich przyczyn jak złe brzmienie, trudne do wymówienia albo budzące odrazę, itd, tak więc, nie mogą wpływać na wybór rodziców. 

Na ogół, że przy powzięciu decyzji o tym, jakie imię nadać dziecku, rodzice postępują uwzględniając jego dobra osobiste, rozumiejąc pod tym jego potrzeby w normalnym życiu, szacunek do jego indywidualności, godność osobistą, właściwe wychowanie i utrzymanie. W tym czasie obowiązujące prawo nie posiada normy, obowiązującej rodziców do nadawania dzieciom tylko takich imion, które jawnie nie naruszają dóbr osobistych i praw dziecka, zauważa senator. Prawo także nie precyzuje jak postępować w przypadkach, kiedy fakt takiego naruszenia jest oczywisty, a taka swoboda rodzicielskiego uznania w pojedynczych przypadkach prowadzi do nadużywania praw rodzicielskich.

Nadając niezwyczajne, egzotyczne imię swojemu dziecku, rodzice nie zawsze wyobrażają sobie z jakimi trudnościami, zwłaszcza w grupie dzieci, może spotkać się ich syn albo córka, podkreśla Pietrenko.

Zgodnie z ewidencją organów ZAGS Moskwy, którą prowadzi się od 1998 r. wśród najbardziej niezwyczajnych imion, które otrzymali chłopcy były następujące: Chrystamrirados, Delfin, Jarosław - Lutobor, Łuka - Szczastie, Sammerset - Ouszen. W tym okresie odnotowano następujące niezwykle imiona dziewczynek: April, Polina - Polina, Princessa Daniełła, Okieana, Alosza Kaprina, Sofija Sołnyszko. Historia chłopca o imieniu BOCz rWF 260 602 (Biologiczny  obiekt człowieka rodów Woroninych _ Frołowych, urodzonego 26 czerwca 2002 roku) nie została rozwiązana nawet w ciągu 10 lat. Mały BOCz (tak go nazywają) do tej pory żyje bez dokumentów, gdyż sąd stanął po stronie organów ZAGS Moskwy, odmawiając rejestracji dziecka z takim imieniem. W Kraju Nadmorskim rodzice nazwali swoje nowo narodzone dziecko Lucyferem, mówi, podając skrajne przykłady Pietrenko.

 

 

 

 

 


sobota, 21 listopada 2015

W publikacji umieszczonej na stronach internetowych Wzgliada Jewgienij K. pisze: - Kreml nadzwyczaj łatwo przyznał, że tajne do tej pory systemy uzbrojenia rzeczywiście okazały się "narażone" na antenie federalnych kanałów. Ta łatwość przywodzi myśl mowę o wojnie psychologicznej, celem której jest przekonanie USA do rezygnacji z projektu globalnej PRO. Jeżeli tak, to prowokacja się udała - media anglosaskiego świata są w panice.

Historia jakby przypadkowego oświetlenia planów tajnego rodzaju uzbrojenia - podwodnej atomowej torpedy (nie kierowanej przez człowieka) projektu Status-6 przeorała świat zachodni i stała się prawie głównym newsem w ciągu kilku dni. Większość dużych i autorytatywnych wydań anglojęzycznych krajów zapełniło się publikacjami i wieloma komentarzami na ten temat. To nie zaskakuje - mowa jest o nieoczekiwanej sytuacji, w której nawet Stany Zjednoczone stały się bezbronnymi wobec zasadniczo nowego rodzaju uzbrojenia.

Inna sprawa, że nic pryncypialnie nowego się nie wydarzyło, zaznacza autor.

I dalej pisze, zacznijmy od tego, iż w kadrze pojawił się tylko jeden arkusz prezentacji, znaczna część którego była rozmyta, co świadczy o występującej tu cenzurze. A cały wyciek informacji i tak był znany, w tym i USA, gdzie nad stworzeniem nowego rodzaju rosyjskich torped dyskutuje się już od kilku lat. Mowa jest, w zasadzie, nie o nowym projekcie, a o twórczym przeobrażeniu starego.

Np., przewidywany wygląd zewnętrzny projektu 08851 Kalitka-SMP, teraz znanego jako łódź podwodna Chabarowsk został upubliczniony jeszcze latem ub. roku. Dokładniej zaraz po tym  jak na prezentacji i bankiecie uczestnikom rozdano pamiątkowe prezenty, w tym długopisy, na których był wygrawerowany kadłub przyszłej łodzi podwodnej. Tak więc, przeznaczenie obrosło plotkami.

Najbardziej niewinną była plotka o tym, że Chabarowsk, dawno oczekiwana łódź podwodna dalekiego zasięgu hydroakustycznego dozoru - zasadniczo nowa i skrajnie nieodzowna dla rosyjskiej floty bardzo przypomina starą Afalinę. Wówczas narodziło się przypuszczenie, że Chabarowsk jest przeznaczony do transportu i kierowania głębinowymi aparatami, w tym tajnymi o specjalnym znaczeniu.

Kolejną plotką, czytamy w publikacji, było przypisanie Chabarowska do klasy atomowych stacji głębinowych (DGS), zakładając, że projekt w ogóle nie będzie bojowym, a przeznaczony jest do badania perspektywicznych systemów uzbrojenia. Teraz to założenie przekształciło się w twierdzenie, że Chabarowsk przeznaczony jest do wykorzystania w projekcie Status-6, chociaż razem z nim może być wykorzystana i eksperymentalna łódź podwodna Sarow. W ogóle, to do obsługi torpedy Status-6 potrzeba dwóch okrętów, które powinny zapewnić ochronę torpedy w krytycznej sytuacji. Przy czym Sarow, będący na uzbrojeniu floty od 2008 r. to także stary projekt, a jego kadłub został zbudowany jeszcze za władzy radzieckiej i przetransportowany do Niżnego Nowgorodu dla dopracowania i wykonania nadbudowy.

Sam projekt Status-6 mocno wiążą ze starą ideą car-torpedy imienia akademika Sacharowa T-15. To potworne pod względem rozmiarów urządzenie przedstawiało sobą 24. metrową torpedę o wadze 40. ton z termojądrowym ładunkiem o mocy 100. megaton, którą przewidywano eksplodować na trawersie dużych miast USA, po jednej przed Nowym Jorkiem, Charlestonem, Nowym Orleanem i Pensacolą oraz po dwie przed Los Angeles i San Francisco. Cel - wywołanie gigantycznego tsunami, które zmiotłoby pół kraju, gdyż większa część mieszkańców tradycyjnie żyje w pobliżu dwóch oceanów. Poza czysto niszczycielską funkcją, wykorzystanie T-15 doprowadziłoby do zniszczenia głównych morskich baz wojskowych, w tym i lotniskowców, które nie wyszły przed tym momentem w morze.

W tym czasie radzieckie łodzie podwodne jeszcze nie były nosicielami rakiet balistycznych i przedstawiano sobie, że torpedy będą perspektywicznymi nosicielami broni jądrowej. Ale gigantyczna car-torpeda była ponad siły radzieckiej marynarki wojennej, podkreśla publicysta.

Wówczas Sacharow zaproponował nowy wariant prewencyjnego ataku na Stany Zjednoczone i wykorzystanie tego co on i Amerykanin węgierskiego pochodzenia Leo Szilard początkowo nazwali bombą kobaltową a współcześnie przyjęto nazywać brudną. Nie jest to typowa bomba atomowa, a bardziej broń radiologiczna, która powoduje bardzo mocne, acz krótkotrwale zanieczyszczenie dużego obszaru. Sacharow zaproponował zbudowanie okrętu (już nie torpedy, a właśnie okrętu), którego kadłub zewnętrzny byłby wykonany z kobaltu-59. Wewnątrz okrętu powinien być rozmieszczony zwykły ładunek nuklearny, po wybuchu którego neutrony bombardowałyby kadłub kobaltowy, przekształcając go w skrajnie radioaktywny kobalt-60. Okres połowicznego rozpadu kobaltu niewielki - około pięciu lat, po czym na skażonym terytorium można ponownie żyć.

Uważa się, iż prace nad projektami bomby kobaltowej były zaprzestane w całym świecie z inicjatywy Leo Szilarda, który wyjaśnił - wystarczy wszystkiego 510 ton kobaltu, aby zniszczyć wszystkie formy życia na ziemi.

Następnie autor pisze, jednocześnie uczeni radzieccy opracowali koncepcję tzw. zimy nuklearnej, zgodnie z którą po ograniczonej wojnie atomowej  następują nieodwracalne zmiany klimatu (obniżenie temperatury z powodu zawiesiny sadzy i pyłu, która przestanie przepuszczać promienie słoneczne. Dziś teoria ta jest dyskusyjna, krytykują ją z powodzeniem, opierając się na praktycznych doświadczeniach w Zatoce Perskiej, kiedy to w rezultacie masowych wybuchów szybów naftowych niebo zasłoniła ciemność, a temperatura obniżyła się przeciętnie o cztery stopnie. Popularna jest wersja mówiąca, że zima nuklearna został wymyślona po to, aby nastraszyć rządy zachodnie i zmusić do rezygnacji z rozmieszczenia w Europie zaczepnej broni nuklearnej, zwłaszcza Pershingów.

Media amerykańskie spekulowały jakoby demonstracja systemu Status-6 to powtórzenie propagandowego efektu zimy nuklearnej, który powinien powstrzymać amerykańską ideę utworzenia na tyle efektywnego systemu PRO, iż będzie można nie oczekiwać odwetowego uderzenia nuklearnego albo w skrajnym przypadku zmniejszyć obawę przed nim. W odpowiedzi Rosja demonstruje pryncypialnie nowe formy ataku, łącząc broń jądrową i nowe technologie, co pozwala, w wyniku uderzenia na USA i ich sojuszników, poczynić nieodwracalne szkody. Szczególny nacisk kładzie się właśnie na agresywność tej technologii. Wygląda to dość dziwnie o ile bazuje się na uspokajającym założeniu, iż do czasu kiedy Ameryka stworzy system PRO, Rosja będzie siedziała z założonymi rękoma.

Kończąc artykuł autor zaznacza - projekt Status-6 posiada oczywiste zalety, które pozostały, w sensie dosłownym, poza kadrem telewizyjnego obrazu, i w żadnym przypadku nie są związane z praktycznym wykorzystaniem tej broni.

Po pierwsze, zakłada się, że szum silników torpedy będzie całkowicie przeniesiony do wysokich częstotliwości. A to oznacza, iż amerykański system wczesnego podwodnego wykrywania nie potrafi wykryć torpedy z odległości kilkuset metrów (czujniki tego systemu rozmieszczone są na dnie światowego oceanu właśnie w takiej odległości jeden od drugiego, tak więc Status-6 może prześliznąć się między nimi niezauważalnie). To z góry czyni Stany Zjednoczone bezbronnymi, przy czym nie tylko ich terytorium, ale i będące na morzu zgrupowania lotniskowców, wcześniej uznawane za niewrażliwe. I nie będzie ważne czy jest to bomba kobaltowa, czy też zwykły termonuklearny ładunek. Z zgrupowania lotniskowców nic nie zostanie, i to nie będzie totalna, ale ograniczona wojna nuklearna do której nawet USA są gotowe.

Po drugie, bezpilotowa technologia nie wymaga udziału człowieka w kierowaniu torpedą, a to oznacza, że może być wykorzystana jako broń odwetowa, tj. wykonać swoją misję także wówczas, gdy zniszczone są stanowiska dowodzenia i systemy kierowania. W USA uważają system broni odwetowej za nieludzki, ale to czystej wody hipokryzja: w nuklearnym starciu nikt nie może liczyć na bezkarność pierwszego uderzenia. Tak więc, każdy kto pierwszy odważy się nacisnąć na czerwony guzik nie powinien czuć się bezpiecznym. i obowiązany będzie ponieść odpowiedzialność w pełnym wymiarze.




 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 


 

 


wtorek, 27 października 2015

Agencja REGNUM zaprezentowała wyniki uzyskane przez wyższe rosyjskie uczelnie w rankingu wykonanym przez angielską firmę Quacquarelli Symonds, specjalizującą się w problematyce szkolnictwa wyższego i studiów zagranicznych. Opublikowany ranking obejmuje 20 rozwijających się krajów z Europy i Azji Środkowej, QS EECA (Emerging Europe & Central Asia). Analizą objęto 500 wyższych uczelni z tych regionów. 

Pierwsze dziesięć miejsc zajęły:

1. Moskiewski Państwowy Uniwersytet im. M. Łomonosowa,

2. Nowosybirski Uniwersytet Państwowy,

3. Uniwersytet Karola w Pradze,

4. Uniwersytet w Tartu,

5. Petersburski Uniwersytet Państwowy,

6. Uniwersytet Warszawski,

7. Uniwersytet Jagielloński,

8. Politechnika Czeska w Pradze,

9. Uniwersytet Masaryka w Brnie,

10. Moskiewski Instytut Fizyko - Techniczny.

Następnie w publikacji znajdujemy krótkie charakterystyki poszczególnych rosyjskich szkół wyższych:

Miejsce pierwsze. Uniwersytet Moskiewski - od początku utworzenia, tj. od 1755 r. stanowi akademickie i kulturalne centrum. Na uniwersytecie jest 5 tys. pracowników dydaktycznych, 4,5 tys. pracowników naukowych i ponad 40 tys. studentów, w tym 5 tys. zagranicznych z 100 krajów świata. Około 10 tys. uczniów bierze udział w grupach przygotowujących do przyjęcia na uniwersytet.

Miejsce drugie. Nowosybirski Uniwersytet Państwowy. W informacji o nim czytamy: - w ciągu ostatnich pięćdziesięciu lat przygotował około 50 tys. uczonych, wykładowców wyższych uczelni i specjalistów w sferze biznesu. Utworzony w 1959 r.

Miejsce piąte. Petersburski Uniwersytet Państwowy. Powstał w 1724 r. O uniwersytecie piszą: - odkrycia i osiągnięcia profesorów i absolwentów uniwersytetu stały się częścią tak międzynarodowej, jak i rosyjskiej historii, nauki i techniki. Szereg absolwentów uczelni otrzymało nagrodę Nobla.

Miejsce dziesiąte. Moskiewski Instytut Fizyko - Techniczny. Powstał w 1946 r. W latach 2011 - 2114 MFTI zajmuje drugie miejsce wśród wyższych uczelni Rosji wg średniej punktów JGE uzyskanych przez przyjętych na pierwszy rok studiów, ustępując pod tym względem tylko MGiMO.

Poza wymienionymi, w pierwszej setce rankingu znalazły się jeszcze: - Narodowy Instytut Badań Jądrowych, MIFI, Moskwa, (miejsce - 22): Moskiewski Państwowy Uniwersytet Techniczny im. Baumana (23); Moskiewski Państwowy Instytut Stosunków Międzynarodowych (26); Tomski Uniwersytet Państwowy, Tomsk (27); Wyższa Szkoła Ekonomii w Moskwie (31); Państwowy Uniwersytet Politechniczny w Sankt - Petersburgu (35); Tomski Uniwersytet Politechniczny, Tomsk (43); Uniwersytet Kazański (Nadwołżański), Kazań (52); Uralski Uniwersytet Federalny im. B. Jelcyna, Jekaterynoburg (59); Uniwersytet Niżnonowgorodzki im. N. Łobaczewskiego, Niżnyj Nowgorod (60); Południowy Federalny Uniwersytet, Rostów nad Donem (61); Rosyjski Ekonomiczny Uniwersytet im. Plechanowa, Moskwa (69); Rosyjski Uniwersytet Przyjaźni Narodów, Moskwa (70); Nowosybirski Państwowy Uniwersytet Techniczny, Nowosybirsk (71); Narodowy Badawczy Instytut Technologiczny MISIS, (Moskiewski Instytut Stali) (75); Dalekowschodni Uniwersytet Federalny, Władywostok (86); Sankt - Petersburski Narodowy Uniwersytet Badawczy Technologii Informacyjnych, Mechaniki i Optyki (90); Woroneski Uniwersytet Federalny, Woroneż) (94); Saratowski Uniwersytet Państwowy, Saratów (95).

-----------------------------------

W tym samym rankingu polskie wyższe uczelnie zajęły następujące miejsca wśród pierwszych stu: Uniwersytet Warszawski (miejsce 6), Uniwersytet Jagielloński (7), Politechnika Warszawska (24), Uniwersytet Wrocławski (47), Akademia Górniczo - Hutnicza (49), Politechnika Wrocławska(57), Uniwersytet Gdański (82), Politechnika Krakowska (85), Uniwersytet Łódzki (87), Uniwersytet Śląski (98).

Z wyższych uczelni czeskich i słowackich w pierwszej setce znalazły się: Uniwersytet Karola w Pradze (3), Politechnika Czeska w Pradze (8), Uniwersytet Masaryka w Brnie (9), Uniwersytet Palackiego w Ołomuńcu (64), Instytut Technologii Chemicznej w Pradze (76), Uniwersytet Tomasza Baty w Zlinie, (92), Uniwersytet Czech Zachodnich w Pilznie (96), Uniwersytet Komeńskiego w Bratysławie (40), Słowacki Uniwersytet Techniczny w Bratysławie (87).

Resumując, Czesi i Słowacy mają tyle samo wyższych uczelni w pierwszej setce co Polska.

 

 

 

 

 

 

 

 

 



niedziela, 04 października 2015

W połowie września na stronach internetowych Rossijskoj Gaziety ukazała się publikacja rankingu przeprowadzonego przez telekanał RT, w której ukazano czołówkę najdroższych czołgów świata i miejsce rosyjskiego T-14 w tej grupie uzbrojenia.

Czytamy w niej: w Urałwagonzawodie określono wartość rosyjskiego czołgu T-14 na platformie Armata. Jak wcześniej przypuszczano, ten, jeden z najlepszych czołgów świata, nie należy do tanich. Redakcja RT porównała jego cenę z cenami czołowych wozów pancernych innych krajów i przedstawiła porównanie.

Autorzy piszą: generalny dyrektor zakładu określił wartość najnowszego rosyjskiego czołgu T-14. Według niego przy masowej produkcji wozu bojowego cena wyniesie 250 mln. rb. Przy obecnym kursie walut suma ta wyniesie około 3,7 mln. dol.

Następnie w artykule przypomina się ogólną charakterystykę czołgu, prezentując jego najbardziej pozytywne cechy. T-14 to podstawowy czołg bojowy z zamontowaną zdalnie sterowaną bezzałogową wieżę. Tego typu rozwiązanie pozwala chronić życie załogi nawet w warunkach detonacji pocisków. Wóz wyposażono w nowy automat ładowania aqmunicji i 125 mm armatę.

Wcześniej niemieckie wydanie Sterna zauważyło, że pancerz T-14 nie jest w stanie przebić ani jeden z istniejących aktualnie pocisków. Przy czym sama Armata może strącać nadlatujące rakiety, a nawet niszczyć helikoptery.

T-14 to nie jest zwykły czołg, a uniwersalna maszyna uderzeniowa, przedstawiająca sobą jednocześnie taktyczny system rakietowy, system przeciwlotniczy, system rozpoznania wojskowego i ukazywania celów, a także bezpośrednio podstawowy czołg bojowy. Na podstawie jawnych źródeł telekanał RT zestawił ranking cen na najbardziej popularne na świecie czołgi i określił miejsce, które wśród konkurentów zajmuje T-14.

Miejsce pierwsze - 10 mln dol. Według danych różnych środków masowej informacji, z punktu widzenia ceny bezkonkurencyjnym okazał się francuski czołg AMX-56 Leclerc. Nowy rosyjski czołg w porównaniu do niego jest bardzo młody, jako że wóz francuski wszedł do seryjnej produkcji w 1992 r.

Leclerc wyposażony jest w 120 mm armatę, posiada klasyczną kompozycję: załoga rozmieszczona jest w części czołowej, przedział bojowy znajduje się w środku a z tyłu umieszczony jest silnik i transmisja. Jednak duża ilość skomplikowanego elektronicznego oprzyrządowania odzwierciedliła się w cenie - osiągnęła 10 mln dol. Możliwe, że to jedna z przyczyn niskiego popytu na czołg. Ogółem wyprodukowano około 700 maszyn. Ponieważ Leclerc nie jest już produkowany, jego pierwsze miejsce ma czysto symboliczny charakter, zaznaczają autorzy publikacji.

Miejsce drugie - 8,8 mln dol. Południowokoreański czołg Czarna Pantera (K2 Black Panther), na rynku pojawił się stosunkowo niedawno. Jego masowa produkcja rozpoczęła się przed dwoma laty. W 2014 r. w wozy tego typu zaczęto wyposażać armię południowokoreańską. Podstawowe uzbrojenie czołgu - również 120 mm armata. W czołgu zamontowany jest automat na wzór Leclerca, co pozwala wystrzeliwać pociski co 3 sekundy.

Miejsce trzecie - 8,6 mln dol. Uplasował się tu amerykański Abrams-M1A2 SEP. Przy jego projektowaniu za podstawę brano czołg starszego pokolenia, istotnie modernizując konstrukcję. W ostatniej wersji wóz otrzymał dopracowany przedział silnikowy i nowe środki łącznośc współpracujące z sieciami jednostek i związków taktycznych piechoty. Modernizacja przewiduje także wdrożenie innych technologii ujętych w programie Systemy Bojowe Przyszłości.

Miejsce czwarte - 6,5 mln dol. Podstawowy czołg bojowy wojsk lądowych Wielkiej Brytanii Challenger 2, jest na uzbrojeniu od ponad dziesięciu lat. Planuje się, iż wozy tej marki będą na eksploatacji do 2035 r. Cennik ich jest również umowny. W maju 2009 r. koncern BAE Systems oświadczył, że zwija produkcję tych wozów w związku z barakiem powtórnego zamówienia ze strony rządu brytyjskiego.

Miejsce piąte - 5,7 mln dol. Podstawowy czołg bojowy Niemiec Leopard-2, według niektórych źródeł sprzedawał się za 5,7 mln dol. Niemieckie wozy są na uzbrojeniu wielu europejskich krajów. Leopard-2 zaprojektowany został według klasycznej kompozycji, załoga rozmieszczona jest w przedniej części kadłuba. Główne uzbrojenie, jak i u wielu konkurentów - 120 mm armata.

Gdzie T-14, z ogłoszoną ceną 3,7 mln dol. w warunkach produkcji masowej? Wg naszych obliczeń, piszą twórcy rankingu, czołg ten od pierwszego miejsca oprócz pięciu wymienionych wozów, dzieli również, przynajmniej, izraelska Merkava Mark IV i indyjski Arjun Mk II.

Analiza posiadanych danych, piszą w zakończeniu autorzy, pokazuje, że konkurencją dla T-14 może być tylko chiński ZTZ-99. Jest on rezultatem rozwoju koncepcji radzieckiego czołgu T-72. Maszyna otrzymała nową spawaną wieżę, dynamiczną obronę i przeszła wiele innych etapów modernizacji.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 


wtorek, 29 września 2015

Portal Politrussja opublikował artykuł Kiriła O. pt. Europa ginie na naszych oczach, którym czytamy m.in.: naszemu pokoleniu przypadł los nie do pozazdroszczenia, na naszych oczach postępuje zagłada zachodniej cywilizacji. Taka śmierć dopadła wszystkie wielkie cywilizacje przeszłości: egipską, perską, antyczną i w końcu rzymską. Współczesna zachodnia cywilizacja przyszła na zmianę rzymskiej, która zmarła w 476 roku naszej ery.  Oświeceni rzymianie nawet nie myśleli, że zmieni ich okrutny i barbarzyński system. Po upadku Cesarstwa Rzymskiego rozpoczęła się epoka Średniowiecza i zachodnia (chrześcijańska) cywilizacja właśnie wówczas rozpoczęła swoją drogę.

Dziś wszystkie fakty mówią, iż nastąpił jej koniec. Interesującym jest, że rzymianie w okresie upadku swojego imperium mieli takie same problemy jak i Europejczycy obecnie: wymieranie fizyczne i degradacja, spadek poziomu urodzeń, inwazja "barbarzyńców", naruszenie tabu i zniszczenie norm etycznych, prawo pozwalające każdemu przyszłemu "barbarzyńcy" otrzymać rzymskie obywatelstwo. Wszystko to doprowadziło do zmieszania rzymian z narodami barbarzyńskimi i w konsekwencji do rozpadu Cesarstwa Rzymskiego.

Uzasadniając swoją teorię autor sięga do źródeł, do myśli filozoficznej Oswalda Spenglera. Śmierć współczesnej europejskiej cywilizacji przewidywał jeszcze sto lat temu niemiecki filozof Oswald Spengler w swoim fundamentalnym dziele Zmierzch Zachodu. Spengler ukazuje przesłanki upadku cywilizacji: ogromne i zmasowane miasta w miejsce wsi. Współczesny mieszczanin to nowy bezbożnik i koczownik, najważniejsze dla niego są pieniądze i władza, a nie bohaterskie mity i patriotyzm; wojny o panowanie nad światem; na czele państwa stanie tyran; przesycenie techniką. 

Autor stawia pytanie, jak i dlaczego postępuje wymieranie europejskiej cywilizacji? Następnie zaś proponuje rozpatrzenie następujący przyczyn, upadku Europy.

1. Degradacja fizyczna i wymieranie. Depopulacja. Liczba Europejczyków zmniejsza się w postępie geometrycznym. Tacy bogaci - a rozmnażać się nie chcą. To odpowiedź dla utyskujących,  którzy usprawiedliwiaj kryzys demograficzny sytuacją ekonomiczną.

Przyczyn takiej sytuacji jest wiele, jednak, zdaniem publicysty, przyczyna tkwi w świadomej rezygnacji z potrzeby posiadania dzieci. Dzieci bowiem przeszkadzają w karierze, podróżach, wypoczynku, samorealizacji. Europejczycy nie śpieszą się tego wyzbywać, jak i zawierać małżeństwa usankcjonowane prawnie. Dziś wiek wstępowania w związek małżeński i rodzenia dzieci w Europie jest bliski 30. lat. I oto pozostaje czas tylko na urodzenie jednego, maksimum dwojga dzieci. Pojawia się więc pytanie: dlaczego wcześniej rodzili więcej? Wszystkiemu winna rewolucja seksualna lat sześćdziesiątych, przedmałżeńskie życie seksualne oraz niechęć do zajścia w ciążę, które przestały być amoralnym zjawiskiem.

Po czym, autor przedstawia następujące uogólnienia:

- z każdym rokiem rośnie liczba zwolenników childree, bezdzietności, w europejskich megapolis około jednej czwartej dziewcząt nigdy nie chce zostać matkami.

- jednopłciowy seks. Można ile się chce usprawiedliwiać i równać w prawach homoseksualistów i lesbijki z normalnymi obywatelami, ale dzieci od takich związków nie przybędzie.

- bezpłodność. Statystyką mówi, że wśród białych par bezpłodność wynosi 15%. Wśród Azjatów i Afrykanów wielokrotnie mniej.

2. Migracja. Nieustający napływ imigrantów z Azji i Afryki. Cytując premiera Węgier Wiktora Orbana Kirył O. pisze: rzeczywistość jest taka, że Europie grozi napływ ludzi, dziesiątki milionów ludzi może przyjechać do Europy. Przewiduje się, że w przyszłym roku liczba uchodźców zwiększy się do milionów. Możemy nagle zrozumieć. iż jesteśmy w  mniejszości na własnym kontynencie, podkreślił węgierski premier.

Wszyscy mówią i piszą o obecnej fali migracji z Bliskiego Wschodu. Jednak już od wielu lat migranci nieeuropejskiego pochodzenia zasiedlają całe dzielnice Paryża, Brukseli, Marsylii, Londynu i innych wielkich miast Europy. Z każdym rokiem sytuacja się pogarsza.

A teraz, proponuje autor, połączmy te dwa składniki: depopulacja i napływ emigrantów. Mamy więc zmieszanie narodów mających korzenie w Europie z Azjatami i Afrykanami. To tak, jak było w  Rzymie w okresie jego upadku.

3. Promocja pasożytnictwa i próżniactwa. Cywilizacyjne samozniszczenie państwa zabezpiecza system prawny: nie pracować, wygodniej niż pracować.

Zasiłek dla bezrobotnych w krajach zachodniej Europy wynosi około tysiąca euro. Za te pieniądze można się nieźle urządzić.

4. Zacierają się różnice międzypłciowe. Szlachetny i postępowy, w swojej istocie, ruch na rzecz praw wyborczych kobiet przerósł w schizofrenię. Kobiety na tyle zrównano w prawach z mężczyznami, że publiczne mówienie o różnicach płci jest przejawem niemądrego tonu, seksizmu i mizoginii.

Dla narodu to zguba, podkreśla publicysta. Zmniejszenie różnicy i zbliżenie płci jest entropią, przejściem do zmieszania w jednolitą masę. Mężczyźni i kobiety wzajemnie się przyciągają, dosłownie plus i minus. Kobiety zawsze przyciągało męstwo i szlachetność mężczyzn, a mężczyzn ich skromność i kobiecość. A jak będą rozwijały się stosunki między kobietami i mężczyznami w bezpłciowym społeczeństwie? Jak będą dzieci się rodzić, jeżeli kobiety i mężczyzn przekształcono w jedną bezpłciową amorficzną  masę?

5. Bezsilność w walce z wrogami. Wrogami europejskiej cywilizacji można nazwać terrorystów, otwarcie głoszących o zamiarze jej zniszczenia. Chodzimy po waszych ulicach, czekajcie godziny iks - z takim napisem na koszulkach fotografują się na tle wieży w Pizie. Media są pełne wiadomości o tym, że na terytorium Europy pod przykrywką uchodźców przybyło 4 tys. bojowników ISIS. A Europa wyraża tylko zaniepokojenie. W miejsce adekwatnych środków w walce z terrorystami, królowa Elżbieta, po zamachu w londyńskim metrze, wystąpiła z oświadczeniem, iż to nie wymusi rezygnacji z naszych wartości. Pod wartościami królowa także rozumie otwarcie granic nadal dla wszystkich.

Terroryści palestyńscy, zajmując Bazylikę Narodzenia Pańskiego w Betlejem, wzięli zakonników jako zakładników. Przez wiele dni prowadzono rozmowy, nie podejmując tematu bluźnierstwa, żaden z terrorystów nie został ranny - odstąpili i nawet ich przygarnięto w Europie. Przedstawmy sobie teraz lustrzaną sytuację: terroryści chrześcijańscy zajęli meczet w Mekce. Ile, w odpowiedzi, pogromów chrześcijan, dokonali by muzułmanie na całym świecie?

Ach, ironizuje autor, prawa człowieka, lepiej nich giną ludzie, ale twarda odpowiedź terrorystom jest niedopuszczalna.

Jeżeli tylko terrorysta uświadomi sobie, że dowolny akt terroru pociągnie za sobą analogiczną odpowiedź, ale zwielokrotnioną dziesięciokrotnie, to przestanie być terrorystą. Zrozumie, że jego działanie pociągnie za sobą zniszczenie nie tylko europejskiej cywilizacji, ale i jego własnej, ponieważ Europejczycy odpowiedzą tak, że nie będzie można go odnaleźć.

6. Degradacja i bezsilność prawa. W Norwegii za masowe zabójstwo grozi kara 21. lat więzienia. W wydzielonym pomieszczeniu z salami treningowymi, kuchnią i uniwersyteckimi studiami na odległość. Degeneracja prawa  - to jedna z głównych przyczyn degeneracji systemu i osłabienia samoobrony.   Demokracja jest bezsilna wobec okrucieństwa. W Holandii człowiek nie ma prawa nawet palcem tknąć złodzieja, w przypadku gdy ten kradnie obcemu. Rodzice zgwałconego i zamęczonego na śmierć dziecka płacą podatki na dożywotnie utrzymanie jego gwałciciela i mordercy w więzieniu. Czy ktokolwiek myśli, iż z takim humanistycznym prawem państwo się utrzyma? Tym bardziej w warunkach masowej imigracji narodów Azji i Afryki, które wykorzystują słabość europejskiego prawa do zaprowadzenia własnych porządków, zaznacza autor.

7. Upadek sztuki. Symbolem każdej epoki jest sztuka. Sztuka epoki Średniowiecza w zasadzie jest związana z wyobrażeniem świętych. Na zmianę przyszła epoka Odrodzenia, epoka antropocentryzmu, wyobrażenia piękna człowieka, zaznacza autor. Dzisiejsza sztuka daje wyraźnie do zrozumienia, że przeżywamy okres degeneracji. Kicz pędzla na płótnie, co może dokonać jakaś małpa, uważa się za sztukę dla wszystkich. O masowej europejskiej kulturze lepiej nie mówić.

Kończąc autor stawia pytanie i apeluje do Rosjan. A co my? Jeżeli chcemy naśladować zachodnioeuropejską drogę, to możemy dalej brać za wzór ich styl życia, ich prawo i kulturę.

Ale jeżeli chcemy przeżyć i przekazać naszym  potomkom dumną Rosję, to powinniśmy wykorzystać swoją szansę pozostania jedynym chrześcijańskim krajem  w Europie, twierdzą europejskiej cywilizacji ze wszystkimi jej zaletami, odrzucając uprzednio słabości i wady.


 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 


wtorek, 15 września 2015

IA REGNUM, na swoich stronach internetowych opublikowała artykuł Radowa N. Na ile groźna jest armia białoruska?, w którym autor kreśli ogólną charakterystykę aktualnych stosunków na linii Moskwa - Mińsk i ocenia stan wojska białoruskiego.

Czytamy w nim, w ostatnim czasie przywódcy Białorusi z wielkim patosem zaczęli mówić, o tym, że mają u siebie jedną z najsilniejszych armii na kontynencie, zdolną odeprzeć dowolną agresję. Podobne wypowiedzi słyszymy i ze strony południowej sąsiadki Ukrainy, od której Białorusini starają się dziś odgrodzić  i umacniają swoje południowe rubieże, tworzą nowe oddziały wojsk pogranicza, prowadzą szereg ćwiczeń i treningów, wzmacniają kontrolę przekraczania granicy, itp. Przy czym w wymienionych przypadkach, słowa o wysokiej zdolności bojowej sił zbrojnych obu republik, delikatnie mówiąc, są naciągane przez Białorusinów. Oczywiście jest czym się pochwalić przed Ukrainą i innymi postradzieckimi republikami, ale daleko im jeszcze do Rosji i rozwiniętych krajów Zachodu, zaznacza publicysta.  

Obecny stan armii białoruskiej, pisze Radow N. zgodnie z opinią wielu ekspertów, daleki jest od tego co można określić poważną siłą, chociaż Białoruś zaczęła reformować swoje wojsko znacznie wcześniej od innych byłych republik ZSRR. W latach niepodległości w rezultacie reform, liczebność sił zbrojnych republiki zmniejszyła się więcej niż cztery razy i obecnie wynosi 62 000 ludzi, co nawet według europejskich norm nie jest wiele. Mimo tego, została rozsprzedana znaczna ilość otrzymanego z ZSRR sprzętu i uzbrojenia, co na przełomie wieków czyniło republikę jednym z światowych liderów w handlu uzbrojeniem. Razem z tym przeprowadzono reorganizację struktury wojska - w miejsce armii, dywizji i korpusów wprowadzono brygady, a także zorganizowano szkolenie własnych kadr na bazie Wojskowej Akademii Białorusi i uczelni cywilnych. Wszystko to pozwoliło zmniejszyć wydatki na obronność i w jakimś stopniu uchronić stan kadr - jakby w kraju źle nie było, to wojskowi regularnie otrzymywali pobory oraz posiadali liczne przywileje. Także narodowościowy skład armii białoruskiej był jednorodny, a wewnątrz jej nie pojawiały się ani narodowościowe, ani religijne konflikty. Widocznie, właśnie dlatego wielu ekspertów uważa, że białoruscy żołnierze reprezentują morale na jednym z najwyższych poziomów wśród postradzieckich armii.

Jednak należy skonstatować, pisze dalej autor, iż na tym pozytywy armii białoruskiej niestety się kończą. Dzisiaj główny problem, z którym zderzają się wojskowi Białorusi to względna niemożność przeprowadzenia większej lub mniejszej modernizacji armii. Upraszczając, kierownictwo państwa z powodu braku środków nie może pozwolić sobie na rezygnację z przestarzałej fizycznie i moralnie techniki jeszcze radzieckich wzorów. Przy czym, starzeje się absolutnie wszystko - lotnictwo, wojska pancerne, systemy artyleryjskie, systemy obrony powietrznej, itp, a na jednych tylko walorach moralnych i wolicjonalnych zwyciężyć się nie uda. Wszystko to nie  tylko osłabia armię białoruską, ale i nie pozwala, jak poprzednio, zarabiać na sprzedaży uzbrojenia. Dziś kupujący stali się bardzo wybredni i nie mają ochoty na zakupy techniki sprzed 20-30 lat. Prawdopodobnie dlatego według statystyk ONZ, Białoruś sprzedawała w ostatnim czasie tylko minimalne ilości starego radzieckiego uzbrojenia, uzupełniając transakcje amunicją, której okres zużycia dobiega końca.

Biorąc pod uwagę aktualne informacje, stwierdza Radow N. można mówić o tym, że obecne wydatki białoruskiego budżetu nie są w stanie zadowolić potrzeb nowoczesnej armii. Dziś republika wydaje na swoje siły zbrojne około 700 mln. dol., zajmując według tego wskaźnika 79 miejsce na świecie. Dla przykładu, Polska, której armia jest dwukrotnie, według liczebności, większa od białoruskiej, wydaje na nią 9,6 mld. dol. rocznie. Jeżeli przypomnimy, że białoruski budżet formuje się w miejscowej walucie i porównamy tempo wzrostu wydatków na wojsko z inflacją, to okaże się, że nakłady w najlepszym przypadku pozostają na niezmienionym poziomie.

Z jednej strony, czytamy w publikacji, na Białorusi podejmuje się próby, aby własnymi siłami wyremontować i doprowadzić do bardziej nowoczesnego wyglądu stare uzbrojenie. W przedsiębiorstwach kompleksu wojskowo - przemysłowego nie tylko remontuje się i modernizuje czołgi, helikoptery i samoloty, ale i produkuje się nowe wzory uzbrojenia: rozpoznawczo - dywersyjny czołg 2T Stalker, system PWO Styliet (wraz z Ukrainą), systemy przeciwpancerne Skif i Szerszeń, helikopter Mi-8 MSB. Bodaj najbardziej głośnym wydarzeniem tego rodzaju było pojawienie się w tym roku na defiladzie wyrzutni rakietowej Polonez, testy której przeprowadzono w Chinach. Do końca nie wiadomo na ile wymieniona RZSO jest efektywniejsza od rosyjskich i zachodnich odpowiedników, ale uważa się, że pozwala ona na precyzyjne uderzenie jednocześnie po ośmiu celach na odległość ponad 200 km., co czyni ją nie gorszą od innych systemów artylerii rakietowej.

Wszystkie te programy, podkreśla publicysta, przynoszą oczywiście zaszczyt Białorusinom, jednak mimo wszystko, nie są oni w stanie doprowadzić wojska białoruskiego do porządku. Tak, jak i nie może dokonać tego jeszcze jedna nadzieja białoruskiego ministerstwa obrony - formowane od początku XXI wieku, tzw. wojska obrony terytorialnej, z którymi pierwsze praktyczne działania przeprowadzono jeszcze w 2002 r., w toku ćwiczeń taktyczno - operacyjnych Berezyna - 2002. W istocie jest to przygotowana i przeszkolona do partyzanckich działań ludność cywilna, z którą w republice łączą poważne nadzieje. Na przykład, 1 września oficjalnie ogłoszono, że szereg obwodów Białorusi, z własnej inicjatywy, wyraziło gotowość przeprowadzenia zbiórek podległych obowiązkowi służby w obronie terytorialnej w rejonach ich formowania i odbycia szkoleń w terenie wykonywania zadań.

Z drugiej strony, pisze następnie publicysta, Mińsk jak poprzednio, uważa za możliwe przeprowadzenie modernizacji i wzmocnienia swojego wojska kosztem Rosji i budżetu Sojuszniczego Państwa. Przy czym, w tym drugim przypadku sytuacja z każdym rokiem nie ulega poprawie ze względu na pogorszenie sytuacji w gospodarce rosyjskiej. Wszystkie programy Sztabu Generalnego stopniowo są redukowane, w tym i w militarnej sferze. Na przykład, finansowanie sojuszniczych wojskowo - technicznych programów spadło o jedną trzecią, i jeżeli w styczniu 2014 r. na ten cel wydzielono 3,5 mld. rosyjskich rubli, to w 2015 r., wszystkiego 2,5 mld. 

Oczywiście wojskowo - techniczna współpraca obu krajów interesuje przede wszystkim Białoruś, która jak uprzednio wskazano, planuje na koszt Rosji zmienić wyposażenie swojej armii. Dlatego nie przypadkowo w Mińsku już anonsowano dostawy do końca 2015 r. czterech dywizjonów S-300. Ponadto, do 2020 r., Białorusini, finansując wspólnie z Rosją, planują kupić kilka uzupełniających systemów rakietowych Tor-M2, które już są na wyposażeniu 120 przeciwlotniczej brygady rakiet. Oprócz tego radiotechniczne wojska kraju powinny otrzymać nową rosyjską technikę: stację radiolokacyjną Rosa i system radiolokacyjny Wschód. Jednak należy zaznaczyć, że dwustronne związki w dziedzinie współpracy wojskowo - technicznej cieszą się zainteresowaniem także Moskwy. Na Kremlu, jak poprzednio uważają za celowe rozmieszczenie na białoruskim terytorium swoich obiektów wojskowych, które w związku z integracją obu krajów nie będą miały statusu obcych baz wojskowych. Już dawno anonsowano powstanie bazy lotnictwa wojskowego w Bobrujsku. I chociaż realizacja tego projektu idzie powoli, reorganizacja własnego rosyjskiego ugrupowania PWO na zachodnich granicach wyniosła by dla Moskwy znacznie drożej - około 5 mld dol., a to więcej niż od Rosji wymagają w Mińsku. 

Kończąc autor pisze, listę wojskowo - technicznej współpracy obu krajów jest bardzo długa. Jednak i bez tego jest zrozumiałe, że Białoruś i Rosja są zainteresowane w zachowaniu sojuszniczych stosunków w tej dziedzinie. Dla Moskwy nieodzownym jest zabezpieczenie swojej obecności na wschodnich granicach UE i po drodze nie oślepić się w procesie śledzenia obiektów wojskowych na kontynencie: tylko na Białorusi pozostała i pracuje stacja radiolokacyjna powiadamiająca o ataku rakietowym, która jest rozmieszczona pod Baranowiczami i obsługuje niebo praktycznie nad całą Europą Zachodnią. Dla Mińska współpraca z rosyjskimi partnerami przynosi podwójną korzyść. Po pierwsze, to możliwość darmowej modernizacji swojego wojska. Po drugie, utrzymanie w swoich rękach jakiejś dźwigni nacisku na Moskwę. Władze Białorusi już niejednokrotnie mówiły o tym, że tylko dzięki nim zachowało się pokojowe niebo nad głową Rosjan, i dlatego Kreml nie powinien żałować pieniędzy i kontynuować sponsorowanie sojuszników. Prawda, że z każdym rokiem podobne argumenty stają się coraz mniej przekonywujące, ale w Mińsku nie przestają wierzyć w swoją niezastąpioność dla Moskwy. I dlatego znaczenie takiego sojusznika dla Moskwy z każdym rokiem przestaje być oczywiste. Tym bardziej, że nie inaczej jak tylko słownie, wspierać Rosję w przypadku poważnego niebezpieczeństwa Białorusini nie potrafią: według posiadanych obecnie informacji, w przypadku wojennej agresji, wojska białoruskie, zgodnie z planem będą wycofywać się w pobliże rosyjskiej granicy i oczekiwać pomocy od swojego sojusznika. Taka jest rzeczywistość w sferze obrony Republiki Białoruś, która jest daleka od tego co pokazuje wszystkim lokalna propaganda.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 


 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 


sobota, 22 sierpnia 2015

IA REGNUM w publikacji  Zjednoczenie dwóch pancernych gigantów UE: droga do dominacji Niemiec? informuje o scaleniu  firm Krauss - Maffei Wegmann (KMW) i Nexter Systems.

Znane są, czytamy na stronach internetowych REGNUM, terminy scalenia dwóch europejskich gigantów, producentów techniki pancernej - niemieckiej spółki Krauss - Maffei Wegmann (KMW) i francuskiej Nexter Systems. Obaj uczestnicy transakcji otrzymają po 50% wartości wspólnego przedsięwzięcia KANT (KMW and Nexter Together). Transakcja ma być zakończona do końca stycznia 2016 r. Warto przyjrzeć się temu do czego może doprowadzić tak ważne wydarzenie w KWP Niemiec i Francji - lokomotyw gospodarki UE, w tym w sferze produkcji zbrojeniowej (wraz z Wielką Brytanią).

Najbardziej znanymi produktami spółek są czołgi Leopard 2 i Leclerc. Oprócz tego niemiecka firma produkuje bojowe wozy piechoty Puma, transportery opancerzone Boxer, samobieżne haubicoarmaty PzH 2000 (przewyższa wszystkie istniejące odpowiedniki pod względem maksymalnego zasięgu ognia). Francuzi produkują analogiczną technikę: BWP VBCI, samobieżne haubice CESAR oraz uzbrojenie strzeleckie (np. karabiny FAMAS).

Mimo że, czytamy dalej, wartość sprzedaży w 2014 r. francuskiej spółki była wyższa niż niemieckiej (1,1 mld. wobec 747 mln. euro), to ma ona w ostatnich latach problemy finansowe. Oprócz tego, niemiecki sprzęt pancerny posiada wysoki autorytet na światowym rynku - czołgów Leopard 2 wyprodukowano już ponad 3 tys. a wozy są na uzbrojeniu 19 krajów. Leclerc ma rezultaty daleko skromniejsze - około 400 czołgów zakupiły siły zbrojne Francji i Zjednoczonych Emiratów Arabskich. W tym przypadku wtargnąć na rynki krajów, które już wykorzystują Leopard 2, będzie praktycznie niemożliwym - załogi zostały przeszkolone, do wozów przywykły a infrastruktura jest gotowa. Odnośnie artylerii samobieżnej, to PzH 2000 w tej chwili jest najbardziej doskonałym systemem seryjnym kalibru 152/155 mm zdolnym w ciągu minuty wykonać 10 wystrzałów na odległość do 50 km (ustanowiony światowy rekord zasięgu - 56 km). Tym nie mniej CESAR także cieszy się niezłym popytem w związku z swoją mobilnością (kołowe podwozie) dobrymi parametrami taktyczno - technicznymi.

Mimo wszystko, zaznacza autor Leonid N., pozycja Niemców jest silniejsza i rozwój przyszłej spółki będzie się toczył pod ich dyktando, z wykorzystaniem francuskich technologii. Jednak spółka handlowa produkująca różne towary jednego typu i konkurujące ze sobą - to jak minimum dziwne, tak więc logicznym będzie likwidacja produkcji Leclerca.

Swoją drogą, pisze następnie, jest jeszcze jeden interesujący moment, w Niemczech obowiązują bardzo pryncypialne zasady eksportu produkcji wojskowej, dla każdej transakcji wymagana jest zgoda rządu, która jest bardzo trudna do uzyskania przez kraje nie będące członkami NATO lub UE. W Francji tego typu ograniczenia są o wiele słabsze, zjednoczenie pozwoli więc niemieckiej części KANT eksportować swoją technikę przez Francuzów.

W artykule akcentuje się, że postępująca integracja KWP krajów, będących dużymi producentami uzbrojenia w UE wzorcowo wpisuje się w koncepcję utworzenia jednolitych sił zbrojnych Unii Europejskiej. Idea ta, pojawia się okresowo, przy czym, w zasadzie nagłaśniają ją przedstawiciele Niemiec. Tak oto, stosując miękką siłę, Niemcy próbują maksymalnie wzmocnić swój wpływ na kraje Europy, tym razem zamierzając przyłączyć je bez wojny. Jako przyczynę do utworzenia takiej struktury podaje się oczywiście rosyjskie zagrożenie.

Rzeczywistym zaś zagrożeniem dla UE jest to, że po 2020 roku wchodzi na rynek eksportu nowe pokolenie rosyjskiego sprzętu pancernego: czołgów i BWP Armata, BWP Kurganiec-25, BTR Bumierang, SAU Koalicja-SW. Dla sprostania tej konkurencji nowo powstałemu KANT przyjdzie niemało się natrudzić, czytamy w zakończeniu.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 


poniedziałek, 03 sierpnia 2015

IA RGNUM poinformowała, że 29 lipca w Jarosławiu zainaugurowano XIV Naradę Szefów Służb Bezpieczeństwa i Organów Egzekwujących Prawo - państw, zagranicznych partnerów FSB Federacji Rosyjskiej. Spotkanie trwało dwa dni, uczestniczyły w nim 92 delegacje z 64 krajów. Swoich przedstawicieli na naradę delegowali ONZ, SOW, WNP i nawet Unia Europejska. Głównym tematem porządku obrad było przeciwdziałanie Państwu Islamskiemu, uznanemu w Moskwie za organizację przestępczą.

I tak, w naradzie wzięły udział CIA, FBI, Narodowe Centrum Antyterrorystyczne USA, przedstawiciele służb specjalnych Niemiec, Francji, Chin, Indii, Izraela i Arabii Saudyjskiej.

Na otwarciu obrad wystąpił dyrektor FSB Rosji Aleksandr Bortnikow. Według niego, PI postawiło obecnie na potokowe szkolenie bojowników i w następstwie terroryści będą zmierzać do innych krajów, aby od wewnątrz poderwać bezpieczeństwo tych państw.

W systemie potokowym odbywa się również szkolenie obcokrajowców, bojowników - terrorystów. Zjednoczywszy pod swoją flagą różnorodne ugrupowania terrorystyczne, PI intensywnie rekrutuje nowych zwolenników na całym świecie - powiedział Bortnikow.

Według jego opinii, terroryści po przejściu w obozach PI obróbki psychologicznej i szkolenia dywersyjno - terrorystycznego oraz po nabyciu doświadczenia bojowego w zapalnych punktach świata, wykorzystując kanały nielegalnej migracji rozpełzli się w zaplanowanych regionach: ich celem jest tworzenie zakonspirowanych komórek, werbunek bojowników, naruszenie bezpieczeństwa wewnętrznego i terytorialnej integralności krajów osiedlenia.

Przy tym, Bortnikow skarżył się na to, że światowa społeczność często spóźnia się z adekwatną odpowiedzią na przejawy terroryzmu. Wykorzystując to islamiści, umocniwszy się na Bliskim Wschodzie i w Afryce Północnej skierowali się na Europę i Azję. Bandyci przeszli od taktyki uderzeń punktowych do realizacji operacji wojskowych w pełnej skali z wykorzystaniem ciężkiego sprzętu.

Sukces PI to internet plus finansowanie. Szef FSB podkreślił, że przedstawiciele Państwa Islamskiego aktywnie posługują się internetem, gdzie wykorzystują idee radykalnego islamu, szczególnie akcentując swoją jakoby mesjańską rolę i wskazując na terror jako jedyny sposób walki przeciwko niewiernym. Umiejętnie grając na wzroście braku zaufania obywateli do instytucji państwowych, rozczarowaniu ogólnie przyjętymi wartościami chrześcijańskimi i muzułmańskimi, hersztowie i werbownicy PI dążą do mobilizacji pod swoimi sztandarami szerokich mas ludności, stawiając w pierwszej kolejności na młodzież.

Bortnikow zauważył też, że finansowanie PI odbywa się za pomocą przechwycenia terenów roponośnych i ropociągów  w Syrii i Iraku, nielegalnym handlem surowcami energetycznymi oraz otrzymywania finansowych bonusów od swoich zagranicznych patronów.

Posłanie do uczestników narady wystosował i prezydent Rosji Władimir Putin, w którym wyraził zaniepokojenie wzrastającą aktywnością PI w całym świecie, zwłaszcza w regionach Bliskiego Wschodu i Afryki Północnej.

Cytując pismo Putina, REGNUM pisze dalej, Putin zauważył, że porządek obrad spotkania w Jarosławiu jest bardzo aktualny, zawiera problemy przeciwdziałania globalnym zagrożeniom: dzisiaj szczególne niebezpieczeństwo przedstawia wzrost aktywności terrorystycznej, scalenie radykalnych ugrupowań z międzynarodową zorganizowaną przestępczością. Głębokie zaniepokojenie wywołuje sytuacja na Bliskim Wschodzie i Afryce Północnej. Terroryści próbują wykorzystać ten region jako przyczółek, werbują i szkolą nowych bojowników, którzy mają być wykorzystani do destabilizacji innych państw.

Następnie korespondent IA REGNUM przedstawia opinię kierującego oddziałem europejskiego bezpieczeństwa Instytutu Europy RAN Dmitrija Daniłowa, który powiedział: - dla terrorystów z PI nie ma wyjątków do ataków i werbunku zwolenników - ukierunkowani są tak na Europę, jak i na Rosję oraz Azję.

I dalej, wyjątków dla PI w Europie nie ma, chociaż można dostrzec skoncentrowanie uwagi na południowych krajach UE: Francja, Włochy, Hiszpania także Niemcy i możliwe Grecja. Jeżeli mówimy o strefie europejskiej, to poza granicami Unii jest jeszcze Turcja jako członek NATO i OBWE, z tego szeregu nie wykluczałbym i FR, o ile nawet strefa geograficzna działań PI jest dostatecznie blisko granic rosyjskiego terytorium. A już z geopolitycznego punktu widzenia, mam na uwadze rosyjskie interesy i związki  w Azji Środkowej, Rosja nie może być uważana jako terra incognita.

Z kolei cytowany dyrektor Centrum Analiz Konfliktów Bliskowschodnich Instytutu USA i Kanady Aleksandr Szumilin, jest przekonany o tym, że w odróżnieniu od regionu bałkańskiego, Azja Środkowa i Zakaukazie są najbardziej podatnymi strefami do rozprzestrzeniania działalności PI.

Pod uderzeniem są te same kraje i nie jest ich tak dużo: Wielka Brytania, Francja Niemcy, w mniejszym stopniu Włochy, Hiszpania. To kraje o dużej ilości  muzułmańskich gmin, próbują je zaangażować, generować w ich środowisku swoich agentów - tak było zawsze. Niczego nowego tu nie wymyślili. Można powiedzieć, że zagrożone uderzeniem są wszystkie kraje i będzie to prawda, ale nie myślę aby Polska, czy Bułgaria bardzo kogoś denerwowały. Uogólniając, to kraje - motory i kraje - koncentratory  gmin muzułmańskich powiedział REGNUM Szumilin.

Szumilin zgodził się z opinią co do tego, że główne zagrożenie PI dla Rosji prowadzi z Azji Środkowej i Kaukazu: ta komplikacja powstała w wyniku historycznych i demograficznych przyczyn, wariantowej radykalizacji islamu. Sytuacja jest to wprost odwrotna niż na Bałkanach: jeżeli muzułmańskie Bałkany - strefa spokoju, za trudna do działań PI, to strefa Zakaukazia i Azji Środkowej jest sprzyjającą dla eksperymentów jak żadna inna.

W zakończeniu Agencja pisze, przypomnijmy PI - według światowej społeczności jest na dzień dzisiejszy głównym zagrożeniem dla mieszkańców naszej planety. Organizacja terrorystyczna działa przede wszystkim na terytorium Iraku i Syrii. W czerwcu 2014 r. Państwo Islamskie ogłosiło się światowym kalifatem. Wojownicy PI prowadzą działania bojowe w szeregu innych konfliktach oraz dokonują aktów terroru.Oprócz tego, PI zajmuje się intensywnym werbunkiem zwolenników na całym świecie. 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 


środa, 15 lipca 2015

Siergiej B., profesor Akademii Nauk Wojennych, członek korespondent Akademii Problemów Geopolitycznych, na stronach Niezawisimoj Gaziety opublikował artykuł poświęcony synowi Józefa Stalina Wasilijowi. Jest to jedna z nielicznych prac, w której autor pisze o Wasiliju pozytywnie, przedstawiając go jako normalnego człowieka, któremu przyszło żyć w bardzo trudnym i skomplikowanym okresie historii.

Zarysowując historię życia W. Stalina, autor rozpoczyna ją w 1945 r. Wówczas to w lutym, 286. dywizja lotnictwa myśliwskiego 16 armii powietrznej, działającej na kierunku berlińskim, otrzymała nowego dowódcę. Młodego, energicznego, ale niezupełnie  zwykłego.

Po pierwsze, był bardzo młody - młody nawet dla tej wojny, w której Iwan Czerniachowski w ciągu trzech lat przeszedł drogę od pułkownika do generała armii i dowodzącego frontem, i bardzo prawdopodobne, że zakończyłby ją marszałkiem, gdyby niemiecki odłamek nie przerwał jego życia zimą 1945 r.

Nowy dowódca 286. dywizji lotnictwa myśliwskiego, wojnę kończył jako pułkownik, zresztą zaczynał ją także jako pułkownik. Na wojnie bywa i tak. Nazwisko młodego dowódcy - Stalin. Imię - Wasilij, syn Józefa (Josifowicz). Rok urodzenia - 1921, miejsce urodzenia - Moskwa. Ostatni stopień wojskowy - generał lejtnant lotnictwa, nadano w 1947 r.

Wasilija Stalina, określa się zwykle, jako bezinteresownego i otwartego młodzieńca, z którym nie radził sobie ojciec, ale jakąś tam karierę mu zabezpieczył. I jeżeli by nie ojciec, to ten przeciętniak i eskadrą by nie dowodził.

A jakim był rzeczywiście, ten niezwykły "berliński" dowódca dywizji 1945 r.?, pyta autor, i z dużym obiektywizmem prezentuje, fakty z życia Wasilija Stalina.

W latach 1923-1927 Wasilij przebywał w domu dziecka. Przebywali w nim w tym czasie również przybrany syn Stalina Artiom Siergiejew, Timur i Tatiana Frunze, syn ministra sprawiedliwości Dmitrija Kurskiego i inni 25 dzieci kierowniczych kadr partii. Plus - 25 bezdomnych dzieci z ulicy. Wszyscy oni wspominają Wasilija bardzo ciepło.

Przed wojną, po zakończeniu Lipieckich Kursów, Wasilij został wyznaczony do grupy lotników - inspektorów, w pierwszym okresie wojny był dowódcą eskadry w pułku myśliwców, a potem przez pewien okres szefem inspekcji WWS RKKA.

W styczniu 1943 r. został wyznaczony na dowódcę 32 gwardyjskiego pułku lotnictwa myśliwskiego. 32 pułk przerzucono na front kaliniński i w marcu 1943 r. wszedł w skład grupy lotnictwa rezerwy naczelnego dowództwa, którą dowodził Siergiej Rudenko.

26.05.1943 r. zgodnie z rozkazem ojca został zdjęty z stanowiska dowódcy pułku "za pijaństwo i rozpustę".

Przytaczając przykłady wojennych sukcesów W. Stalina Siergiej B pisze, oficjalnie pułkownik gwardii Wasilij Stalin wykonał w okresie całej wojny 27 lotów bojowych, wydaje się jednak, że ich liczba była wyższa. Chociaż książeczka lotów to poważny dokument to niektóre loty dowódcy pułku mogły zostać nie odnotowane.

5 marca 1943 r. w boju pod Siemkinoj Goruszkoj Stalin zestrzelił samolot - myśliwiec Fw-190. Komuś może się wydać, że to i niewielkie zwycięstwo, ale Stalin zawsze latał w ugrupowaniu jako dowódca pułku i jego pierwszym zdaniem było nie zestrzeliwanie samolotów przeciwnika, a kierowanie walką. W walce powietrznej nie zawsze można dostrzec kto zestrzelił, i lotnicy niekiedy odnotowywali swoje zwycięstwa, licząc na palcach komu zapisać kolejne zestrzelenie. Wasilij Stalin szybciej by zestrzelony samolot oddał podwładnym niż by wziął jeden od nich.

Dalej autor przedstawia tragiczny epizod z życia W. Stalina. 23 marca 1943 r. jego pułk powinien przemieścić się na podmoskiewskie lotnisko Malino w celu doukompletowania Ludźmi i techniką. Podczas międzylądowania na jednym z lotnisk doszło do wypadku nadzwyczajnego. Stalin wraz z kilkoma oficerami wybrał się na ryby, które głuszono granatami i pociskami rakietowymi, nastąpił przypadkowy nieoczekiwany wybuch pocisku, w wyniku czego jeden oficer zginął, a dwóch rannych, w tym jeden ciężko - Stalin. 4 kwietnia Wasilija przewieziono do kremlowskiego szpitala, gdzie operował go znany lekarz profesor Aleksiej Oczkin. Interesującym jest, że Stalin nie od razu dowiedział się o wypadku, a kiedy już poznał okoliczności, rozkazał dowódcę pułku W. Stalina zdjąć ze stanowiska z uzasadnieniem "za pijaństwo i rozpustę". Rozkazał także, aby bez jego pozwolenia żadnych dowódczych stanowisk synowi nie powierzać. 

Po leczeniu w szpitalu Wasilij Stalin został wyznaczony szeregowym lotnikiem - instruktorem w 193. pułku lotnictwa. 16 stycznia 1944 r. przystąpił do wykonywania obowiązków inspektora - lotnika ds. techniki pilotażu w 1. gwardyjskim korpusie lotnictwa myśliwskiego (GwIAK), w którym walczył przed wypadkiem.

18 maja 1944 r. zaczął dowodzenie 3. Dywizją Lotnictwa Myśliwskiego Gwardii. Do tego czasu miał 3 105 godzin nalotu. W wieku 23 lat - nalot ogromny. I to jedno czyniło Wasilija doświadczonym lotnikiem pilotażu. Wówczas ludzie rośli szybko. Na przykład, błyskotliwy powietrzny wojownik Jewgienij Sawicki został dowódcą dywizji w wieku 28 lat - w 1938 r. W 1942 roku był już generałem i dowodził korpusem lotnictwa. W. Stalin awansował do stopnia generała majora dopiero w 1947 r., po trzech, odrzuconych przez ojca, wnioskach awansowych.

Następnie autor wyjaśnia, niektórzy twierdzą, że Wasilij Stalin nie miał żadnych zdolności dowódczych. Ale o tym czy był on kompetentnym dowódcą najlepiej świadczy jego meldunek z 1944 r. do dowódcy korpusu o podjętych działaniach w warunkach zagrożenia dywizji, przez przebijające się na zachód wojska niemieckie, na lotnisku Sliepianka.

Wasilij Stalin rozkazał: jednostki tyłowe i zabezpieczenia, gwardyjskie sztandary i tajne dokumenty ewakuować na północno - wschodnie przedmieścia Mińska, sztabowi dywizji polecił zorganizować obronę naziemną i przygotować start w nocy, a sam na U-2 poleciał na lotnisko Dokowo - organizować również nocny lot. Po czy wrócił do Sliepianki i rano poprowadził dywizję do szturmu na przerywających się Niemców, po czym posadził dywizję w Dokowo, wyprowadzając ją spod uderzenia. Działał w pełni kompetentnie, nie mając przy tym doświadczenia w prowadzeniu walki na ziemi.

W końcu lata 1944 r. dywizja Stalina do nazwy Briańska dodała Czerwonego Sztandaru Orderu Suworowa II stopnia. Od lutego 1945 r., jak już wspomniano, Stalin dowodził 286. dywizją lotnictwa myśliwskiego, wchodzącą w skład korpusu dowodzonego Jewgienija Sawickiego.

Autor zaznacza, o Wasiliju Stalinie napisano niewiele prawdy, tym ważniejsze jest świadectwo jego byłego dowódcy, Bohatera Związku Radzieckiego Siergieja Rudenko, który w czasie wojny dowodził 16. armią powietrzną. W swoich wspomnieniach Zwycięskie Skrzydła, wydanych w 1985 r., pisał - i znowu słyszymy znane nazwiska dowódców wyróżniających się związków taktycznych i jednostek: J. Sawicki, B. Tokariew, J. Kurski, ... W. Stalin. Następnie Siergiej Rudenko osobiście wyróżnił generała Bieleckiego i W. Stalina: pułkownik Wasilij Stalin przybył do nas na front z 1 IAK. Absolwent Kaczyńskiej Szkoły Oficerskiej, rozpoczął wojnę jako lotnik - inspektor, pod Stalingradem dowodził 32. pułkiem lotnictwa, potem 3. dywizją gwardii. W toku walk o Berlin stał na czele 286. dywizji lotnictwa myśliwskiego. Za osiągnięte sukcesy został nagrodzony dwukrotnie Orderem Czerwonego Sztandaru, Orderami Aleksandra Newskiego i Suworowa (II stopnia), polskim Krzyżem Grunwaldu.

20 lipca 1945 r. generał pułkownik Rudenko podniósł atestację dla dowódcy 286. Nieżyńskiej Orderu Czerwonego Sztandaru, Orderu Suworowa Dywizji Lotnictwa Myśliwskiego Gwardii pułkownika gwardii Wasilija Stalina. W atestacji odnotowano, że Stalin latał m.in. na Samolotach: Po-2, UT-1, UT-2, I-15, I-5, Li-2, Mig-3, ŁaGG-3, Jak-1, Jak-7, Ła-5, Ła-7. Ogólny nalot - 3 145 godz. 45 min., 27 oficjalnych wylotów bojowych, 2 strącone samoloty.

Rudenko ocenił Stalina w pełni adekwatnie: tow. Stalin posiada wysokie zdolności organizatorskie, jako lotnik - wyszkolony, swoje doświadczenie bojowe potrafi przekazać podwładnym.

Przysposobiony syn Stalina, brat Wasilija, Artiom Siergiejew mówił, że Wasilij lubił władzę, ale w stosunkach materialnych był całkowicie bezinteresowny. A taki człowiek nie może być nie szlachetnym. W powojennych latach czterdziestych był dowódcą lotnictwa Moskiewskiego Okręgu Wojskowego i większość podwładnych wspomina go bardzo dobrze. Wasilij często wyzanaczał na stanowiska sztabowe lotników - inwalidów, i kiedy dziwiono się temu, mówił że bojowy lotnik pracę sztabową opanuje, a nierozumiejący istoty latania sztabowiec wiele szkody może uczynić.

Niektórzy twierdzą, pisze autor, że Wasilij dużo pił i był chronicznym alkoholikiem, ale kto tak pisze nie wie co to jest chroniczny alkoholizm. Wasilij Stalin nie mało lat przeżył w pojedynczej celi, a to nie obóz, tu skrycie spirytusu nie zdobędziesz, I w tych warunkach alkoholowego załamania u Wasilija nie odnotowano.

Po śmierci ojca, Wasilija Stalina szybko aresztowano, dokonał tego jeszcze Ławrientij Beria. Siedział jednak i w okresie władzy Chruszczowa, w sumie osiem lat. 

Są wspomnienia nijakiego Stiepana S., byłego nadzorcy władimirowskiego więzienia, o tym jak wiosną 1953 r. przywieziono do więzienia Stalina, nie wszystko w tych wspomnieniach jest wiarygodne, ale co do jednego szczegółu jestem z nim zgodny, zaznacza publicysta: Wasilij poraził nas zdyscyplinowaniem i schludnością. Był absolutnie zamknięty w sobie i cały czas o czymś rozmyślał.

Syn Stalina zmarł 1 października 1962 r. w Kazaniu.

 

 

 

 

 

 

 

 

 





 

 

 

 

 

 

 

 

 



piątek, 03 lipca 2015

Na stronach internetowych Eksperta ukazał się artykuł pt. Jednosłodowa wódka, w którym autor Dmitrij M., opierając się na konkretnych przesłankach, przewiduje alkoholową rewolucję w Rosji. Czytamy w nim: w Rosji rozstrzyga się wielka alkoholowa rewolucja. To nie jest metafora. Od 1 lipca wprowadza się GOST na destylatory ziarnowe. Innymi słowy, w kraju po raz pierwszy od ponad stu lat pozwolono nie tylko na ten rektyfikat, który błędnie nazywamy wódką, ale i na powrót tego samego wina zbożowego, o którym wszyscy słyszeli, a prawie nikt nie wie co to jest.

Autor pisze, w swojej książce Historia rosyjskiej wódki od polugara do naszych dni, inicjator wprowadzenia nowych GOST, badacz i producent polugara Borys Rodionow, ukazuje że istnieją dwa sposoby produkcji mocnych napojów: destylacja i rektyfikacja. Absolutna większość mocnych napojów spirytusowych w świecie - koniak, jednosłodowa whisky, tequila, calvados, śliwowica i inne - to destylatory. Przy destylacji bragi z produktu wyjściowego (winogrona, jabłka i inne owoce, słód, itp.), nagrzewa się ją do stanu pary, po prostu dlatego, że spirytus jest lżejszy od wody i posiada moc około 25 proc. Po drugim gonieniu spirytus osiąga moc 60-70 proc. Przy czym, od gonienia do gonienia, napój staje się coraz czystszy, a w każdym przypadku odcina się "głowy" i "ogony", to jest to co cieknie na początku i na końcu - najmniej smaczne i najbardziej szkodliwe.

dalej czytamy, wino zbożowe - masowy bazowy produkt. Teraz na rosyjskim rynku jego odpowiednikiem są np. napoje marki Dierewienskij Samogon, produkowane na Litwie, właśnie dlatego, że w Rosji nie było odpowiedniego GOST, to jest był bezwzględny zakaz na produkcję w celach handlowych. Dla zadowolenia apetytów wymagających smakoszy do technologicznego łańcuszka dołączono dodatkowe ogniwa.

Przede wszystkim oczyszczenie wina zbożowego. Znane są cztery podstawowe sposoby: węglem drzewnym, zamrożeniem, mlekiem i białkiem.

Oczyszczone, wino zbożowe sprzedawano, co zrozumiałe, znacznie drożej. A jeszcze drożej sprzedawano napoje, które wykonywano, bazując na nim. Wykorzystywano zioła, owoce itp., a następnie przeganiano. Właśnie ta grupa napojów nazywana jest wódkami. Grupa dlatego, że oprócz właściwych wódek pojawiły się nalewki, ratafie, likiery itd. Asortyment wódek był nieprawdopodobnie szeroki, różniąc się w zależności od guberni, a nawet powiatu.

Produkcja wina zbożowego nazywana jest winopaleniem (palenie w sensie otrzymywania pary), zaś produkcja wódek była odrębnym niezależnym od winopalenia procesem, z nieco inną technologią i na podstawie innej licencji. Nazywała się ona likierowódkowa. Ponadto, wódki dość wyraźnie dzielono na lecznicze i te ku zadowoleniu. Te pierwsze z dodatkiem ziół i korzeni sprzedawano w aptekach. Stąd niektórzy badacze wyprowadzają hipotezę o powstaniu samego słowa "wódka". Logiczne, że aptekarze nadali jej łacińską nazwę aqua vita. Z tej "vity" po prostu mogła powstać "witka",  a z "witki" "wotka", z niej zaś "wodka". To tylko hipoteza. W rzeczywistości skąd wzięło się słowo "wódka" nikt nie wie.

Aby państwo mogło kontrolować proces produkcji i sprzedaży wina zbożowego należało go znormalizować. Dokonano tego za czasów Piotra I. Zwykłe wino zbożowe miało 38-39 proc. Aby poznać jakość produkcji i zapobiec próbom jego rozcienczania wymyślona taki oto sposób: wino zbożowe nagrzewano, a następnie podpalano i jeżeli wypaliła się równo połowa taki napój uznawano za zgodny z normą i nazywano polugarem.

Nazwę "Polugar" przyjął dla swojej produkcji Borys Rodionow. Z braku unormowań w Rosji zainicjował swoją produkcję w Polsce. Jak na ironię losu Rodionow produkuje nie tyle czysty polugar, co wódkę - w tym znaczeniu tego słowa jak opisano wyżej.

Właśnie dla wygody obliczeń podatkowych, a nie ze względu szczególnych smaków przyjęto normę wódki - 40 proc. Znany jest autor propozycji - Michaił Rejtern w 1886 r. Przyczyna prosta: mnożyć i dzielić 40 urzędnikom było znacznie łatwiej niż 38,5. Tą cyfrę po prostu zaokrąglili.

Wracając do źródeł, autor pisze. w 1914 r., z chwilą wybuchu I wojny światowej wprowadzono prohibicję - całkowity zakaz produkcji i sprzedaży mocnych napojów spirytusowych. W 1917 r., gdy bolszewicy zdobyli władzę początkowo chcieli prohibicję pozostawić, ale należało w jakiś sposób zapełnić budżet. Ponadto niebywałego rozmachu nabrało samogonienie - właśnie wtedy słowo "samogon" i powstało. W 1924 r. pojawiła się na rynku 20. proc. Russkaja Gorkaja, następnie 30. proc. Rykowka, nazwana od nazwiska ówczesnego premiera rządu, a tuż potem 40. proc. wino stołowe. Interesującym jest, że słowa "wódka" początkowo w ogóle nie używano, później zaczęto je wykorzystywać, pisząc w nawiasach i dopiero w 1936 r. pojawiło się na etykietach butelek.

Wódka - jaka będzie? Autor stara się przewidzieć jak zmiana unormowań wpłynie na produkcję i sprzedaż alkoholu, a także w jaki sposób wino zbożowe wpłynie na kształtowanie gustów i smaków konsumentów. Cytowany w publikacji dyrektor analitycznej grupy Alkoekspert Jurij Judicz nie podziela entuzjazmu z powodu nadchodzących z dniem pierwszego lipca zmian:

Rynek destylatorów ziarnowych oczywiście powstanie, ale nie myślę, że będzie to jakiś skok. Tym bardziej nie myślę, że coś tam zagraża wódce z rektyfikowanego spirytusu. Destylat - produkt niesłychanie drogi. Ponadto wysoka cena biletu wejściowego na rynek - 6,5 mln. rb. stanowi tylko opłatę za licencję na produkcję, prawie milion licencja na obrót alkoholowej produkcji. Plus certyfikacja EGAIS itd. Nie mówiąc już o pomieszczeniach produkcyjnych, oprzyrządowaniu, marketingu i logistyce. Przy czym, nowej kategorii konsumentów destylatory zbożowe nie stworzą i będzie spożywać je część tych ludzi, którzy piją teraz drogą wódkę. A ich w kraju nie ma aż tak wielu. Destylatory owocowe i winowe, które teraz produkuje się, w tym i w Rosji, nie zajęły jakiegoś znaczącego miejsca w naszym życiu.

Z kolei cytowany przez autora Borys Akimow, współwłaściciel spółdzielni farmerskiej i restauracji Ławka Ławka, gdzie podają tylko rodzime napoje uważa, że na odrodzenie wina zbożowego należy spojrzeć nie tylko z punktu widzenia marketingu, ale i metafizycznie.

Aby rozrobić spirytus z wodą, mówi Akimow, i nazwać to narodowym napojem, dużo rozumu nie trzeba. A produkcja destylatorów to skomplikowany technicznie i twórczy proces. Wierzę, że wielu będzie odkrywać winopałki po prostu dlatego, że mona jeść parówki i pizzę, popijając to wszystko colą, ale o wiele bardziej interesującym jest konsumpcja dobrego jedzenia, odradzanie lub tworzenie nowych tradycji, pojąć, że nie jest się śrubką w globalnym systemie konsumpcji, a odpowiedzialnym obywatelem. Rozwój rynku destylatorów, nie od razu, ale doprowadzi do zmian i w innych sferach np. w kuchni, dlatego, że sposoby spożycia polugaru i wódki są zdecydowanie inne, a do nich konieczne są i inne zakąski. Ja już nie mówię o tym, że narodowy napój - to jeden z najistotniejszych elementów kultury narodowej, no i nie bójmy się tego słowa, tożsamości. I mnie cieszy świadomość, że mój rosyjski narodowy napój, to złożone i smaczne wino zbożowe, a nie banalna wódka. Do optymizmu są nie tylko podstawy, ale i nie taki już odległy przykład. W pewnym momencie Szkoci tak zapalili się do mieszania swojego głównego narodowego napoju, że zaczęli się niepokoić o jego przyszłość. I powstał ruch na rzecz prawdziwej jednosłodowej whisky, która z powodzeniem została odrodzona, a miało to miejsce kilka dziesięcioleci wstecz. Rosyjski narodowy napój odradza się bezpośrednio teraz, na naszych oczach, kończy Dmitrij M.