RSS
niedziela, 17 lipca 2016

Portal Wiedomosti pisze: - wojna cenowa o europejski rynek ropy między Rosją a producentami z Bliskiego Wschodu zaostrza się coraz bardziej, mówi się w comiesięcznym przeglądzie Międzynarodowej Agencji Energetycznej (MAE).

Tradycyjny dla Rosji rynek próbują zdobyć Iran, Irak, Arabia Saudyjska i Kuwejt. I tak, Iran w ślad za Arabią Saudyjską rozpoczął dostawy ropy naftowej do Polski.

Saudi Aramco, zaznacza redakcja, obniżyła ceny ropy dla odbiorców z Europy Środkowej z dostawą w sierpniu, a konkurenci z krajów Bliskiego Wschodu, jak się oczekuje, pójdą za jej przykładem.

MAE prognozuje wzrost wydobycia, w tym roku, ropy naftowej w Rosji o 120 000 baryłek na dobę (b/d) do 11,18 mln b/d, które w następnym roku obniży się do 11,14 mln b/d. 

Ponadto, Agencja poprawiła prognozę przetwórstwa ropy naftowej w rosyjskich NPZ w trzecim kwartale o 150 000 b/d do 5,5 mln b/d. Tym nie mniej, w stosunku do ubiegłego roku, wielkości przetwarzania będą mniejsze o 290 000 b/d.

W maju br, czytamy dalej, Saudi Aramco i PKN Orlen podpisali kontrakt na dostawę 200 000 t. ropy miesięcznie do zakładów polskiego koncernu, przetwarzających ropę. Kontrakt jest ważny od 1 maja do 31 grudnia z 2016 r., z możliwością jego automatycznego przedłużenia. Ropa będzie przerabiana w NPZ w Polsce, Czechach i na Litwie.

Rosyjskie koncerny, podkreśla redakcja, wyraziły zaniepokojenie pojawieniem się ropy z Arabii Saudyjskiej na rynkach krajów środkowoeuropejskich. Tak, prezydent Rosniefta Igor Sieczin, oświadczył, że pojawienie się ropy z Arabii Saudyjskiej prowadzi do spadku cen na tym rynku.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 


wtorek, 12 lipca 2016

Na stronach internetowych ukraińskiej Europejskiej Prawdy, Jurij P. przedstawia swoją ocenę aktualnego stanu stosunków polsko - ukraińskich, zastanawiając się jednocześnie nad możliwością ich załamania w przypadku przyjęcia przez Sejm uchwały, uznającej rzeź wołyńską za ludobójstwo.

Za kilka dni, czytamy w publikacji, która ukazała się 8 lipca, stosunki polsko - ukraińskie mogą przeżywać nowy punkt zwrotny, określający poziom współpracy obu krajów na najbliższe lata.

Mowa jest o 11 lipca - tego dnia w Polsce obchodzi się dzień męczeństwa kresowian - Polaków, którzy żyli w Zachodniej Białorusi i Zachodniej Ukrainie. 

Poczucie nieuchronnej katastrofy można zrozumieć jeżeli przejrzy się stenogram niedawnych obrad polskiego Sejmu, poświęconych katastrofie wołyńskiej lub, jak wolą polscy deputowani, rzezi wołyńskiej.

Ukraińskie władze do ostatniej chwili próbowały odłożyć katastrofę, zwłaszcza szefowie parlamentów obu krajów porozumieli się aby nie podejmować problemów historycznych do zakończenia szczytu NATO w Warszawie.

Jednak, czytamy dalej, w najbliższych dniach Sejm może przegłosować uchwałę o uznaniu wydarzeń wołyńskich ludobójstwem Polaków, dokonanym przez Ukraińców oraz ustanowić specjalny dzień pamięci o nich - 17 września. To ostanie jest maksymalnym kompromisem ze strony rządzącego Prawa i Sprawiedliwości. Dzień pamięci planuje się odnieść do dnia, w którym rozpoczęła się okupacja Zachodniej Ukrainy i Białorusi, ukazując, że śmierci Polaków winna jest nie tylko UPA.

W każdym przypadku takie decyzje Sejmu naruszą obecne stosunki Ukrainy i Polski. Wszak one w dużej mierze opierają się na pojednania obu narodów. Pojednaniu, które jak myśleliśmy już się dokonało.

A głosowanie, zaznacza autor, za ludobójstwem pomniejszy wszystkie nasze wzajemne przebaczenia, przenosząc poziom stosunków między oboma krajami, w najlepszym przypadku, do początków lat dziewięćdziesiątych.

W przededniu tych gorących wydarzeń do płonącego ogniska polskich namiętności dolali benzyny z stolicy ukraińskiej. Rada Kijowa przegłosowała pakiet zmian, wśród nich zmieniając nazwę Prospektu Moskiewskiego na Prospekt Bandery.

Dalej autor pisze, w ubiegłym roku wraz ze zmianą władzy w Polsce, zmienił się również stan relacji.

Zgodnie z wynikami wyborów posłami zostało wielu działaczy, którzy zyskali uznanie podnosząc problem Wołynia i odpowiedzialności Ukraińców. Główny problem wcale nie tkwi w Stepanie Banderze, a w naszej zgodzie na nową polską debatę. Debatę, która przewiduje nie odpowiedzialność poszczególnych osób a grupową odpowiedzialność narodu, podkreśla publicysta. 

Przy czym tylko ukraińskiego, wynosząc poza nawias przestępstwa strony polskiej, i przedwojenną politykę narodowościową Polski, która i stworzyła przesłanki tragedii wołyńskiej.

Z tymi faktami należy nam nauczyć się żyć, w skrajnym przypadku do przyszłych wyborów, które odbędą się nieprędko.

A możliwe, kontynuuje Jurij P., iż jest to trend na długie lata, gdyż obrady Sejmu pokazały, że taką ideologię podzielają nie tylko przedstawiciele rządzącego PIS albo radykałowie z Kukiz 15. Potomkowie mieszkańców kresów - dostatecznie duża grupa elektoratu, a to oznacza, iż o ich sympatię będą walczyć wszystkie partie.

Ponadto, emocje w sąsiednim kraju rozgorzały na tyle, że nie zauważono listu pojednawczego ukraińskich polityków i działaczy społecznych, i odpowiedzi, także pojednawczej - polskich.

Być może jest to związane z tym, że w dużym stopniu czas obecny wydaje się być najbardziej sprzyjającym do omówienia problemów historycznych.

Autor uważa iż, biorąc za punkt wyjścia obrady w Sejmie można postawić wniosek - słabość teraźniejszej Ukrainy i jej zależność od zachodniej pomocy (w tym i polskiej) wielu wydaje się jako sprzyjająca okoliczność osiągnięcia zasadniczych ustępstw w tym historycznym sporze.

Czy będzie władza ukraińska, zastanawia się autor, zdolna w takiej sytuacji powiedzieć nie? Odpowiedzieć grzecznie, ale twardo?

Do tej pory władze ukraińskie uważały za korzystne iść na ustępstwa, chociażby dlatego, że problemy te na Ukrainie nie są tak pryncypialnymi jak w Polsce. Z wyłączeniem, oczywiście, Ukrainy Zachodniej.

I jeszcze dlatego, że na Ukrainie, w odróżnieniu od Polski, do tej pory nie było konsensusu w sprawach historii II wojny światowej

Jednak teraz emocje zakipiały jak nigdy - i stać na boku się nie uda, akcentuje Jurij P. 

Najbliższe dni mogą postawić Ukrainę przed bardzo nie prostym wyborem - iść na ustępstwa za cenę obecnego poziomu współpracy, organizować przeciw - marsze (a przyczyn historycznych do tego jest dostatecznie dużo) albo też starać się, zachowując zimną krew, pewnie ukierunkować swoją linię działania.

Przy czym, jeżeli uchwała o ludobójstwie nie zostanie przyjęta w tych dniach, temat z porządku dnia nie zniknie. Na przykład, w najbliższych miesiącach czeka nas premiera polskiego filmu Wołyń, co może wywołać kolejną antyukraińką histerię.

A w ogóle, jeżeli uważamy przemianowanie kijowskiej ulicy właściwym, ale poniekąd w niewczasie, do należy zrozumieć - dobrego terminu dla tego w najbliższym czasie nie będzie.

Publicysta prognozuje, ale to nie jest jeszcze najgorsze - gorzej, że historia, która powstanie, może na długi czas zablokować normalną i uczciwą dyskusję o naszej historii, włączając najbardziej bolesne stronice.

A ta rozmowa jest nieodzowna obu krajom - i Polsce, i Ukrainie, pisze w zakończeniu. 

 

 

 

 

 

 

 

 


sobota, 09 lipca 2016

Niemcy podwoili handel uzbrojeniem - w publikacji pod takim tytułem, autor, Jewgienij G. ukazuje na stronach internetowych Niezawisimoj Gaziety dynamiczny rozwój niemieckiego handlu uzbrojeniem.

W artykule czytamy, zgodnie z danymi Raportu o eksporcie uzbrojenia w 2015 r., handel produkcją wojskową RFN osiągnął najwyższy poziom w ostatnich dziesięciu latach. Jego wielkość pod względem wartości osiągnęła 12,52 mld. euro, zaś w roku poprzednim - 6,52 mld. euro. Tak więc, prawie podwojenie. W rezultacie, według danych IHS Jane′s Niemcy wyszły w eksporcie uzbrojenia na trzecie miejsce w świecie po USA i Rosji, stając się poważnym konkurentem.

Asortyment, pisze autor, proponowany przez WPK Niemiec jest bardzo szeroki. To znamienite czołgi Leopard-2 i bojowe wozy piechoty Puma-2. Tylko Katar zakupił czołgów koncernu Krauss-Maffei Wegmann za 1,6 mld. euro. Sektor wojskowy niemieckiego przemysłu lotniczego oferuje samoloty i helikoptery. Przykłady - Wielka Brytania zamówiła w RFN cztery samoloty - cysterny za sumę 1,1 mld. euro, Arabia Saudyjska otrzymała niedawno z Niemiec 23 helikoptery. Firma Heckler & Koch handluje na całym świecie uzbrojeniem strzeleckim amunicją i innymi produktami.

Jedną z największych specjalizacji WPK Niemiec - okręty podwodne oferowane przez koncern Thyssen - Krupp. Jego wojenno - morski oddział Thyssen - Krupp Marine Systems to poważny konkurent brytyjskiego BAE Systems i Dynamics. Koncern z siedzibą w Essen już zbudował okręty podwodne dla 20 krajów, w tym Izraela, Włoch, Korei Południowej i Brazylii. W ofercie niemieckiej spółki są także okręty patrolowe, których sprzedaż za sumę 1,5 mld. euro negocjowana jest z Arabią Saudyjską. Ale główny nacisk kładzie się na sprzedaż udoskonalonych okrętów podwodnych  o wyporności już nie 2,2 tys., a 4 tys. ton.

Tak więc, zaznacza publicysta, z byłego niemieckiego trendu powstrzymywania w handlu uzbrojeniem niewiele zostało, zwłaszcza w odniesieniu do dostaw w rejony konfliktów, np. na Bliski Wschód.

Z wyjątkiem zamówień członków NATO i UE, od innych żąda się specjalnego pozwolenia na dostawę niemieckiej produkcji wojskowej. Zajmuje się tym Rada ds. Bezpieczeństwa, w której pod egidą kanclerza reprezentowani są ministrowie spraw zagranicznych, obrony i gospodarki. W 2015 r., instytucja ta, jakby taśmowo, wypisała prawie 12,7 tys. pozwoleń na ogólną sumę 7,86 mld. euro. Przy czym, adresatem prawie 60% niemieckich dostaw uzbrojenia są kraje niewchodzące w skład UE albo NATO.

W dyskusji z Sueddeutsche Zeitung, wicekanclerz i minister gospodarki Sigmar Gabriel uzasadnił powstały wzrost wielkości eksportu uzbrojenia tym, że wiele kontraktów zostało zawartych jeszcze przez poprzedni rząd czarno - żółtej koalicji, dlatego na anulowanie nie było siły. Przy tej okazji wyciszał krytyków rządu, mówiąc, iż udało się ograniczyć eksport uzbrojenia strzeleckiego do najniższego poziomu z 2000 r., z 47 do 32 mln. euro.

W opinii autora artykułu, może to wywoływać uśmiech na tle porównania z 1,6 mld euro, otrzymanych z emiratu Katar, który podejrzewa się o wspieranie Państwa Islamskiego. Polityka  eksportowa w dziedzinie uzbrojenia nadal powoduje aktywny protest opozycji w postaci Lewicy i Zielonych. Według opinii eksperta ds. polityki zagranicznej partii Lewicy Jana van Akona, minister gospodarki obiecał polepszyć kontrolę eksportu uzbrojenia, ale sytuacja się nie zmieniła, wprost przeciwnie, liczba pozwoleń osiągnęła gigantyczne cyfry.

Reasumując autor pisze, jakichkolwiek zmian na tym polu się nie przewiduje. Przeciwnie, minister finansów Wolfgang Schauble wypowiedział się za osłabieniem podstawowych założeń w zakresie kontroli, oświadczając, że nie odpowiadają one europejskim wymaganiom. WPK jest poważnym w pozycji eksportowej Niemiec, jest więc mało prawdopodobne, aby władze chciały zaszkodzić swoim interesom i dochodom.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 


środa, 06 lipca 2016

Pod koniec czerwca, Timofiej B. na stronach internetowych Rossijskoj Gaziety, w publikacji Będziemy handlować, pisze o coraz bardziej rozwijającej się wymianie gospodarczej Rosji z Portugalią.

Cztery główne kierunki współpracy między Rosją i Portugalią, eksponuje autor, określono jako priorytetowe po przeprowadzonym posiedzeniu międzynarodowej komisji mieszanej w Lizbonie. Delegaci porozumieli się w sprawie aktywizacji przez oba kraje współpracy w dziedzinie budownictwa, rolnictwa, turystyki i wysokich technologii.

Oficjalna nazwa przedsięwzięcia, dzięki któremu udało się podpisać ważne porozumienia - posiedzenie komisji mieszanej ds. współpracy gospodarczej, przemysłowej i technicznej między Federacją Rosyjską i Republiką Portugalską. Faktycznie to główny dialog z krajami UE. Ze strony rosyjskiej negocjacje prowadził szef MCzS Rosji Władimir Puszkow.

To już piąte, przypomina autor, posiedzenie komisji, które odbywa się z sankcjami w tle. Można więc było oczekiwać, iż będzie jednym z najbardziej skomplikowanych. Okazało się jednak odwrotnie. Poprzednie spotkania komisji odbywały się jeżeli nie ze zgrzytem, to przynajmniej z wnoszeniem wielu poprawek, dosłownie do ostatniej chwili.

Dalej gazeta zaznacza, podstawowy cel wizyty w Portugalii: nadanie nowego impulsu rozwojowi stosunków rosyjsko - portugalskich w szerokim zakresie wielu dziedzin, włączając w to handel i inwestycje, energetykę i przemysł, rolnictwo i zaawansowane technologie, walkę z nadzwyczajnymi sytuacjami. I to się udało. Ze strony Portugalii rozmowy prowadził minister gospodarki Manuel Caldeira Cabral.

W dziedzinie rolnictwa Rosja posiada duże możliwości eksportu zboża do Portugalii. Z kolei Portugalia będzie eksportować znacznie więcej win i oleju z oliwek.

Ponadto, jak by to nie było dziwne, Portugalia może eksportować do Rosji korek, a to także materiał strategiczny. W czasach radzieckich Portugalczycy dostarczali bardzo dużo korka i to nie tylko do butelek, ale i jako najlepszy materiał izolujący dla okrętów podwodnych.

Następnie czytamy, ministrowie omówili i rozwój turystyki. Według zgodnej opinii stron, obecnie 100 tys. turystów z FR, przybywających do Portugalii, to nie jest ten strumień, który może zadowalać. Portugalia w składzie UE uważana jest za kraj tani, gdzie masowo, przez cały rok, jeżdżą Hiszpanie i Francuzi. Np. jeżeli w ich krajach filiżanka kawy w restauracji kosztuje 5 euro, to w Portugalii wszystkiego 1 euro.

Wzrost ruchu turystycznego między oboma krajami ogranicza komunikacja lotnicza. Na poprzednim posiedzeniu, 6 lat wstecz, nie udało się porozumieć o rozdziale lotów pasażerskich między kampaniami rosyjskimi i portugalskimi. Teraz sprawa ruszyła z martwego punktu. Na wrzesień zaplanowano rozmowy na ten temat między władzami lotnictwa FR i Portugalii.

W sferze wysokich technologii, dodaje publicysta, podpisano porozumienie między Rosyjską Akademią Nauk i Laboratorium Nanotechnologii Portugalii. Laboratorium jest liczącą się placówkę naukową, jedyną w całej Europie. Pracuje w nim ponad 100 doktorów nauk, gotowych współpracować z RAN. I co ważne, mają środki na swoją działalność. Jest już 10 projektów, w ramach których Rosja i Portugalia zaczęły współpracować. Jeden z ważniejszych - w sferze nanotechnologii medycznej.

W rezultacie posiedzenia komisji podpisano akt końcowy, odzwierciedlający wszystkie ustalone dotychczas porozumienia, w tym o zawarciu w najbliższym czasie porozumienia między rządami Federacji Rosyjskiej i Republiki Portugalskiej o współpracy gospodarczej i technicznej.

Jeszce jedną cechą wyróżniającą, która podkreśla znaczenie obecnego spotkania, jest to, że do Portugalii przyjechali przedsiębiorcy. Poprzednio biznes nie był reprezentowany na spotkaniach na tym poziomie, a tym razem ponad 100 biznesmenów po posiedzeniu komisji rozpoczęło rozmowy nad konkretnymi dwustronnymi projektami.

Gazeta podaje także, iż Władimir Puszkow nie pozostawił na marginesie problemów technologii ratownictwa. FR posiada wiele możliwości wymiany informacji o CzS i monitoringu kosmicznym. Puszkow zaplanował spotkanie dwustronne z ministrem administracji wewnętrznej Republiki Portugalskiej Constancą Urbano de Sousa. Szefowie resortów spraw nadzwyczajnych zamierzają przedyskutować aktualne problemy współpracy, szczególną uwagę poświęcając wymianie informacji oraz niesieniu pomocy w walce z pożarami.

W swoim referacie szef MCzS Rosji Władimir Puszkow powiedział: - jako przykład chciałbym wykorzystać naszą współpracę z partnerami greckimi i przytoczyć kilka cyfr: - w okresie od 18 lipca do 10 sierpnia 2015 r. przez naszych specjalistów zostało wykrytych na terytorium Republiki Greckiej i przekazane przez Rosyjsko - Serbskie Centrum Humanitarne kolegom greckim dane o 43 ogniskach pożarów. To pozwoliło MWD Grecji podjąć operatywnie nieodzowne środki, czytamy w zakończeniu artykułu. 



 

 

 

 

 

 

 

 


sobota, 02 lipca 2016

W drugiej połowie kwietnia br RIA Nowosti przeprowadziła wywiad z dyrektorem generalnym koncernu Urałwagonzawod (UWZ) Olegiem Sijenką, który w całości lub w obszernych skrótach ukazał się w wielu zainteresowanych portalach internetowych.W swojej wypowiedzi Oleg Sijenko przedstawił główne problemy i zadania stojące przed przemysłem maszynowym i na tym tle ukazał aktualne zaangażowanie koncernu w produkcję i perspektywy dalszego rozwoju sławnej już Armaty.

Poniżej zamieszczone są wybrane pytania dziennikarza Nowosti i odpowiedzi dyrektora koncernu.

- Czy prędkość jest dla czołgu ważną wartością?

- Mobilność wozu to jeden z podstawowych elementów jego obrony i bezpieczeństwa. Doskonali się przecież nie tylko czołgi, ale i środki ich rażenia. Dlatego tak ważna jest zmiana pozycji, wykonanie manewru, przełamanie. Prędkość, oczywiście, nie jest numerem jeden w czołgu, to nie Formuła-1, niemniej niezwykle ważna obrona przed środkami rażenia.

- Ile wynosi prędkość Armaty?

- Mimo iż,

teraz, zamontowany jest najsłabszy układ napędowy, to jednak już przekroczono zakładaną prędkość. Osobiście rozpędziłem wóz do 80 kilometrów na godzinę przy silniku 1350 koni mechanicznych.

- Ile wynosić będzie moc silnika w standardowej Armacie?

- W bazowym wariancie powinien być silnik o mocy 1500 KM.

- Albo 1800?

- Stworzyliśmy silnik, najniższy przedział mocy którego zaczyna się od 1350 KM. Na przykład, silnik który zamontowano na T-90 i na T-90MS, był doprowadzony od 540 do 1130 KM. Etatowy silnik Armaty ma parametry 1350-1500-1800 KM. Formowanie silnika odniesiono do przyszłości, ale my uważamy, że im bardziej forsować silnik, tym mniejsze są jego inne możliwości. Wychodzimy z tego, iż najważniejsze - to niezawodność.

- Standardowa armata na T-14 jest kalibru 125 mm. Pan informował o możliwości zamontowania armaty kalibru 152 mm. Tak więc, ile czołgów będzie wykonanych z jedną, a ile z drugą armatą?

- Wszystko zależy od ministerstwa obrony. Postawimy co potrzeba. Przywykliśmy do wykonywania określonej produkcji w przyszłości, mamy dużo projektów, które wykonujemy z  własnej inicjatywy, naturalnie, po uzgodnieniu z wojskowymi po to aby perspektywicznie ustalić kształt wojsk lądowych. Ale oni mają budżet, który określa możliwości finansowe NIKOR-ów. Z własnej inicjatywy wykonywaliśmy czołgi T-90MS, wozy straży pożarnej, Terminator-2.

Armata 152 mm ma podwyższoną moc. Mamy nadzieję, iż szybko pojawi się do niej nowy pocisk. Według swoich możliwości jest ona o 30% doskonalsza od poprzedniej. Np. wewnętrzne regulowanie kanału lufy pozwala zwiększyć liczbę wystrzałów bez zmiany do remontu.

- Jak przechodzą testy Armaty?

- Stworzyliśmy zupełnie nowy wóz, którego każdy element jest nowy. Gdy bada się pięćdziesiąt kilka ton, to każdy zespół powinien mieć duży współczynnik bezpieczeństwa. To nie samochód. Ten wóz przebija ściany, skacze z trampoliny, z której samochód, po prostu się rozbija. W czasie testów wykrywane są pewne problemy określonych węzłów i zespołów, potrzebujących dopracowania. W sumie, osiągnięto zakładany rezultat.

- Czy można powiedzieć, że Armata wejdzie do produkcji seryjnej w 2017 r.?

- Można. Chcę podkreślić, iż ten wóz nie jest dla żołnierzy z poboru, a dla profesjonalistów, którzy wchłoną wszystkie jego możliwości. W przyszłym roku planujemy, na wystawie uzbrojenia w Niżnym Tagile, prezentację T-14 w dynamice. Pokażemy mobilne i ogniowe możliwości czołgu.

- Teraz trwa produkcja Armat w zakładzie?

- Nie, wykonaliśmy zamówienie na produkcję pierwszej partii 20 wozów. Czekamy na następne.

- O jakiej ilości zamówionych przez ministerstwo obrony czołgów może być mowa?

- Na ten temat podjęto uchwałę rządu, zatwierdzoną przez prezydenta. Ilość - 2300 czołgów.

- Wciągu jakiego okresu?

- Chwilowe opóźnienia będą odrabiane. To widać już teraz. Do produkcji Armaty ludzi trzeba przyuczać 5-6 lat, co w zasadzie, jest realizowane. To praca ręczna, tu się nie da pracy klepać.

- Wielu ekspertów uważa, że Armata owszem dobra,  ale jej cena zbyt wysoka. Jak pan skomentuje ich wypowiedzi?

- Czołg T-72B3, który dostarczamy armii rosyjskiej jest sześć - siedem razy tańszy od odpowiedników zagranicznych. T-90 dla armii jest pięć razy tańszy od sprzedawanego na rynku. Armata dziś jest trzy razy tańsza niż Abrams, Leopard, czy Leclerc. Równo trzy razy, a jej potencjał jej znacznie wyższy. Nie będę mówił, ile, w ramach  aktualnego marketingu, będzie kosztowała na światowym rynku. Ponadto T-72 i T-90, przy swojej żywotności, posiadanych możliwościach bojowych, jak by to nie było dziwne, są lepsze od czołgów wyprodukowanych w innych krajach. Przeprowadziliśmy bardzo dużo testów w różnych warunkach klimatycznych, znamy możliwości naszych konkurentów. Uważamy, iż stosunek cena - jakość jest najbardziej optymalny.

- Czy macie w planach wykonanie czołgu robota?

- Podążamy do przodu, mamy doświadczenia z wykonania zrobotyzowanego wozu przeciwpożarowego na bazie czołgu T-72. Dlatego w przypadku otrzymania zamówienia, wdrożymy je szybko. Według dużego prawdopodobieństwa nawet te wozy, które przejeżdżały po Placu Czerwonym, można wykonać bezzałogowymi. Robot Armata - to czołg przyszłości.

- Planuje się wyposażenie Armaty w bezpilotowy aparat latający?

- Wykorzystanie dronu przewiduje się w ciężkim BMP-15 na platformie Armata. To element obowiązkowy na szczeblu taktycznym. Bez oczu przemieszczać się w kolumnie jest bardzo ciężko, dlatego dron jest tam przewidywany i będziemy to aktywnie wdrażać. Problem, jaki aparat w będziemy brać za podstawę. Ale to już do ministerstwa obrony, które testuje rodzime BPLA - jaki minister wskaże, taki zamontujemy.

- Czy będzie na podstawie Armaty wykonywany nowy wóz wsparcia czołgów typu Terminator-3, przy czym armia nie kupuje ani Terminatora-1, ani Terminatora-2?

- Będzie. Na Armacie także. Mamy koncepcję rozwoju maszyn na bazie platformy Armata. W jej skład wchodzi 28 jednostek perspektywicznych rodzajów uzbrojenia. powinny być zintegrowane na jednej platformie: dla PWO, ciężkich pancernych wozów.

- Jak oceniany jest kierunek eksportowy działalności koncernu?

- Oceniamy potencjalny portfel zamówień na poziomie 6 mld. dol. Prowadzone są aktywne negocjacje nie tylko w sprawie czołgów, ale i systemów artylerii rakietowej TOS-1A oraz innej artylerii. Ponadto, występuje konieczność koncentracji na ośrodkach serwisowych.

Najważniejszym dla zamawiającego jest serwis obsługi. Na całym świecie jest jeszcze ogromna ilość techniki pancernej z czasów ZSRR. Mamy nadzieję, iż nasz portfel pozwoli na utworzenie takich ośrodków serwisowania. Doświadczenie już mamy - w Indiach na licencji produkowane są T-90. W sprawie czołgów prowadzone są aktywne rozmowy, przy czym nie z jednym, a z kilkoma krajami. Takie kontrakty są bliskie podpisania, w sprawie innych trwają rozmowy. Jesteśmy gotowi zadowolić życzenia dowolnego zamawiającego w bardzo krótkim czasie.

- Jak rozwija się projekt Atom po rezygnacji z niego Francuzów?

- Projekt, bardzo aktywnie rozwija się z OAE na platformie Enigma. Przy sprzyjającym zbiegu okoliczności już w tym roku możemy przejść do testów ogniowych.

- Oczywiście żałujemy, iż z powodu sankcji odrzucono projekt z Francją, gdzie w ramach SP znacznie poszliśmy do przodu. Ale nie zatrzymaliśmy się i teraz sami robimy - stawiamy moduł bojowy z 57 mm armatą na gąsienicowy pojazd. Według tego projektu rozpracowuje się problem utworzenia SP z Kazachstanem, gdzie pojawiła się nowa, produkowana na licencji, platforma.

- Co w tym projekcie wykonywali Francuzi?

- Nie mieliśmy platformy, a była nam konieczna nowoczesne podwozie pływające z tylnym rozmieszczeniem rampy i możliwością desantowania. Teraz nawet pocisk mamy gotowy, strzelania potwierdziły wszystkie zakładane dane taktyczno - techniczne. To przeciwpancerny, odłamkowo - fugasowy, fugasowy do walki z BPŁA i piechotą. Nasi modzi inżynierowie już podłączają się.

- Myślę, że w 2017 roku będzie nowe podwozie, które wejdzie do  testów i będzie bezsprzecznie lepsze, np. ze schematem silnik - koło, a to ogromny zapas przebiegu, niezależny napęd kół. To będzie nowy kołowy BMP.


 

 

 

 

 

 

 

 

 


 

 

 

 

 

 

 

 

 

 



 

 

 

 

 

 

 

 


środa, 22 czerwca 2016

Expert.ru, na swoich stronach internetowych, w publikacji pt. Francuzi osiadają pod Kaliningradem, pisze: - kierownictwo obwodu kaliningradzkiego i francuski producent naczyń Arc International podpisali porozumienie o budowie zakładu produkującego naczynia szklane. Projekt finansowany jest przez stronę francuską, ocenia się na 6,5 mld. rubli.

Sumę tą, czytamy dalej, Arc International wydzieli ze środków otrzymanych ze sprzedaży swoich udziałów mniejszościowych Rosyjskiemu Funduszowi Bezpośrednich Inwestycji (RFPI) i CDC International Capital oddziałowi francuskiego banku państwowego Caisse des Depots, każdy z nich zainwestował w francuski koncern około 125 mln euro.

Wydajność nowego zakładu wyniesie 55 tys. ton wyrobów finalnych w roku, co wymaga organizacji około 1050 nowych miejsc pracy w regionie. 70% produkcji rocznej będzie przeznaczona na rynek wewnętrzny Rosji, który koncern ocenia na 400 mln. dol. i już teraz kontroluje jego 30%. Pozostałe 30% produkcji zakładu będzie ukierunkowane na zagranicę i eksportowane do Skandynawii, krajów Europy Wschodniej i Środkowej.

Porozumienie podpisane w ramach Petersburskiego Międzynarodowego Forum Gospodarczego, zapewnia francuskiemu producentowi naczyń teren pod budowę o obszarze 45 ha na terytorium parku przemysłowego Czerniachowsk, położonego w obwodzie kaliningradzkim, na warunkach długoterminowej dzierżawy, z prawem pierwszeństwa wykupu.

Zaczęliśmy już prace inżynieryjne i wiercenia geologiczne, budowę samego zakładu zaplanowano na początek 2017 r., która powinna się zakończyć w ciągu 18-24 miesięcy, zakomunikował dyrektor generalny Arc International, Tim Gollin.

Oprócz niewysokich kosztów pracy Gollin uzasadnia wybór miejsca dla nowej fabryki "dostępnością źródeł energii, zasobami wykwalifikowanych kadr oraz istnieniem w Kaliningradzie portu i rozwiniętej sieci komunikacji kolejowej", co wzmocni pozycję koncernu w krajach skandynawskich.

W 2011 roku spółka francuska nabyła zakłady szkła w Guś-Chrustalnym, inwestując w ten obiekt 27 mln. euro i podwajając jego wydajność, wynoszącą aktualnie 53 ton gotowych wyrobów w roku. Według wyników 2014 r. straty tego przedsiębiorstwa wyniosły 197 mln. rb., przy obrotach 1,7 mld. rb.

Według wyników 2015 r. obroty koncernu wyniosły 1,1 mld. euro, co o 30% przewyższyło wskaźniki 2014 r., przy czym przedsiębiorstwa rosyjskie koncernu w pieniężnym wyrażeniu stanowi nie więcej niż 6% ogólnego obrotu. Otwarcie nowego zakładu pozwoli podwoić ten wskaźnik.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 


 

 

 

 

 

 

 

 

 


poniedziałek, 20 czerwca 2016

W specjalistycznym portalu internetowym, poświęconym problematyce obronnej, w początkach czerwca, pojawiło się obszerne omówienie artykułu zamieszczonego w lutowym numerze czasopisma IHS Jane′s International Defence Review, który napisał znany i ceniony ekspert broni pancernej Christopher  Foss. Tytuł publikacji Rewolucja rosyjska: nowe pokolenie techniki pancernej w pełni oddaje istotę modernizacji sprzętu pancernego przeznaczonego na wyposażenie rosyjskich sił zbrojnych. Według oceny Ch. Fossa program przezbrajania jest najbardziej ambitnym wśród programów podobnego typu. Po kilkunastu dniach artykuł usunięto ze strony internetowej.

W artykule czytamy: - po całym szeregu nieudanych prób, oczekuje się, iż w  najbliższym czasie armia  rosyjska otrzyma nowe pancerne pojazdy gąsienicowe i kołowe, przeznaczone do zmiany platform, konstrukcje których były opracowane 30 lat wstecz, a dalsza ich modernizacja byłaby niecelowa.

Uwzględniając skalę tego ambitnego programu zmiany wyposażenia w sprzęt pancerny, obecny stan gospodarki kraju, a także wpływ zachodnich sankcji, wątpliwym jest czy plan zostanie zrealizowany i będzie dostarczona nieodzowna ilość nowych platform w ciągu najbliższych pięciu lat, zaznacza autor. 

Obecnie produkcję rosyjskich podstawowych czołgów bojowych skoncentrowano w Niżnym Tagile, a produkcja gąsienicowych wozów piechoty BMP-3, bojowych maszyn desantu BMD-4M i wielozadaniowych opancerzonych wozów desantu ma miejsce w Kurganie. Produkcję rodziny ośmiokołowych transporterów opancerzonych (BTR) skupiono w Niżnym Nowgorodzie.

Koniec zimnej wojny, pisze Ch. Foss, okazał znaczny wpływ nie tylko na wielkich producentów rosyjskiej techniki pancernej, ale i na instytucje zajmujące się badaniem i rozwojem technologii oraz wielu podwykonawców bez których linie produkcyjne zakładów montażowych nie mogą funkcjonować. Z powodu znacznego ograniczenia nowych zamówień sprzętu pancernego dla armii rosyjskiej, kontrakty eksportowe z wielkimi klientami (Indiami, Libią, Syrią, Zjednoczonymi Emiratami Arabskimi i Wenezuelą) okazały się niezwykle ważnymi dla przemysłu rosyjskiego.

Rosja, czytamy następ[nie, rozpoczęła również cały szereg wspólnych programów z z zachodnimi wykonawcami produkcji wojskowej, jednak z powodu sankcji zostały one zahamowane.

Na przykład, koncern francuski Thales Group dostarczał dużą ilość termowizorów do czołgów T-90, firma niemiecka Rheinmetall Defence razem z Uralwagonzaodem projektował wykonanie ośmiokołowego BMP Atom, makietę której pokazano w 2013 r., ale od tej pory i ten program został zaprzestany.

T-14 Armata. Następnie autor pisze: - czołg t-90, który początkowo oznaczono jako T-72BU jest ostatnim OBT przyjętym na uzbrojenie rosyjskiej armii. Ostatecznie zaakceptowany został w końcu 1992 r., a produkowany jest w zakładach Urałwagonzawod w Niżnym Tagile, które w chwili obecnej są jedynym zakładem produkującym czołgi w Rosji.

Aktualnie, czołg T-14 Armata jest czołgiem przyszłości. Zaprojektowany i wykonany w Urałwagonzawodie przy współpracy wielu podwykonawców  w tym Zakładu Artylerii nr 9,  także wchodzącego w skład koncernu, który jest odpowiedzialny za system uzbrojenia.

Czołg T-14 został z wielką pompą pokazany publicznie podczas defilady w Moskwie w 2015 r.

W T-14 dowódca, działonowy i kierowca umieszczeni są w pancernej kapsule, położonej w przedniej części kadłuba. Zdalnie sterowana 125 mm armata gładkolufowa znajduje się w środkowej części wozu, a silnik wysokoprężny - w tylnej. Według ocen ekspertów całkowita masa czołgu wynosi 57 ton.

Jak się uważa, kontynuuje auror, 125 mm armata gładkolufowa 2A82-1M będzie strzelać bardziej precyzyjnie niż 125 mm armata czołgowa serii 2A46M montowana na T-90. Wyposażona jest w otulinę termoochronną i czujnik zgięcia lufy. Armata ma automatyczne ładowanie i oprócz zwykłej amunicji może strzelać pociskami z naprowadzeniem laserowym na odległość 5000 m. (analogicznie jak w czołgach poprzednich T-90, T-72, T-80). Jednostka ognia armaty wynosi 45 pocisków.

Udoskonalony automatyczny system kierowania ogniem wyposażony jest w kombinowany dzienno - nocny stabilizowany celownik systemu dowódcy i działonowego zintegrowany z dalmierzem laserowym. Dowódca posiada umieszczony na pancerzu celownik panoramiczny, który pozwala na rażenie celów w reżimie "myśliwy - strzelec", tzn. dowódca początkowo wykrywa cel i jeżeli się potwierdzi, iż to przeciwnik, przekazuje go działonowemu do zniszczenia.

T-14 wyposażony jest także w zdalnie sterowany moduł bojowy z 7,62 mm karabinem maszynowym. Pierwsze egzemplarze czołgu według wszelkiego prawdopodobieństwa nie mają sprzężonego z armatą 7,62 mm karabinu maszynowego, tradycyjnie montowanego na czołgach rosyjskich.

Brak jest szczegółowych informacji o konstrukcji pancerza, ale kadłub bazowy i wieża wykonane są ze stali, spawane. Udoskonalony pasywny system pancerza obejmuje bloki ochrony dynamicznej, ustanowione dla zabezpieczenia wysokiego poziomu ochrony od przeciwpancernych pocisków podkalibrowych i kumulacyjnych. Przedział zasilania chroniony jest ekranami ażurowymi.

Oprócz pasywnego pancerza żywotność czołgu zabezpiecza się także systemem ochrony aktywnej Afganit i systemem elektroniczno - optycznego działania.

Wszystkie poprzednie czołgi rosyjskie mogły wykonywać zasłonę dymną drogą wtrysku paliwa do swoich kolektorów wydechowych, dlatego też jest duże prawdopodobieństwo, że i Armata ma taką możliwość.

Standardowe wyposażenie czołgu obejmuje również system obrony przed BMR, system kondensacji powietrza, system kierowania w boju i telekamery obserwacji okrężnej  do śledzenia sytuacji na polu walki.

Według posiadanych informacji wykonano od 20 do 24 prototypów czołgu T-14, ale do tej pory czołg nie został oficjalnie przyjęty na uzbrojenie rosyjskiej armii. Początkowo planowano wykonać 2300 czołgów, przyjmując ilość produkcji w roku do 500 maszyn.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 


wtorek, 14 czerwca 2016

Rossijska Gazieta w publikacji Duma Państwowa ograniczyła obrót alkoholu  w dużych butelkach plastykowych poinformowała o przyjęciu ustawy zakazującej handelu alkoholem w plastykach o dużej pojemności.

Duma Państwowa, czytamy w artykule, przyjęła ustawę o zakazie produkcji i kierowania do obrotu alkoholu w butelkach plastykowych o pojemności ponad półtora litra.

Jeszcze w 2014 r.  w pierwszym czytaniu zostały przyjęte poprawki o stopniowym wycofywaniu ze sprzedaży detalicznej produktów alkoholowych, przede wszystkim piwa, w dużych butelkach plastykowych. Zgodnie z pierwszą redakcją ustawy, od 1 stycznia 2015 r., powinna być zakazana sprzedaż alkoholu w plastyku z zawartością spirytusu etylowego powyżej 6% w pojemnikach o pojemności ponad 1,5 litra, a od 1 lipca 2015 r. - z zawartością spirytusu powyżej 5% i pojemności ponad 1 litra, od początku 2016 r. - z zawartością spirytusu powyżej 4%  i pojemności większej niż 0.5 litra.

Teraz, zakaz rozszerza się nie tylko na piwo, ale i na produkcję oraz obrót wszystkich alkoholowych wyrobów w plastyku. Tak więc, od 1 stycznia 2017 r. nie dopuszcza się do produkcji i obrotu (z wyjątkiem sprzedaży detalicznej) alkoholu w plastyku o pojemności ponad 1,5 litra. Następnie od 1 lipca 2017 r. zakazuje się również sprzedaży detalicznej wytworów tego typu. Tym sposobem, podmiotom gospodarczym umożliwia się sprzedaż wytworzonych produktów w okresie sześciu miesięcy.

Projekt ustawy przewiduje  też wprowadzenie kar pieniężnych za sprzedaż detaliczną, produkcję i obrót alkoholu w plastyku o pojemności ponad 1,5 litra. I tak, będzie to grozić grzywną dla osób fizycznych w wysokości od 100 tys. do 200 tys. rubli z konfiskatą wyrobów lub bez niej, dla osób prawnych - od 300 tys. do 500 tys. rubli i konfiskatę produktów.

Szef komitetu branżowego ds. polityki gospodarczej Anatolij Aksakow w toku dyskusji nad dokumentem wyjaśnił, że wymagania odnośnie obrotu, koniecznie należy rozszerzyć na cały asortyment napojów alkoholowych bez wyjątku, dlatego, żeby zapobiec fałszowaniu informacji o produkowanym alkoholu, który mógłby się "dostosować" do wymaganych procentów.

Ponadto, deputowani przyjęli poprawkę do projektu uchwały Dumy Państwowej, rekomendującą rządowi, w celu zmniejszenia skali nadużywania alkoholu i profilaktyki antyalkoholowej, kontynuowanie w 2017 r. prac nad dalszym przechodzeniem na produkcję alkoholu w butelkach plastykowych o pojemności mniejszej niż 1,5 litra.


 

 

 

 

 

 

 

 

 

 


sobota, 04 czerwca 2016

Rossijskaja Gazieta opublikowała omówienie listy najbardziej "nieprawdopodobnego" rosyjskiego uzbrojenia, którą wykonano w amerykańskiej edycji autorytatywnego The Business Insider. W wykazie znalazło się 11 rodzajów "najbardziej groźnego i nieprawdopodobnego" uzbrojenia będącego na wyposażeniu armii rosyjskiej.

Autor tekstu Timur A. zaznacza: - w amerykańskiej publikacji podkreślono fakt, iż w reformowanych siłach zbrojnych FR główną uwagę skupia się na najbardziej perspektywicznych technologiach.

Na liście umieszczono:

Okręt Bora. Okręt rakietowy - katamaran na poduszce powietrznej, zdolny osiągnąć prędkość rejsową do 100km/godz. Na uzbrojeniu posiada osiem przeciwokrętowych rakiet Moskit (według klasyfikacji NATO - SS-N-22 Sunburn, Słoneczne Oparzenie) oraz 20 rakiet przeciwlotniczych. Załoga okrętu liczy 68 ludzi.

Pancyr-S1. Kombinowany przeciwlotniczy system artyleryjsko - rakietowy bliskiego i średniego zasięgu, wyposażony w 12 kierowanych rakiet "ziemia - powietrze" i dwie automatyczne armaty 30 mm. System efektywny przeciwko samolotom, helikopterom, rakietom skrzydlatym i balistycznym.

"Prawie niewidzialny" okręt podwodny. Diesel - elektryczny okręt podwodny Noworosssijsk, wodowany w Sankt - Petersburgu, był pierwszym z sześciu okrętów podwodnych klasy Warszawianka. Wykonany z wykorzystaniem steel technologii okręt podwodny, według oceny konstruktorów, w zanurzeniu praktycznie niemożliwy do wykrycia.

Myśliwiec wielozadaniowy MiG-35. Demonstruje wysoką efektywność tak w walkach powietrznych, jak i przy wykonywaniu uderzeń precyzyjnych. Zdolny do niszczenia celów lądowych i morskich z znacznych odległości oraz prowadzenia rozpoznania powietrznego. Osiąga prędkość 2400 km/godz., chociaż jest cięższy od swojego poprzednika o 30%.

Rakietowy system obrony przeciwlotniczej Buk-M. Promień rażenia rakiet 9M317, w które wyposażona jest bateria plot wynosi do 46 km. Głowica bojowa, zbliżająca się do celu z prędkością 3 macha, waży 70 kg.

RS-24 Jars. System przeznaczony do zmiany Topol-M, zaczęto rozwijać w 2010 r. Nowa międzykontynentalna rakieta balistyczna przenosi kilka termojądrowych bloków bojowych indywidualnego naprowadzania. Moc Jars sto razy przewyższa bombę  zrzuconą przez Stany Zjednoczone na Hiroszimę. Maksymalny zasięg rakiety - 11 tys. km.

Strategiczny bombowiec - nosiciel rakiet Tu-160. Nazwany w publikacji The Business Insider "rosyjskim Concordem", bombowiec zaprojektowany i wykonany w ZSRR, jeszcze w 80. latach ubiegłego wieku jest największym w świecie ponaddźwiękowym samolotem bojowym. Ponadto, Tu-160 może pochwalić się najpotężniejszymi silnikami z kiedykolwiek zamontowanych na wojskowym statku powietrznym, a także możliwością transportu do 40 ton uzbrojenia.

Czołg T-90. Wiodący czołg wśród wykorzystywanych przez rosyjskie siły zbrojne. Podstawowe uzbrojenie stanowi 125 mm armata gładkolufowa oraz zdalnie sterowany przeciwlotniczy ciężki karabin maszynowy.

Atomowe okręty podwodne projektu Borej. Okręty o wyporności 14700 ton, nieco mniejsze od poprzedników klasy Akuła, ale stanowią siłę z którą nie można się nie liczyć. Na uzbrojeniu posiadają 16 rakiet Buława, a każda z nich przenosi 6-10 głowic bojowych. Donośność rakiet - 8300 km.

Helikopter Mi-28. Helikopter szturmowy WKS Rosji Mi-28 wyposażony jest w automatyczna armatę 30 mm, posiada też cztery punkty podwieszenia, na których można ustanowić karabin maszynowy albo rakiety kierowane lub niekierowane.

System S-300. Wszystko co znajduje się w powietrzu w granicach 300 km powinno wystrzegać się tego systemu, pisze  The Business Insider. S-300 przeznaczony jest do zestrzeliwania samolotów i jest prawdziwym "zwierzęciem" w wykonywaniu tego zadania. W praktyce system może jednocześnie niszczyć 6 celów powietrznych, wystrzeliwując do nich 12 rakiet.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 


poniedziałek, 30 maja 2016

Niezawisimaja Gazieta i inne rosyjskie portale internetowe powołując się na UNN, przytaczają wypowiedź Nadieżdy Sawczenko dla programu "1+1" telewizji ukraińskiej, w której powiedziała, iż jest gotowa być tak prezydentem, jak i sprzątaczką.

Oprócz tego, że jest gotowa zostać prezydentem, to jeszcze może być monterem na wysokościach. Jest też gotowa być sprzątaczką i kimkolwiek, gdzie będzie przynosić pożytek. Jestem do tej pory oficerem. Jeżeli będę widzieć, że będę czyniła dobro, to moje ambicje nie będą sięgać wyżej. Chcę być prezydentem po prostu dlatego, żeby tam być... Jeżeli potrafię być dla Ukrainy, to będę. Jeżeli ja tam będę dla siebie, to mnie tego nie potrzeba, powiedziała Sawczenko.