RSS
sobota, 22 sierpnia 2015

IA REGNUM w publikacji  Zjednoczenie dwóch pancernych gigantów UE: droga do dominacji Niemiec? informuje o scaleniu  firm Krauss - Maffei Wegmann (KMW) i Nexter Systems.

Znane są, czytamy na stronach internetowych REGNUM, terminy scalenia dwóch europejskich gigantów, producentów techniki pancernej - niemieckiej spółki Krauss - Maffei Wegmann (KMW) i francuskiej Nexter Systems. Obaj uczestnicy transakcji otrzymają po 50% wartości wspólnego przedsięwzięcia KANT (KMW and Nexter Together). Transakcja ma być zakończona do końca stycznia 2016 r. Warto przyjrzeć się temu do czego może doprowadzić tak ważne wydarzenie w KWP Niemiec i Francji - lokomotyw gospodarki UE, w tym w sferze produkcji zbrojeniowej (wraz z Wielką Brytanią).

Najbardziej znanymi produktami spółek są czołgi Leopard 2 i Leclerc. Oprócz tego niemiecka firma produkuje bojowe wozy piechoty Puma, transportery opancerzone Boxer, samobieżne haubicoarmaty PzH 2000 (przewyższa wszystkie istniejące odpowiedniki pod względem maksymalnego zasięgu ognia). Francuzi produkują analogiczną technikę: BWP VBCI, samobieżne haubice CESAR oraz uzbrojenie strzeleckie (np. karabiny FAMAS).

Mimo że, czytamy dalej, wartość sprzedaży w 2014 r. francuskiej spółki była wyższa niż niemieckiej (1,1 mld. wobec 747 mln. euro), to ma ona w ostatnich latach problemy finansowe. Oprócz tego, niemiecki sprzęt pancerny posiada wysoki autorytet na światowym rynku - czołgów Leopard 2 wyprodukowano już ponad 3 tys. a wozy są na uzbrojeniu 19 krajów. Leclerc ma rezultaty daleko skromniejsze - około 400 czołgów zakupiły siły zbrojne Francji i Zjednoczonych Emiratów Arabskich. W tym przypadku wtargnąć na rynki krajów, które już wykorzystują Leopard 2, będzie praktycznie niemożliwym - załogi zostały przeszkolone, do wozów przywykły a infrastruktura jest gotowa. Odnośnie artylerii samobieżnej, to PzH 2000 w tej chwili jest najbardziej doskonałym systemem seryjnym kalibru 152/155 mm zdolnym w ciągu minuty wykonać 10 wystrzałów na odległość do 50 km (ustanowiony światowy rekord zasięgu - 56 km). Tym nie mniej CESAR także cieszy się niezłym popytem w związku z swoją mobilnością (kołowe podwozie) dobrymi parametrami taktyczno - technicznymi.

Mimo wszystko, zaznacza autor Leonid N., pozycja Niemców jest silniejsza i rozwój przyszłej spółki będzie się toczył pod ich dyktando, z wykorzystaniem francuskich technologii. Jednak spółka handlowa produkująca różne towary jednego typu i konkurujące ze sobą - to jak minimum dziwne, tak więc logicznym będzie likwidacja produkcji Leclerca.

Swoją drogą, pisze następnie, jest jeszcze jeden interesujący moment, w Niemczech obowiązują bardzo pryncypialne zasady eksportu produkcji wojskowej, dla każdej transakcji wymagana jest zgoda rządu, która jest bardzo trudna do uzyskania przez kraje nie będące członkami NATO lub UE. W Francji tego typu ograniczenia są o wiele słabsze, zjednoczenie pozwoli więc niemieckiej części KANT eksportować swoją technikę przez Francuzów.

W artykule akcentuje się, że postępująca integracja KWP krajów, będących dużymi producentami uzbrojenia w UE wzorcowo wpisuje się w koncepcję utworzenia jednolitych sił zbrojnych Unii Europejskiej. Idea ta, pojawia się okresowo, przy czym, w zasadzie nagłaśniają ją przedstawiciele Niemiec. Tak oto, stosując miękką siłę, Niemcy próbują maksymalnie wzmocnić swój wpływ na kraje Europy, tym razem zamierzając przyłączyć je bez wojny. Jako przyczynę do utworzenia takiej struktury podaje się oczywiście rosyjskie zagrożenie.

Rzeczywistym zaś zagrożeniem dla UE jest to, że po 2020 roku wchodzi na rynek eksportu nowe pokolenie rosyjskiego sprzętu pancernego: czołgów i BWP Armata, BWP Kurganiec-25, BTR Bumierang, SAU Koalicja-SW. Dla sprostania tej konkurencji nowo powstałemu KANT przyjdzie niemało się natrudzić, czytamy w zakończeniu.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 


poniedziałek, 03 sierpnia 2015

IA RGNUM poinformowała, że 29 lipca w Jarosławiu zainaugurowano XIV Naradę Szefów Służb Bezpieczeństwa i Organów Egzekwujących Prawo - państw, zagranicznych partnerów FSB Federacji Rosyjskiej. Spotkanie trwało dwa dni, uczestniczyły w nim 92 delegacje z 64 krajów. Swoich przedstawicieli na naradę delegowali ONZ, SOW, WNP i nawet Unia Europejska. Głównym tematem porządku obrad było przeciwdziałanie Państwu Islamskiemu, uznanemu w Moskwie za organizację przestępczą.

I tak, w naradzie wzięły udział CIA, FBI, Narodowe Centrum Antyterrorystyczne USA, przedstawiciele służb specjalnych Niemiec, Francji, Chin, Indii, Izraela i Arabii Saudyjskiej.

Na otwarciu obrad wystąpił dyrektor FSB Rosji Aleksandr Bortnikow. Według niego, PI postawiło obecnie na potokowe szkolenie bojowników i w następstwie terroryści będą zmierzać do innych krajów, aby od wewnątrz poderwać bezpieczeństwo tych państw.

W systemie potokowym odbywa się również szkolenie obcokrajowców, bojowników - terrorystów. Zjednoczywszy pod swoją flagą różnorodne ugrupowania terrorystyczne, PI intensywnie rekrutuje nowych zwolenników na całym świecie - powiedział Bortnikow.

Według jego opinii, terroryści po przejściu w obozach PI obróbki psychologicznej i szkolenia dywersyjno - terrorystycznego oraz po nabyciu doświadczenia bojowego w zapalnych punktach świata, wykorzystując kanały nielegalnej migracji rozpełzli się w zaplanowanych regionach: ich celem jest tworzenie zakonspirowanych komórek, werbunek bojowników, naruszenie bezpieczeństwa wewnętrznego i terytorialnej integralności krajów osiedlenia.

Przy tym, Bortnikow skarżył się na to, że światowa społeczność często spóźnia się z adekwatną odpowiedzią na przejawy terroryzmu. Wykorzystując to islamiści, umocniwszy się na Bliskim Wschodzie i w Afryce Północnej skierowali się na Europę i Azję. Bandyci przeszli od taktyki uderzeń punktowych do realizacji operacji wojskowych w pełnej skali z wykorzystaniem ciężkiego sprzętu.

Sukces PI to internet plus finansowanie. Szef FSB podkreślił, że przedstawiciele Państwa Islamskiego aktywnie posługują się internetem, gdzie wykorzystują idee radykalnego islamu, szczególnie akcentując swoją jakoby mesjańską rolę i wskazując na terror jako jedyny sposób walki przeciwko niewiernym. Umiejętnie grając na wzroście braku zaufania obywateli do instytucji państwowych, rozczarowaniu ogólnie przyjętymi wartościami chrześcijańskimi i muzułmańskimi, hersztowie i werbownicy PI dążą do mobilizacji pod swoimi sztandarami szerokich mas ludności, stawiając w pierwszej kolejności na młodzież.

Bortnikow zauważył też, że finansowanie PI odbywa się za pomocą przechwycenia terenów roponośnych i ropociągów  w Syrii i Iraku, nielegalnym handlem surowcami energetycznymi oraz otrzymywania finansowych bonusów od swoich zagranicznych patronów.

Posłanie do uczestników narady wystosował i prezydent Rosji Władimir Putin, w którym wyraził zaniepokojenie wzrastającą aktywnością PI w całym świecie, zwłaszcza w regionach Bliskiego Wschodu i Afryki Północnej.

Cytując pismo Putina, REGNUM pisze dalej, Putin zauważył, że porządek obrad spotkania w Jarosławiu jest bardzo aktualny, zawiera problemy przeciwdziałania globalnym zagrożeniom: dzisiaj szczególne niebezpieczeństwo przedstawia wzrost aktywności terrorystycznej, scalenie radykalnych ugrupowań z międzynarodową zorganizowaną przestępczością. Głębokie zaniepokojenie wywołuje sytuacja na Bliskim Wschodzie i Afryce Północnej. Terroryści próbują wykorzystać ten region jako przyczółek, werbują i szkolą nowych bojowników, którzy mają być wykorzystani do destabilizacji innych państw.

Następnie korespondent IA REGNUM przedstawia opinię kierującego oddziałem europejskiego bezpieczeństwa Instytutu Europy RAN Dmitrija Daniłowa, który powiedział: - dla terrorystów z PI nie ma wyjątków do ataków i werbunku zwolenników - ukierunkowani są tak na Europę, jak i na Rosję oraz Azję.

I dalej, wyjątków dla PI w Europie nie ma, chociaż można dostrzec skoncentrowanie uwagi na południowych krajach UE: Francja, Włochy, Hiszpania także Niemcy i możliwe Grecja. Jeżeli mówimy o strefie europejskiej, to poza granicami Unii jest jeszcze Turcja jako członek NATO i OBWE, z tego szeregu nie wykluczałbym i FR, o ile nawet strefa geograficzna działań PI jest dostatecznie blisko granic rosyjskiego terytorium. A już z geopolitycznego punktu widzenia, mam na uwadze rosyjskie interesy i związki  w Azji Środkowej, Rosja nie może być uważana jako terra incognita.

Z kolei cytowany dyrektor Centrum Analiz Konfliktów Bliskowschodnich Instytutu USA i Kanady Aleksandr Szumilin, jest przekonany o tym, że w odróżnieniu od regionu bałkańskiego, Azja Środkowa i Zakaukazie są najbardziej podatnymi strefami do rozprzestrzeniania działalności PI.

Pod uderzeniem są te same kraje i nie jest ich tak dużo: Wielka Brytania, Francja Niemcy, w mniejszym stopniu Włochy, Hiszpania. To kraje o dużej ilości  muzułmańskich gmin, próbują je zaangażować, generować w ich środowisku swoich agentów - tak było zawsze. Niczego nowego tu nie wymyślili. Można powiedzieć, że zagrożone uderzeniem są wszystkie kraje i będzie to prawda, ale nie myślę aby Polska, czy Bułgaria bardzo kogoś denerwowały. Uogólniając, to kraje - motory i kraje - koncentratory  gmin muzułmańskich powiedział REGNUM Szumilin.

Szumilin zgodził się z opinią co do tego, że główne zagrożenie PI dla Rosji prowadzi z Azji Środkowej i Kaukazu: ta komplikacja powstała w wyniku historycznych i demograficznych przyczyn, wariantowej radykalizacji islamu. Sytuacja jest to wprost odwrotna niż na Bałkanach: jeżeli muzułmańskie Bałkany - strefa spokoju, za trudna do działań PI, to strefa Zakaukazia i Azji Środkowej jest sprzyjającą dla eksperymentów jak żadna inna.

W zakończeniu Agencja pisze, przypomnijmy PI - według światowej społeczności jest na dzień dzisiejszy głównym zagrożeniem dla mieszkańców naszej planety. Organizacja terrorystyczna działa przede wszystkim na terytorium Iraku i Syrii. W czerwcu 2014 r. Państwo Islamskie ogłosiło się światowym kalifatem. Wojownicy PI prowadzą działania bojowe w szeregu innych konfliktach oraz dokonują aktów terroru.Oprócz tego, PI zajmuje się intensywnym werbunkiem zwolenników na całym świecie. 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 


środa, 15 lipca 2015

Siergiej B., profesor Akademii Nauk Wojennych, członek korespondent Akademii Problemów Geopolitycznych, na stronach Niezawisimoj Gaziety opublikował artykuł poświęcony synowi Józefa Stalina Wasilijowi. Jest to jedna z nielicznych prac, w której autor pisze o Wasiliju pozytywnie, przedstawiając go jako normalnego człowieka, któremu przyszło żyć w bardzo trudnym i skomplikowanym okresie historii.

Zarysowując historię życia W. Stalina, autor rozpoczyna ją w 1945 r. Wówczas to w lutym, 286. dywizja lotnictwa myśliwskiego 16 armii powietrznej, działającej na kierunku berlińskim, otrzymała nowego dowódcę. Młodego, energicznego, ale niezupełnie  zwykłego.

Po pierwsze, był bardzo młody - młody nawet dla tej wojny, w której Iwan Czerniachowski w ciągu trzech lat przeszedł drogę od pułkownika do generała armii i dowodzącego frontem, i bardzo prawdopodobne, że zakończyłby ją marszałkiem, gdyby niemiecki odłamek nie przerwał jego życia zimą 1945 r.

Nowy dowódca 286. dywizji lotnictwa myśliwskiego, wojnę kończył jako pułkownik, zresztą zaczynał ją także jako pułkownik. Na wojnie bywa i tak. Nazwisko młodego dowódcy - Stalin. Imię - Wasilij, syn Józefa (Josifowicz). Rok urodzenia - 1921, miejsce urodzenia - Moskwa. Ostatni stopień wojskowy - generał lejtnant lotnictwa, nadano w 1947 r.

Wasilija Stalina, określa się zwykle, jako bezinteresownego i otwartego młodzieńca, z którym nie radził sobie ojciec, ale jakąś tam karierę mu zabezpieczył. I jeżeli by nie ojciec, to ten przeciętniak i eskadrą by nie dowodził.

A jakim był rzeczywiście, ten niezwykły "berliński" dowódca dywizji 1945 r.?, pyta autor, i z dużym obiektywizmem prezentuje, fakty z życia Wasilija Stalina.

W latach 1923-1927 Wasilij przebywał w domu dziecka. Przebywali w nim w tym czasie również przybrany syn Stalina Artiom Siergiejew, Timur i Tatiana Frunze, syn ministra sprawiedliwości Dmitrija Kurskiego i inni 25 dzieci kierowniczych kadr partii. Plus - 25 bezdomnych dzieci z ulicy. Wszyscy oni wspominają Wasilija bardzo ciepło.

Przed wojną, po zakończeniu Lipieckich Kursów, Wasilij został wyznaczony do grupy lotników - inspektorów, w pierwszym okresie wojny był dowódcą eskadry w pułku myśliwców, a potem przez pewien okres szefem inspekcji WWS RKKA.

W styczniu 1943 r. został wyznaczony na dowódcę 32 gwardyjskiego pułku lotnictwa myśliwskiego. 32 pułk przerzucono na front kaliniński i w marcu 1943 r. wszedł w skład grupy lotnictwa rezerwy naczelnego dowództwa, którą dowodził Siergiej Rudenko.

26.05.1943 r. zgodnie z rozkazem ojca został zdjęty z stanowiska dowódcy pułku "za pijaństwo i rozpustę".

Przytaczając przykłady wojennych sukcesów W. Stalina Siergiej B pisze, oficjalnie pułkownik gwardii Wasilij Stalin wykonał w okresie całej wojny 27 lotów bojowych, wydaje się jednak, że ich liczba była wyższa. Chociaż książeczka lotów to poważny dokument to niektóre loty dowódcy pułku mogły zostać nie odnotowane.

5 marca 1943 r. w boju pod Siemkinoj Goruszkoj Stalin zestrzelił samolot - myśliwiec Fw-190. Komuś może się wydać, że to i niewielkie zwycięstwo, ale Stalin zawsze latał w ugrupowaniu jako dowódca pułku i jego pierwszym zdaniem było nie zestrzeliwanie samolotów przeciwnika, a kierowanie walką. W walce powietrznej nie zawsze można dostrzec kto zestrzelił, i lotnicy niekiedy odnotowywali swoje zwycięstwa, licząc na palcach komu zapisać kolejne zestrzelenie. Wasilij Stalin szybciej by zestrzelony samolot oddał podwładnym niż by wziął jeden od nich.

Dalej autor przedstawia tragiczny epizod z życia W. Stalina. 23 marca 1943 r. jego pułk powinien przemieścić się na podmoskiewskie lotnisko Malino w celu doukompletowania Ludźmi i techniką. Podczas międzylądowania na jednym z lotnisk doszło do wypadku nadzwyczajnego. Stalin wraz z kilkoma oficerami wybrał się na ryby, które głuszono granatami i pociskami rakietowymi, nastąpił przypadkowy nieoczekiwany wybuch pocisku, w wyniku czego jeden oficer zginął, a dwóch rannych, w tym jeden ciężko - Stalin. 4 kwietnia Wasilija przewieziono do kremlowskiego szpitala, gdzie operował go znany lekarz profesor Aleksiej Oczkin. Interesującym jest, że Stalin nie od razu dowiedział się o wypadku, a kiedy już poznał okoliczności, rozkazał dowódcę pułku W. Stalina zdjąć ze stanowiska z uzasadnieniem "za pijaństwo i rozpustę". Rozkazał także, aby bez jego pozwolenia żadnych dowódczych stanowisk synowi nie powierzać. 

Po leczeniu w szpitalu Wasilij Stalin został wyznaczony szeregowym lotnikiem - instruktorem w 193. pułku lotnictwa. 16 stycznia 1944 r. przystąpił do wykonywania obowiązków inspektora - lotnika ds. techniki pilotażu w 1. gwardyjskim korpusie lotnictwa myśliwskiego (GwIAK), w którym walczył przed wypadkiem.

18 maja 1944 r. zaczął dowodzenie 3. Dywizją Lotnictwa Myśliwskiego Gwardii. Do tego czasu miał 3 105 godzin nalotu. W wieku 23 lat - nalot ogromny. I to jedno czyniło Wasilija doświadczonym lotnikiem pilotażu. Wówczas ludzie rośli szybko. Na przykład, błyskotliwy powietrzny wojownik Jewgienij Sawicki został dowódcą dywizji w wieku 28 lat - w 1938 r. W 1942 roku był już generałem i dowodził korpusem lotnictwa. W. Stalin awansował do stopnia generała majora dopiero w 1947 r., po trzech, odrzuconych przez ojca, wnioskach awansowych.

Następnie autor wyjaśnia, niektórzy twierdzą, że Wasilij Stalin nie miał żadnych zdolności dowódczych. Ale o tym czy był on kompetentnym dowódcą najlepiej świadczy jego meldunek z 1944 r. do dowódcy korpusu o podjętych działaniach w warunkach zagrożenia dywizji, przez przebijające się na zachód wojska niemieckie, na lotnisku Sliepianka.

Wasilij Stalin rozkazał: jednostki tyłowe i zabezpieczenia, gwardyjskie sztandary i tajne dokumenty ewakuować na północno - wschodnie przedmieścia Mińska, sztabowi dywizji polecił zorganizować obronę naziemną i przygotować start w nocy, a sam na U-2 poleciał na lotnisko Dokowo - organizować również nocny lot. Po czy wrócił do Sliepianki i rano poprowadził dywizję do szturmu na przerywających się Niemców, po czym posadził dywizję w Dokowo, wyprowadzając ją spod uderzenia. Działał w pełni kompetentnie, nie mając przy tym doświadczenia w prowadzeniu walki na ziemi.

W końcu lata 1944 r. dywizja Stalina do nazwy Briańska dodała Czerwonego Sztandaru Orderu Suworowa II stopnia. Od lutego 1945 r., jak już wspomniano, Stalin dowodził 286. dywizją lotnictwa myśliwskiego, wchodzącą w skład korpusu dowodzonego Jewgienija Sawickiego.

Autor zaznacza, o Wasiliju Stalinie napisano niewiele prawdy, tym ważniejsze jest świadectwo jego byłego dowódcy, Bohatera Związku Radzieckiego Siergieja Rudenko, który w czasie wojny dowodził 16. armią powietrzną. W swoich wspomnieniach Zwycięskie Skrzydła, wydanych w 1985 r., pisał - i znowu słyszymy znane nazwiska dowódców wyróżniających się związków taktycznych i jednostek: J. Sawicki, B. Tokariew, J. Kurski, ... W. Stalin. Następnie Siergiej Rudenko osobiście wyróżnił generała Bieleckiego i W. Stalina: pułkownik Wasilij Stalin przybył do nas na front z 1 IAK. Absolwent Kaczyńskiej Szkoły Oficerskiej, rozpoczął wojnę jako lotnik - inspektor, pod Stalingradem dowodził 32. pułkiem lotnictwa, potem 3. dywizją gwardii. W toku walk o Berlin stał na czele 286. dywizji lotnictwa myśliwskiego. Za osiągnięte sukcesy został nagrodzony dwukrotnie Orderem Czerwonego Sztandaru, Orderami Aleksandra Newskiego i Suworowa (II stopnia), polskim Krzyżem Grunwaldu.

20 lipca 1945 r. generał pułkownik Rudenko podniósł atestację dla dowódcy 286. Nieżyńskiej Orderu Czerwonego Sztandaru, Orderu Suworowa Dywizji Lotnictwa Myśliwskiego Gwardii pułkownika gwardii Wasilija Stalina. W atestacji odnotowano, że Stalin latał m.in. na Samolotach: Po-2, UT-1, UT-2, I-15, I-5, Li-2, Mig-3, ŁaGG-3, Jak-1, Jak-7, Ła-5, Ła-7. Ogólny nalot - 3 145 godz. 45 min., 27 oficjalnych wylotów bojowych, 2 strącone samoloty.

Rudenko ocenił Stalina w pełni adekwatnie: tow. Stalin posiada wysokie zdolności organizatorskie, jako lotnik - wyszkolony, swoje doświadczenie bojowe potrafi przekazać podwładnym.

Przysposobiony syn Stalina, brat Wasilija, Artiom Siergiejew mówił, że Wasilij lubił władzę, ale w stosunkach materialnych był całkowicie bezinteresowny. A taki człowiek nie może być nie szlachetnym. W powojennych latach czterdziestych był dowódcą lotnictwa Moskiewskiego Okręgu Wojskowego i większość podwładnych wspomina go bardzo dobrze. Wasilij często wyzanaczał na stanowiska sztabowe lotników - inwalidów, i kiedy dziwiono się temu, mówił że bojowy lotnik pracę sztabową opanuje, a nierozumiejący istoty latania sztabowiec wiele szkody może uczynić.

Niektórzy twierdzą, pisze autor, że Wasilij dużo pił i był chronicznym alkoholikiem, ale kto tak pisze nie wie co to jest chroniczny alkoholizm. Wasilij Stalin nie mało lat przeżył w pojedynczej celi, a to nie obóz, tu skrycie spirytusu nie zdobędziesz, I w tych warunkach alkoholowego załamania u Wasilija nie odnotowano.

Po śmierci ojca, Wasilija Stalina szybko aresztowano, dokonał tego jeszcze Ławrientij Beria. Siedział jednak i w okresie władzy Chruszczowa, w sumie osiem lat. 

Są wspomnienia nijakiego Stiepana S., byłego nadzorcy władimirowskiego więzienia, o tym jak wiosną 1953 r. przywieziono do więzienia Stalina, nie wszystko w tych wspomnieniach jest wiarygodne, ale co do jednego szczegółu jestem z nim zgodny, zaznacza publicysta: Wasilij poraził nas zdyscyplinowaniem i schludnością. Był absolutnie zamknięty w sobie i cały czas o czymś rozmyślał.

Syn Stalina zmarł 1 października 1962 r. w Kazaniu.

 

 

 

 

 

 

 

 

 





 

 

 

 

 

 

 

 

 



piątek, 03 lipca 2015

Na stronach internetowych Eksperta ukazał się artykuł pt. Jednosłodowa wódka, w którym autor Dmitrij M., opierając się na konkretnych przesłankach, przewiduje alkoholową rewolucję w Rosji. Czytamy w nim: w Rosji rozstrzyga się wielka alkoholowa rewolucja. To nie jest metafora. Od 1 lipca wprowadza się GOST na destylatory ziarnowe. Innymi słowy, w kraju po raz pierwszy od ponad stu lat pozwolono nie tylko na ten rektyfikat, który błędnie nazywamy wódką, ale i na powrót tego samego wina zbożowego, o którym wszyscy słyszeli, a prawie nikt nie wie co to jest.

Autor pisze, w swojej książce Historia rosyjskiej wódki od polugara do naszych dni, inicjator wprowadzenia nowych GOST, badacz i producent polugara Borys Rodionow, ukazuje że istnieją dwa sposoby produkcji mocnych napojów: destylacja i rektyfikacja. Absolutna większość mocnych napojów spirytusowych w świecie - koniak, jednosłodowa whisky, tequila, calvados, śliwowica i inne - to destylatory. Przy destylacji bragi z produktu wyjściowego (winogrona, jabłka i inne owoce, słód, itp.), nagrzewa się ją do stanu pary, po prostu dlatego, że spirytus jest lżejszy od wody i posiada moc około 25 proc. Po drugim gonieniu spirytus osiąga moc 60-70 proc. Przy czym, od gonienia do gonienia, napój staje się coraz czystszy, a w każdym przypadku odcina się "głowy" i "ogony", to jest to co cieknie na początku i na końcu - najmniej smaczne i najbardziej szkodliwe.

dalej czytamy, wino zbożowe - masowy bazowy produkt. Teraz na rosyjskim rynku jego odpowiednikiem są np. napoje marki Dierewienskij Samogon, produkowane na Litwie, właśnie dlatego, że w Rosji nie było odpowiedniego GOST, to jest był bezwzględny zakaz na produkcję w celach handlowych. Dla zadowolenia apetytów wymagających smakoszy do technologicznego łańcuszka dołączono dodatkowe ogniwa.

Przede wszystkim oczyszczenie wina zbożowego. Znane są cztery podstawowe sposoby: węglem drzewnym, zamrożeniem, mlekiem i białkiem.

Oczyszczone, wino zbożowe sprzedawano, co zrozumiałe, znacznie drożej. A jeszcze drożej sprzedawano napoje, które wykonywano, bazując na nim. Wykorzystywano zioła, owoce itp., a następnie przeganiano. Właśnie ta grupa napojów nazywana jest wódkami. Grupa dlatego, że oprócz właściwych wódek pojawiły się nalewki, ratafie, likiery itd. Asortyment wódek był nieprawdopodobnie szeroki, różniąc się w zależności od guberni, a nawet powiatu.

Produkcja wina zbożowego nazywana jest winopaleniem (palenie w sensie otrzymywania pary), zaś produkcja wódek była odrębnym niezależnym od winopalenia procesem, z nieco inną technologią i na podstawie innej licencji. Nazywała się ona likierowódkowa. Ponadto, wódki dość wyraźnie dzielono na lecznicze i te ku zadowoleniu. Te pierwsze z dodatkiem ziół i korzeni sprzedawano w aptekach. Stąd niektórzy badacze wyprowadzają hipotezę o powstaniu samego słowa "wódka". Logiczne, że aptekarze nadali jej łacińską nazwę aqua vita. Z tej "vity" po prostu mogła powstać "witka",  a z "witki" "wotka", z niej zaś "wodka". To tylko hipoteza. W rzeczywistości skąd wzięło się słowo "wódka" nikt nie wie.

Aby państwo mogło kontrolować proces produkcji i sprzedaży wina zbożowego należało go znormalizować. Dokonano tego za czasów Piotra I. Zwykłe wino zbożowe miało 38-39 proc. Aby poznać jakość produkcji i zapobiec próbom jego rozcienczania wymyślona taki oto sposób: wino zbożowe nagrzewano, a następnie podpalano i jeżeli wypaliła się równo połowa taki napój uznawano za zgodny z normą i nazywano polugarem.

Nazwę "Polugar" przyjął dla swojej produkcji Borys Rodionow. Z braku unormowań w Rosji zainicjował swoją produkcję w Polsce. Jak na ironię losu Rodionow produkuje nie tyle czysty polugar, co wódkę - w tym znaczeniu tego słowa jak opisano wyżej.

Właśnie dla wygody obliczeń podatkowych, a nie ze względu szczególnych smaków przyjęto normę wódki - 40 proc. Znany jest autor propozycji - Michaił Rejtern w 1886 r. Przyczyna prosta: mnożyć i dzielić 40 urzędnikom było znacznie łatwiej niż 38,5. Tą cyfrę po prostu zaokrąglili.

Wracając do źródeł, autor pisze. w 1914 r., z chwilą wybuchu I wojny światowej wprowadzono prohibicję - całkowity zakaz produkcji i sprzedaży mocnych napojów spirytusowych. W 1917 r., gdy bolszewicy zdobyli władzę początkowo chcieli prohibicję pozostawić, ale należało w jakiś sposób zapełnić budżet. Ponadto niebywałego rozmachu nabrało samogonienie - właśnie wtedy słowo "samogon" i powstało. W 1924 r. pojawiła się na rynku 20. proc. Russkaja Gorkaja, następnie 30. proc. Rykowka, nazwana od nazwiska ówczesnego premiera rządu, a tuż potem 40. proc. wino stołowe. Interesującym jest, że słowa "wódka" początkowo w ogóle nie używano, później zaczęto je wykorzystywać, pisząc w nawiasach i dopiero w 1936 r. pojawiło się na etykietach butelek.

Wódka - jaka będzie? Autor stara się przewidzieć jak zmiana unormowań wpłynie na produkcję i sprzedaż alkoholu, a także w jaki sposób wino zbożowe wpłynie na kształtowanie gustów i smaków konsumentów. Cytowany w publikacji dyrektor analitycznej grupy Alkoekspert Jurij Judicz nie podziela entuzjazmu z powodu nadchodzących z dniem pierwszego lipca zmian:

Rynek destylatorów ziarnowych oczywiście powstanie, ale nie myślę, że będzie to jakiś skok. Tym bardziej nie myślę, że coś tam zagraża wódce z rektyfikowanego spirytusu. Destylat - produkt niesłychanie drogi. Ponadto wysoka cena biletu wejściowego na rynek - 6,5 mln. rb. stanowi tylko opłatę za licencję na produkcję, prawie milion licencja na obrót alkoholowej produkcji. Plus certyfikacja EGAIS itd. Nie mówiąc już o pomieszczeniach produkcyjnych, oprzyrządowaniu, marketingu i logistyce. Przy czym, nowej kategorii konsumentów destylatory zbożowe nie stworzą i będzie spożywać je część tych ludzi, którzy piją teraz drogą wódkę. A ich w kraju nie ma aż tak wielu. Destylatory owocowe i winowe, które teraz produkuje się, w tym i w Rosji, nie zajęły jakiegoś znaczącego miejsca w naszym życiu.

Z kolei cytowany przez autora Borys Akimow, współwłaściciel spółdzielni farmerskiej i restauracji Ławka Ławka, gdzie podają tylko rodzime napoje uważa, że na odrodzenie wina zbożowego należy spojrzeć nie tylko z punktu widzenia marketingu, ale i metafizycznie.

Aby rozrobić spirytus z wodą, mówi Akimow, i nazwać to narodowym napojem, dużo rozumu nie trzeba. A produkcja destylatorów to skomplikowany technicznie i twórczy proces. Wierzę, że wielu będzie odkrywać winopałki po prostu dlatego, że mona jeść parówki i pizzę, popijając to wszystko colą, ale o wiele bardziej interesującym jest konsumpcja dobrego jedzenia, odradzanie lub tworzenie nowych tradycji, pojąć, że nie jest się śrubką w globalnym systemie konsumpcji, a odpowiedzialnym obywatelem. Rozwój rynku destylatorów, nie od razu, ale doprowadzi do zmian i w innych sferach np. w kuchni, dlatego, że sposoby spożycia polugaru i wódki są zdecydowanie inne, a do nich konieczne są i inne zakąski. Ja już nie mówię o tym, że narodowy napój - to jeden z najistotniejszych elementów kultury narodowej, no i nie bójmy się tego słowa, tożsamości. I mnie cieszy świadomość, że mój rosyjski narodowy napój, to złożone i smaczne wino zbożowe, a nie banalna wódka. Do optymizmu są nie tylko podstawy, ale i nie taki już odległy przykład. W pewnym momencie Szkoci tak zapalili się do mieszania swojego głównego narodowego napoju, że zaczęli się niepokoić o jego przyszłość. I powstał ruch na rzecz prawdziwej jednosłodowej whisky, która z powodzeniem została odrodzona, a miało to miejsce kilka dziesięcioleci wstecz. Rosyjski narodowy napój odradza się bezpośrednio teraz, na naszych oczach, kończy Dmitrij M.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 


sobota, 27 czerwca 2015

Na początku trzeciej dekady czerwca Kommersant opublikował na swoich stronach internetowych artykuł pt. Obrońców Stalingradu pochowano razem z niemieckimi żołnierzami.

Autor publikacji Jarosław M. pisze: ziemi przekazano szczątki 1,5 tys. żołnierzy Armii Czerwonej, w tym 949 obrońców Stalingradu odnalezione w ubiegłym roku w Wołgogradzie przez aktywistów organizacji społecznej Poisk. Po raz pierwszy od 20 lat pogrzeb szczątków  żołnierzy radzieckich, odnalezionych w granicach miasta odbył się nie na cmentarzu memorialnym na Kurhanie Mamaja, a w odległości 40 km. od Wołgogradu na cmentarzu w miejscowości Rossoszki, gdzie obok radzieckich żołnierzy leżą szczątki 50 tys. żołnierzy faszystowskich Niemiec. Przedstawiciele wołgogradzkiej społeczności do ostatniej chwili próbowali zapobiec tej decyzji.

Następnie publicysta przypomina, że cmentarz memorialny na Kurhanie Mamaja został odsłonięty w 1995 r. i do tej pory pochówek poległych żołnierzy Armii Czerwonej, odnalezionych w Wołgogradzie, odbywał się tylko na nim. Zakładano, iż tylko tak będzie pochowanych i 949 żołnierzy, szczątki których w lipcu 2014 r. odnaleźli aktywiści ROO Poisk w Wołgogradzie. Bratni ich grób przypuszczalnie powstał  już po zakończeniu bitwy stalingradzkiej w lutym 1943 roku.

Procedura organizacji żołnierskich pochówków, zgodnie z prawem, zaznacza autor, obarcza tym obowiązkiem władze miejscowe. Mer Wołgogradu Andriej Kosołapow przeprowadził szereg narad, na których omawiano problem ponownego pogrzebu żołnierzy z bratniego grobu przy ul. Repina. Przy czym rzecz niezmiennie dotyczyła właśnie Kurhanu Mamaja, innych wariantów nie rozpatrywano, powiedziała zastępca przewodniczącego zarządu ROO Poisk. Według niej wystąpiło przeciwko temu kierownictwo Muzeum Bitwa Stalingradzka, początkowo odwołując się do braku miejsca, a kiedy ta odmowa została usunięta wspomniano o biurokratycznych przeszkodach.  Następnie do procesu wmieszały się władze obwodu i narady w sprawie pogrzebu zaczął prowadzić wicegubernator ds. polityki wewnętrznej Aleksandr Błoszkin. Byliśmy na jednej. Potem ich było jeszcze kilka, gdzie nas nie zapraszano, a w protokołach pisali, iż nie pojawialiśmy się powiedział przywódca ROO Poisk. Po czym sami zakomunikowali, że powzięto decyzję o pochowaniu w Rossoszkach.

Cmentarz memorialny we wsi Rossoszki, powstał na miejscu niemieckiego cmentarza wojskowego. Obecnie jego obszar podzielono na dwie części. W jednej pochowano ponad 50 tys. poległych żołnierzy niemieckich, a w drugiej około 1,5 tys. żołnierzy Armii Czerwonej. Na Kurhanie Mamaja pochowano ponad 48 tys. poległych żołnierzy radzieckich, w tym ponad - 2 tys. na cmentarzu memorialnym.

Dalej Jarosław M. pisze, oficjalny komunikat o tym, że polegli w walkach o Stalingrad będą pochowani w Rossoszkach ogłoszono 18 czerwca, co wywołało oburzenie nie tylko poszukujących, ale i społeczeństwa. W internecie rozpoczęło się zbieranie podpisów pod petycją do gubernatora regionu z żądaniem zmiany decyzji. Wśród podpisujących był znany archeolog i historyk z Sankt - Petersburga Siergiej Piszczulin, który nazwał decyzję urzędników barbarzyńską i straszną. Jeden z proponowanych przez aktywistów wariantów: nie organizować pogrzebu 22 czerwca, a przenieść na 23 sierpnia - pamiętną datę strasznego bombardowania Stalingradu w 1942 r.

Wicegubernator Aleksandr Błoszkin, uczestniczący w ceremonii pochówku, nic nie powiedział o przyczynach, którymi kierowali się urzędnicy. Wyjaśnił tylko, iż decyzję podjęto kolegialnie i zaznaczył: wypełniliśmy swój obowiązek - pochowaliśmy szczątki radzieckich żołnierzy. na pytanie o to, dlaczego nie była rozpatrzona propozycja ROO Poisk o przeniesieniu pochówku na 23 sierpnia urzędnik nie odpowiedział.

Andriej Boczarow na ceremonii żałobnej w Rossoszkach się nie pojawił. Szef służby prasowej gubernatora powiedział, że w skład komisji, która określiła miejsce pochówku, wchodzili kombatanci, poszukujący i inni, a na prośbę o przedstawienie osobistego poglądu szefa regionu, odpowiedzieć nie mógł.

Autor informuje, w ministerstwie kultury zakomunikowali, że petycja w sprawie pochówku szczątków żołnierzy radzieckich z administracji miasta Wołgograd wpłynęła. W tej chwili jest rozpatrywana. Według informacji przedstawionych przez Muzeum Bitwa Stalingradzka pochówek szczątków był już dokonywany poza terytorium Kurhanu Mamaja - komunikowały służby prasowe resortu.

Zastępca dyrektora Muzeum Stalingradzka Bitwa określił spory wokół miejsca pochówku szczątków spekulacjami. Skandal rozgorzał, według niego, ponieważ organizacje poszukujących szczególnie upierają się przy Kurhanie Mamaja. Jeżeli inaczej,  pojawia się problem, że w innej bratnim grobie nie tak pogrzebią, mniej dostojnie - to świętokradztwo, czytamy w zakończeniu artykułu.




 

 

 

 

 

 

 

 

 

 


sobota, 09 maja 2015

Portal Politiczeskaja Rossja opublikował artykuł Aleksandra R. pt. Kapelani w rosyjskiej armii: komisarze czy uzdrowiciele dusz?, w którym autor kreśli rys historyczny służby duszpasterskiej w rosyjskim wojsku i zastanawia się nad miejscem i rolą kapelanów w nowoczesnej rosyjskiej armii.

Autor pisze, niedawno w Wojskowym Uniwersytecie Ministerstwa Obrony FR odbyła się pierwsza oficjalna promocja wojskowych kapelanów. 50 ludzi otrzymało funkcję etatowych pomocników dowódców związków taktycznych i  jednostek ds. pracy z wierzącymi żołnierzami. Przez miesiąc przechodzili specjalne szkolenie po czym szybko wysłano ich do jednostek.

Dla mnie, zaznacza Aleksandr R., jako zagorzałego ateisty jest to jedna z najbardziej niejednoznacznych nowości ostatnich lat. Już teraz dostatecznie dużo pojawia się problemów w związku z instytucją kapelanów w naszej armii.

Kreśląc historię kapelanów w rosyjskiej armii, autor pisze, poczynając od XV wieku, w rosyjskim wojsku zawsze byli prawosławni duchowni, którzy nauczali i pomagali żołnierzom nie pogubić w monotonności życia wojskowego i w okropnościach wojny jeżeli takowa się wydarzyła. I tak, zgodnie z Wikipedią w kazańskim pochodzie z Iwanem Groźnym uczestniczył protojerej Soboru Zwiastowania Andriej. W XVII wieku przy Aleksieju Michajłowiczu woskowi kapelani oficjalnie otrzymywali płace, tak samo było za cara Fiodora Aleksiejewicza i przy zeuropeizowanym imperatorze Piotrze, który wprowadził stopnie ober - jeromonachow floty i ober - polowych kapłanów. A wszystko to nie patrząc na rozłam i reformę cerkwi. W końcu XIX wieku w armii rosyjskiego imperium było 5 tys. wojskowych kapłanów i kilkuset kapelanów. W Dzikiej Dywizji służbę pełnili też mułłowie. Dodać należy, iż duchownego zrównywano z oficerem i otrzymywał odpowiednie pobory.

Zdaniem protojereja Dmitrija Smirnowa w okresie postradzieckim kapelani od razu pojawili się w armii, ale wykonywali swoją pracę gratisowo. Ale w 1994 r. patriarcha Moskwy i całej Rusi Aleksij II i ówczesny minister obrony narodowej Paweł Graczow podpisali porozumienie o współpracy. Dokument ten stanowił podstawę utworzenia komitetu koordynacyjnego ds. współpracy między siłami zbrojnymi i RPC. W lutym 2006 r. patriarcha dał błogosławieństwo do przygotowania wojskowych kapelanów, a w maju tego roku wypowiedział się pozytywnie o powołaniu kapelanów wojskowych prezydent Władimir Putin.

Prezydent wówczas w 2011 r. postawił zadanie utworzenia do końca roku instytucji kapelanów wojskowych w armii i marynarce wojennej. Początkowo kapelanów szkolono w riazańskiej Wyższej Szkole Dowódczej Wojsk Powietrznodesantowych im. Margiełowa, a następnie w jednej z wyższych szkół wojskowych w Moskwie. I na koniec wybór padł na Uniwersytet Wojskowy Ministerstwa Obrony FR. Etatowi duchowni w pułkach pojawili się w armii rosyjskiej w grudniu 2012 r., ale pierwsza promocja nowych kapelanów miała miejsce właśnie teraz.

Główny kapelan WDW Rosji ierej Michaił Wasiliew w  2007 r. oceniał potrzeby na kapelanów wojskowych w rosyjskich wojskach następująco: około 400 prawosławnych duchownych, 30 - 40 muzułmańskich mułłów, 2 - 3 buddyjskich lamów i 1 - 2 żydowskich rabinów. Aktualnie w armii są duchowni prawosławni i mułłowie. Przedstawicieli pozostałych konfesji nie powołuje się. Tak więc, jak ma być z przedstawicielami innych konfesji? Dyskryminować ich jako mniejszość? Tworzyć przy każdej jednostce pododdział wsparcia duchownego? Albo też tworzyć z pomocników ds. pracy z żołnierzami wierzącymi uniwersalnych ekumenistów, zdolnych, by i spowiedź przeprowadzić, i odmówić namaz? A dzwonek i pejotl im wówczas dadzą? - pyta retorycznie Aleksandr R.

Z instytucją kapelanów  w małych i monowyznaniowych krajach jest wszystko zrozumiałe - tam nie ma takiego problemu. W kraju katolickim będą to katolicy, w protestanckim - protestanci, w muzułmańskim imamowie. Ale takich krajów jest coraz mniej na mapie, większa część planety staje się tolerancyjną, i w Egipcie, razem z muzułmanami przez wieki żyją prawosławni koptowie.

Jeżeli by u nas, pisze publicysta, była by wiara w  Boga - Imperatora jak w powieściach Warhammer - 40 k, to wówczas wszystko byłoby bardziej proste - byli by komisarze wykonujący funkcje duchownego i inkwizytora w jednej osobie. Ale my nie żyjemy w świecie fantazji, u nas jest wszystko skomplikowane.

I jeszcze jeden nie mniej ważny aspekt, moralny. Jak wiadomo pop - schizmatyk patriarcha nieuznawanego Ukraińskiego Kościoła Prawosławnego Patriarchatu Kijowskiego, patriarcha Filaret błogosławił oddziały pacyfikatorów, którzy zabijali Rosjan. Zrozumiałe, to wszak samozwaniec, były kryminalista i exkomunikowany z prawosławnej cerkwi. Oprócz niego, tak samo błogosławienia zabójstwa dokonało cały szereg duchownych grekokatolickich Zachodniej Ukrainy. I ja bardzo nie chcę, zaznacza autor, aby prawosławni kapłani mogli w czymkolwiek upodobnić się do tych krwiożerców, nie boję się użyć tego słowa, heretyków.

Mimo wszystko, zgodzicie się, że prawdziwe, nie formalne chrześcijaństwo,jest przeciwstawne wojnom i zabójstwom. Mimo, że jestem ateistą to poglądy filozoficzne Bierdiajewa, Serafima Sarowskiego i całego szeregu innych filozofów chrześcijańskich były dla mnie bliskie i nawet drogie. Dlatego chciałbym go maksymalnie oddalić od takiego nieprzyjemnego i wymuszonego żartu jak wojna.

U nas nigdy nie było krucjat, przeciwko nam były. Rosjanie zawsze przyjmowali wojnę jako zajęcie wymuszone. Obecność kapłanów w armii uszlachetnia wojnę, a to jest zjawisko niewłaściwe. Jeżeli ja cokolwiek wiem o duchowości, to idąc na wojnę, nawet i wymuszoną, człowiek wychodzi jednak ze sfery duchowości, i jemu potrzeba do niej wrócić po oczyszczeniu.

Błogosławienie na wojnę - to jest coś z kategorii Got mit uns albo amerykańskie "my wybrany przez Boga naród", mania wielkości, która niczym dobrym nie może się skończyć. Dlatego na wojskowych kapelanów, jeżeli ta instytucja, mimo wszystko, pozostanie na stałe, powinni iść wyłącznie ludzie, którzy będą rozumieć granicę "pocieszyć i dodać otuchy" a "błogosławić zabójstwo". kapłan na wojnie - to tylko miłosierdzie i uzdrowienie dusz, ale żadnych wypraw krzyżowych i dżihadu.

Mówią o tym, swoją drogą, i wojskowi. Tak, w wypowiedzi szefa zarządu ds. pracy z wierzącymi żołnierzami Głównego Zarządu ds. Pracy z Stanem Osobowym Sił Zbrojnych FR Igora Siemienczenko czytamy: - zadaniem kapelanów w siłach zbrojnych jest stworzenie, z uwzględnieniem specyficznych właściwości służby wojskowej, warunków do realizacji przez żołnierzy wierzących swoich religijnych potrzeb. 

Kończąc, autor podkreśla: nie wszystko jest jednoznaczne. Ja zaś nie jestem wojującym ateistą, który wymachuje tomem Darwina i żąda "zakazać i zmienić". Niech to będzie w ramach eksperymentu, ostrożnie i niewiążąco. I zobaczymy.


 

 

 

 

 



 

 

 

 

 

 

 

 

 


 

 

 

 

 

 

 

 

 

 


sobota, 07 marca 2015

W artykule pt. Wojsko strzepuje pył z pożółkłych doktryn, opublikowanym w portalu internetowym Niezawisimoj Gaziety, autor Władimir Z. dokonuje m.in. charakterystyki białoruskich sił zbrojnych i oceny ich potencjalnych możliwości. Czytamy w nim: - przyśpieszona zmiana w grudniu ubiegłego roku doktryny wojennej Federacji Rosyjskiej w związku z pojawieniem się zagrożeń i wydarzeń zaistniałych na Ukrainie, nieuchronnie prowadzi do uaktualnienia też analogicznego dokumentu państw sojuszniczych Rosji i Białorusi.

Przypomnijmy, że w skład regionalnego zgrupowania wojsk (RGW), dwóch uczestników państwa sojuszniczego wchodzi całe 62. tysięczne wojsko białoruskie (48 tys. żołnierzy i 14 tys. pracowników cywilnych) i 20. armia Zachodniego Okręgu Wojskowego sił FR (wg. danych jej dowództwa liczy 20 tys. żołnierzy i oficerów).

Należy dostrzec, pisze Władimir Z., że przy całej retoryce prezydenta Białorusi Aleksandra Łukaszenko o tym, iż w ciągu 21 lat jego przywództwa "trzykrotnie reformowaliśmy armię" (powiedziane w końcu stycznia), jego wojsko nie zmieniło wyposażenia od połowy lat 80. tych ubiegłego wieku. Od rozwalającego się w 1991 r. Związku Radzieckiego, republice Białoruś przypadło oczywiście dużo różnorodnego uzbrojenia i sprzętu wojskowego Białoruskiego Okręgu Wojskowego (nawet Ukrainę, która liczy cztery razy więcej ludności, Białoruś przewyższa pod względem liczby czołgów prawie dwa razy - mówił Łukaszenko). W Mińsku uważnie studiują charakter konfliktów powstałych w ostatnim czasie, i uwzględniając to prowadzą ćwiczenia i treningi. Ogólnie jednak tak się realnie złożyło, że cała nadzieja jest w Moskwie.

Wystarczy, zaznacza autor, wziąć za przykład lotnictwo. Obecnie, na lotniskach stoją dawno już zużywszy resurs wszystkie myśliwce przechwytujące Su-27, tj. 21 jednostek. Chciano je zdjąć z uzbrojenia, ale batko zakazał i rozkazał na wszelki wypadek, z uwzględnieniem doświadczeń w regionie arabskim, modernizować. Inne typy samolotów także ledwie dyszą. Tylko jesienią w białoruskich WWS i PWO zdarzyły się dwa wypadki lotnicze - rozbił się samolot szturmowy Su-25 i myśliwiec MiG-29. Ogółem od 2009 r. miało miejsce 8 katastrof z udziałem samolotów i helikopterów, w których zginęło 10 lotników wojskowych (plus trzy osoby cywilne). Tak więc, i poziom wyszkolenia lotników - specjalistów upadł. Nie przypadkiem Moskwa nalegała na to, aby wraz ze wzrostem zagrożenia z Zachodu, rozmieścić w republice bazę lotniczą i przerzucić tu 24 najnowszych Su-27M3.

W związku z ciągłymi zapewnieniami białoruskiego przywódcy i dowództwa armii o  przezbrajaniu wojska w najnowsze wzory uzbrojenia i sprzętu, autor stawia pytanie: - jaki jest rzeczywiście udział nowoczesnego sprzętu w białoruskich siłach zbrojnych?

W ciągu 2014 r. przyjęto cały szereg przedsięwzięć, w tym i na szczeblu państwa, pozwalających przystąpić do realizacji kontraktów na dostawę stacji radiolokacyjnych 59N6M Protiwnik i 4 szkolno - bojowych samolotów Jak-130. Następnie, autor przytacza wypowiedź szefa uzbrojenia sił zbrojnych Białorusi: - także rozwiązano problem zakupu trenażerów Mi-8 i czołgu (TW-172), przeprowadzenia remontów kapitalnych dwóch samolotów MiG-29 i dwóch Su-25. Dodać należy, że już wcześniej rosyjski przemysł obronny dostarczył Białorusinom, w zadawalającej ilości, zmodernizowane systemy rakiet przeciwlotniczych S-300 i Tor-2M.

W lutym dowodzący wojskami PWO Białorusi, potwierdził, że w najbliższym czasie (kwiecień - marzec) skrzydło szkolno - bojowych Jak-130 pojawi się jako samodzielna jednostka taktyczna.

Reszta, to jak można sądzić ze słów zastępcy ministra - remont, remont i remont licznych typów uzbrojenia jeszcze z czasów Związku Radzieckiego. W tym, opanowanie łatania takich modeli uzbrojenia jak wyrzutnie rakietowe Uragan, Smiercz, samobieżne haubice Msta-S, armaty Hiacynt, artyleryjsko - rakietowego systemu przeciwlotniczego Tanguska i ZRK Osa-AKM, a także kilka stacji radiolokacyjnych oraz punktów rozpoznania i dowodzenia.

Interesującym jest, zwraca uwagę autor, że białoruski szef uzbrojenia zapomniał powiedzieć, że w 2015 r. siły zbrojne Białorusi otrzymają z Rosji jeszcze cztery ZRK S-300, dwa samoloty Su-27 i cztery helikoptery Mi-8. Dodatkowe S-300 pojawią się na Białorusi już w październiku 2015 r. Cztery dywizjony tych rakiet będą rozmieszczone w różnych regionach kraju w Grodnie, Brześciu i Połocku.

Na tym tle rosyjska "nieliczna" składowa RGW przezbraja się w przyśpieszonym tempie. W 2013 r. 6. brygada pancerna (Mulino, obwód niżnonowgorodzki) i inne jednostki 20. Gwardyjskiej Armii otrzymały ponad 150 głęboko zmodernizowanych czołgów T-72B3. Na każdym z nich zamontowano najnowszy system kierowania ogniem, a cyfrowy balistyczny komputer pozwala kilkakrotnie skrócić czas prowadzonych wyliczeń i podnieść ich efektywność. Oprócz tego, telewizyjny kanał głównego celownika, niezależnie od pory doby, zabezpiecza niezawodne działanie przyrządów celowniczych.

W lipcu 2014 r. wchodzącej również w skład tej armii 112. brygadzie rakiet (Szuja) zostało przekazane 12 systemów rakiet operacyjno - taktycznych Iskander-M.

W najbliższym planie, albo już w procesie realizacji - nowa modyfikacja czołgu T-90, systemy obrony powietrznej Buk-M3, wyrzutnie rakietowe Tornado-G i Tornado-C, samochody opancerzone Tigr-M, nowe środki łączności i inne liczne rodzaje sprzętu i uzbrojenia. Pod tym względem 20. armia jest jakby adekwatna całemu białoruskiemu wojsku wchodzącemu w skład RGW.

Problem tkwi jeszcze w tym, że w "razie czego" rosyjsko - białoruską RGW wzmocnią i inne jednostki Zachodniego Okręgu Wojskowego. Wszak nie przypadkiem, w ćwiczeniach na dużą skalę, typu "Zapad" prowadzonych regularnie raz na dwa lata na przemian na terytorium obu krajów, aktywny udział biorą rosyjscy lotnicy, spadochroniarze, piechota morska i marynarze. Wystarczy przypomnieć o poligonowych bataliach w obwodzie kaliningradzkim ("Zapad-2009", "Zapad-2013"), które odbywały się na lądowomorskim teatrze działań bojowych, wzmacniane z powietrza samolotami, helikopterami i "skrzydlatą piechotą", a z morza - okrętami.

Następnie autor sygnalizuje, że wojskowa i techniczno - wojskowa współpraca obu krajów rozwija się różnie, ani dobrze, ani źle. Chociaż Moskwa nie przezbraja Mińska tak, jakby ten chciał z wieloma większymi preferencjami niż obecnie. A swoją drogą, i Mińsk pracuje dla Moskwy. Udział dostaw białoruskiej techniki w rosyjskich państwowych zamówieniach obronnych wynosi 15%, i jest to znacząca cyfra. Ponadto w czerwcu ubiegłego roku białoruski parlament ratyfikował porozumienie z FR o współpracy wojskowej. Zawarto je na okres do 2020 r. i obejmuje 65 przedsiębiorstw w zakresie dostaw, remontu, modernizacji,  prac naukowo - badawczych i doświadczalno - konstruktorskich opracowań prowadzonych w interesie ministerstw obrony obu krajów.

Oprócz tego resorty wojskowe Rosji i Białorusi planują doskonalić infrastrukturę RGW oraz techniczne zabezpieczenie linii kolejowych i temat ten pozostał do uzgodnienia na szczeblu ministrów finansów, którzy mają określić ekonomiczną składową programów.

Uogólniając, autor pisze, według danych Sztokholmskiego Międzynarodowego Instytutu Badań nad Pokojem (SIPRI), dziś Białoruś wchodzi w skład 20 największych w świecie sprzedawców uzbrojenia i techniki wojskowej. Zgodnie z wynikami 2013 r. sprzedała produkcję wojskową o wartości 338 mln. dol. Dla porównania - wartość eksportu podstawowych rodzajów uzbrojenia Ukrainy wynosił 484 mln. dol. Jednak eksperci NWO uważają, że do takich wskaźników należy odnosić się krytycznie, gdyż metodyka obliczeń SIPRI pozostawia wiele do życzenia i jakoś nie uwzględnia dużych dostaw, powiedzmy, optykoelektronicznych systemów i kompleksów dowodzenia, węzłów najnowszej technologii. Dlatego wartość wojskowej sprzedaży Mińska w rzeczywistości może wynosić około pół miliarda dolarów.

Potwierdzają to wyniki 7. Międzynarodowej Wystawy Uzbrojenia i Sprzętu Wojskowego "MILEX - 2014", która odbyła się w Mińsku. O popycie na białoruską produkcję wojskową mówi fakt, że tylko organizacje wchodzące w system białoruskiego Goskomwojenproma podpisały 55 kontraktów na ogólną sumę ponad 350 mln. dol. Ogółem podczas wystawy umowy na sumę około 700 mln. dol.

 

 

 

 

 

 

 

 

 


 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 


 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

czwartek, 05 marca 2015

5 marca br. Ukrainska Prawda poinformowała, że Rada Najwyższa Ukrainy uznała Dzień Obrońcy Ukrainy, który obchodzony jest corocznie 14 października, dniem świątecznym.

Za odpowiednią ustawą O wprowadzeniu poprawki do artykułu 73 kodeksu praw o pracy na Ukrainie, wniesioną przez prezydenta głosowało 244 deputowanych ludowych.  

Ustawa wchodzi w życie z dniem jej opublikowania.

Notatka wyjaśniająca, czytamy w portalu RusVesna, uzasadnia wybór tej daty tym, że 14 października obchodzone jest wielkie religijne Święto Opieki Najświętszej Bogurodzicy.

Dzięki obdarzaniu szacunkiem tego święta przez ukraińskie kozactwo, ma ono jeszcze inne określenie - Kozacka Pokrowa, a w świadomości narodu, jest ono utożsamiane z takimi wartościami jak honor żołnierski, dzielność, męstwo, rycerskość - mówi się dokumencie.

Przypomnijmy, iż data ta jest również dniem utworzenia Ukraińskiej Powstańczej Armii.

środa, 17 grudnia 2014

Darina M. w portalu internetowym Ukrainskoj Prawdy opublikowała artykuł, w którym odsłania kulisy walki członków wymiaru sprawiedliwości Ukrainy o wyjątkowe potraktowania sądów i prokuratury przy podziale budżetu państwa.

Na swoim pierwszym briefingu nowa minister finansów Natalia Jaresko obiecała, że już do końca grudnia rząd przekaże do Rady Najwyższej projekt budżetu na 2015 r. W toku jego przygotowywania ciągle zastanawiano się na czym jeszcze można w kraju zaoszczędzić. Jaresko czeka jednak niespodzianka.

Od niedawna wśród urzędników państwowych pojawili się tacy, którym apetytów budżetowych nie wolno obcinać. W październiku taki przywilej wywalczyły sobie, pisze autorka, sady i prokuratura. W ministerstwie finansów mówi się, że jest to bezprecedensowy przypadek w historii kraju.

14 października, w przedostatnim dniu sesji Rady Najwyższej poprzedniej kadencji, deputowani przyjęli z pół tuzina ważnych dla Ukrainy ustaw i postanowień. Była wśród nich także ustawa o prokuraturze zainicjowana jeszcze przez poprzednie kierownictwo kraju. Zgodnie z planem projekt powinien doprowadzić do osiągnięcia, w pracy tego organu, międzynarodowych standardów.

Jedną z inowacji dokumentu jest zmiana systemu wynagradzania za pracę w ukraińskiej prokuraturze. Poczynając od 1 lipca 2015 r., stawka prokuratora rejonowej prokuratury wzrośnie do 10 minimalnych płac, a od 1 stycznia 2017 r. - do 12.

Płace pozostałych pracowników prokuratury określa się według współczynnika. To prawie sześć razy więcej od obecnych stawek. Teraz czyste wynagrodzenie prokuratora prokuratury rejonowej nie przewyższa 2000 hrywien, nie licząc różnych możliwych dodatków i premii.

Parlamentarzyści maja nadzieję, czytamy w publikacji, wykorzenić wśród prokuratorów skłonności do brania łapówek. Ale na tym troska o potrzeby prokuratorów się nie kończy. Kilka innych uregulowań wnosi poważne zmiany do ukraińskiego kodeksu budżetowego. W myśl ustawy, w ramach przygotowania budżetu państwa, minister finansów nie może ograniczać rozmiaru wniosków budżetowych prokuratury, sądów powszechnych i Trybunału Konstytucyjnego. To znaczy, iż szef resortu finansów obowiązany jest uwzględnić dowolne finansowe propozycje prokuratury lub udowodnić dlaczego się z nimi nie zgadza - początkowo na szczeblu premiera, a następnie parlamentarzystów Rady Najwyższej.

W budżecie 2014 roku na finansowanie GPU przeznaczono 3 mld. hrywien. Dodatkowo, 3,4 mld. hrywien wynosi budżet państwowej administracji sądowej. A jak on się zmieni po wdrożeniu nowej ustawy? Do chwili obecnej minister finansów nie przedstawiła oficjalnego komentarza na ten temat. Ale nieoficjalnie, pracownik ministerstwa, biorący udział  w pracach nad tworzeniem budżetu - 2015, mówi - teraz, teoretycznie, jeżeli GPU poprosi od nas nie 3 mld., a 5 mld. to będziemy faktycznie obowiązani spełnić propozycję.

Ustawa o prokuraturze przywraca również do życia przepis o tym, że emerytury pracowników prokuratury wynosić będą 70% ich miesięcznego wynagrodzenia. Przy czym latem br., zgodnie z ustawą O zapobieganiu finansowej katastrofie, parlament pozbawił takich uprawnień wszystkich urzędników państwowych i zatrudnionych w sferze budżetowej.

Na koniec, jeżeli rząd się zdecyduje przeprowadzić sekwestr wydatków budżetowych, to zgodnie z projektem nowelizacji, obcinać wydatków na prokuraturę nie może.

W art. 89 nowej ustawy zapisano: - określone w budżecie państwowym Ukrainy wydatki na utrzymanie organów prokuratury nie mogą być zmniejszone w bieżącym roku finansowym. W istocie ustawa czyni wydatki na te organy chronionymi przez artykuły budżetu, podobnie jak emerytury albo pomoc społeczna.

Tak oto jest, gdy kraj przeżywa głęboki kryzys ekonomiczny, a rząd próbuje podzielić finansowe obciążenia kryzysu między biznesem, ludnością i sobą, prokuratura wyniosła siebie w tym procesie poza nawias.

Projekt ustawy został przekazany do rozpatrzenia Radzie Najwyższej jeszcze w październiku 2013 r. przez poprzedniego prezydenta Wiktora Janukowicza. Przy poprzedniej władzy parlament rozpatrywał dokument tylko w pierwszym czytaniu i powrócił do niego latem 2014 r. już po powstaniu w Radzie nowej większości.

Przepis zakazujący zmniejszania wydatków prokuratury był w orginalnej wersji dokumentu. Ale już sporna poprawka w kodeksie budżetowym o tym, iż minister finansów zobowiązany jest przyjąć do realizacji dowolne życzenie GPU i sądów pojawiła się później w październiku, kilka dni przed oficjalnym rozpatrzeniem projektu ustawy w Radzie.

Poprawkę wprowadzającą ten przepis, bez jakichkolwiek wyjaśnień, wniósł do dokumentu zastępca przewodniczącego komisji Rady Najwyższej ds. problemów walki z zorganizowaną przestępczością i korupcją, deputowany frakcji BPP Wiktor Czumak. Interesujący niuans - poprawka pojawiła się w tekście projektu ustawy bezpośrednio przed przekazaniem do drugiego czytania.

Zgodnie z procedurami pracy Rady Najwyższej, przed pierwszym czytaniem dowolnego dokumentu, otrzymuje on ocenę Głównego Zarządu Naukowo - Ekspertskiego. Przed drugim - Głównego Zarządu Prawnego RN. Ale poprawki Czumaka pojawiły się w tekście dokumentu już po wyjściu z zarządu prawnego, i były bez jakichkolwiek komentarzy ekspertów. Tak więc, część parlamentarzystów, którzy przeczytali 100 stronicowy dokument i powzięli opinię o nim, w najlepszym wypadku był nieświadoma tego, że głosuje na takie uregulowania.

Kończąc, autorka pisze, jeżeli nawet minister finansów, wyjdzie zwycięsko z tego sporu, to zwycięstwo będzie tymczasowe. Oznacza to, że wcześniej czy później sądy i prokuratura, mimo wszystko, mogą otrzymać uprzywilejowany status przy opracowywaniu budżetu, a płacić za to przyjdzie zwykłym podatnikom.




 

 

 

 

 

 

 

 


sobota, 29 listopada 2014

IA  REGNUM w swoim portalu zmieściło obszerną publikację Rauna I. pt. Zapewnienie bezpieczeństwa - chińskie doświadczenia prowadzenia wirtualnej wojny, w której autor nakreślił działania chińskiego państwa i armii w cyberprzestrzeni.

W początkach 2013 r., pisze Rauan I., władze chińskie zwróciły się do prywatnych przedsiębiorstw z wezwaniem do wzmocnienia  przeciwdziałania hakerom i złodziejom danych osobowych w internecie. 17 lipca 2012 r. Rada Państwa ChRL wydał dyrektywę stanowczo rekomendującą zmniejszenie liczby kanałów, w których mogą atakować hakerzy ten lub inny resort oraz wzmocnić nadzór nad dostępem do informacji niejawnych. Działy energetyczny i finansów, obiekty atomowe, przedsiębiorstwa uczestniczące w programie kosmicznym ChRL, a także wielkie projekty infrastruktury obowiązane są wzmacniać środki bezpieczeństwa informatycznego i zaostrzyć kontrolę dostępu do informacji. 

Zgodnie z założeniami dyrektywy, główny wysiłek powinien być skoncentrowany na podniesienie efektywności wykrywania przenikania do systemów bezpieczeństwa i ich lokalizację, aktywną walkę z inter - przestępczością i ochronę danych osobowych milionów chińskich obywateli.

Mimo że, w ostatnich latach władze chińskie zwracały szczególną uwagę na zapewnienie bezpieczeństwa w interprzestrzeni, to jednak w ChRL nie ma jeszcze oddzielnej koncepcji dotyczącej cyberbezpieczeństwa. Tym nie mniej Chiny są jednym z liderów w zakresie ochrony cyberprzestrzeni oraz rozwoju cyberpoddziałów. Decyzja w sprawie aktywizacji wysiłków na rzecz rozwoju możliwości kraju w zakresie prowadzenia walki w cyberprzestrzeni  była przyjęta jeszcze w 2002 r. na posiedzeniu Centralnej Komisji Wojskowej i zatwierdzona w narodowej strategii wojennej Chin.

W celu realizacji przyjętych w tym  dokumencie ustaleń do organizacji działań zaczepnych i obronnych w cyberprzestrzeni powołano Zarządy III i IV Sztabu Generalnego Chińskiej Armii Ludowo - Wyzwoleńczej.

Zarząd III Sztabu Generalnego ChAL-W (zarząd rozpoznania technicznego) jest odpowiedzialny za organizację radio i radiotechnicznego rozpoznania (WRE - walka radioelektroniczna) oraz rozpoznanie w cyberprzestrzeni. Oprócz tego, struktura ta ponosi odpowiedzialność za zapewnienie cyberbezpieczeństwa ChAL-W. W interesie zarządu pracuje nie mniej niż trzy instytuty naukowo - badawcze i dwanaście biur operacyjnych. Zarządowi podporządkowanych jest wiele pododdziałów i jednostek wojskowych, a jedna z nich  (jednostka wojskowa 61398) odpowiada za anglojęzyczne obiekty rozmieszczone w Szanghaju. Siedziba sztabu trzeciego zarządu znajduje się w Pekinie, ponadto w Szanghaju, Qigdao, Zhuhai, Harbinie i innych miastach rozmieszczone są podległe mu pododdziały odpowiadające m.in. za rozpoznanie radioelektroniczne, przechwytywanie elektronicznych wiadomości, analizę rozpoznania satelitarnego, deszyfrowanie tekstów. Są także wiarygodne informacje o tym, że oprócz JW 61398, ukierunkowanej na cele anglojęzyczne, istnieją pododdziały, w skład których wchodzą specjaliści języka japońskiego, koreańskiego, rosyjskiego, hiszpańskiego i innych.

Zadania Zarządu III w zakresie kontrwywiadu:

- podejmowanie ogólnych środków przeciwdziałania kierunkom oddziaływania służb specjalnych państw obcych na terytorium ChRL;

- infiltrowanie pocztowego, energetycznego, radioelektronicznego i innych rodzajów technicznych kanałów międzynarodowej łączności, w tym kosmicznych oraz zabezpieczenie operacyjnego wykorzystania otrzymanych rezultatów. 

Od 2006 r. w strukturze trzeciego zarządu łączności ChAL-W funkcjonuje ośrodek szkoleniowo - badawczy, przygotowujący kadry do prowadzenia wojny informacyjnej. W jego skład jego zostało włączone Haikouskie  Centrum Szkoleniowe, które jest podstawowym poligonem doświadczalnym, służącym wypracowywaniu form i sposobów konfrontacji informacyjnej. W tym celu w centrum powstały laboratoria prowadzenia wojen informacyjnych (prowadzi badania  w zakresie rozpoznania, WRE, konfrontacji w sieciach komputerowych, wojen psychologicznych i destrukcyjnego oddziaływania poprzez informację) oraz laboratoria zapewnienia bezpieczeństwa informacji (badanie problemów wykorzystania specjalnych technicznych środków i oprogramowań gwarantujących bezpieczeństwo informacji).

Zarząd IV Sztabu Generalnego ChAL-W od początku był tworzony do organizacji i prowadzenia operacji zaczepnych w środowisku elektronicznym. W odróżnieniu od zarządu trzeciego jego działalność ma ofensywny charakter, w tym i w cyberprzestrzeni. Dla zarządu pracuje nie mniej niż trzy instytuty naukowo - badawcze.

Do koordynacji działalności ukazanych zarządów w 2010 r. w sztabie generalnym został utworzony Zarząd Informatyzacji, a w 2011 r. Baza Zabezpieczenia Integralności i Bezpieczeństwa Informacji ChAL-W.

Do przeprowadzenia cyberoperacji kierownictwo ChRL angażuje także odpowiednie struktury MBP Chin, terytorialnych formacji milicji (odpowiedzialnych za przeprowadzenie informacyjnej konfrontacji), kadry zatrudnione w sektorze prywatnym (spółek wysokiej technologii, elitarnych uniwersytetów, i in.), a także specjalnie zaangażowani do współpracy specjaliści IT - sfery (ochotnicy hakerzy). Zdobyty dostęp do sieci przeciwnika i jego sojuszników wykorzystywany jest w celu uzyskania danych z rozpoznania w realnej skali czasu, eksploatacji sieci elektronicznych w własnym interesie lub wykluczenia ich z użytkowania, uszkodzenie i zniszczenie danych.

Jednak jak już zauważono, w Chinach brak jest oddzielnej strategii prowadzenia walki w cyberprzestrzeni. W istocie jedynym oficjalnym dokumentem, w którym są określone zasady wykorzystania cyberprzestrzeni w konfliktowych sytuacjach jest koncepcja O prowadzeniu zintegrowanej sieciowej elektronicznej walki (Integrated Network Electronic Narfare), zgodnie z którą głównym obiektem oddziaływania w dowolnym konflikcie z przeciwnikiem posiadającym wysokie technologie są jego systemy zarządzania i zabezpieczenia struktury wojennej. Wysiłki cyberpododdziałów i jednostek WRE planuje się skoncentrować obezwładnieniu i zniszczeniu. Głównym kierunkiem, na którym przewiduje się skupiać wykorzystanie sił cyberobrony jest odwrócenie uwagi polityczno - wojskowego kierownictwa kraju od problemów wewnętrznych droga oddziaływania na ważne krytyczne obiekty infrastruktury państwa (systemy bankowe, systemy dostarczania energii, wody i in.).

Aktualnie różnorodnym naukowo - wojskowym instytucjom ChAL-W pod ogólnym kierownictwem Wojskowej Akademii Nauk ChRL, na podstawie studiowania wojen lokalnych, zlecane są badania nad określeniem najbardziej efektywnych sposobów i metod walki informacyjnej w okresie wojny, włączając obliczenie nieodzownych sił i środków.

Według opinii specjalistów sztabu generalnego ChAL-W do podstawowych przedsięwzięć "wojennej konfrontacji w sferze informacji" zaliczyć należy:

- ogniowe (jądrowe) porażenie państwowego i wojskowego systemu zarządzania przeciwnika,

- informacyjne oddziaływanie, włączając kierowane informacyjne oddziaływanie (rozprzestrzenianie lub doprowadzenie do strony przeciwnej fałszywej lub zafałszowanej informacji);

- psychologiczno - informacyjne oddziaływanie prowadzone w formie specjalnych akcji lub operacji;

- oddziaływanie na oprogramowania i aparaturę poprzez użycie "broni informatycznej" na systemy rażenia wysokiej technologii i zautomatyzowane systemy dowodzenia wojskami, rozwijane na bazie sieciowej infrastruktury telekomunikacyjnej. Przy czym pod ukazanym rodzajem broni rozumie się kompleks oprogramowań i sprzęt (generatory zakłóceń, wirusy komputerowe, zakładki oprogramowań, bomby logiczne) przeznaczony do kontroli zasobów informatycznych strony przeciwnej i dezorganizacji ich pracy, w tym zakłócenie, paraliżowanie i zniszczenie informacji, a także uszkodzenie elektronicznych systemowo - sieciowych struktur różnego przeznaczenia;  

- ochrona przed informacyjnym oddziaływaniem przeciwnika;

- zabezpieczenie analityczno - rozpoznawcze obejmujące ujawnienie ważniejszych obiektów informacyjnej struktury przeciwnika, ocenie ich dostępności, określenie podstawowych sposobów i czasu oddziaływania na nich, prognozowanie i ocena zagrożeń bezpieczeństwa informacyjnego, analiza wyników przeprowadzonych przedsięwzięć informacyjnej konfrontacji i przedstawienie dowodzącym nieodzownych danych do podjęcia decyzji;

- bezpośrednie lub pośrednie (poprzez organizacje komercyjne) przenikanie do systemów zarządzania bezpieczeństwem obiektów państwowych i sił zbrojnych strony przeciwnej.

Jaskrawym przykładem wzrastających możliwości Chin w środowisku informacyjnym są działania władz w wprowadzeniu ostrej cenzury internetu.

Pełnej informacji o cyberpododdziałach ChRL autorowi nie udał się znaleźć. Ale sądząc po doświadczeniach niektórych krajów, w każdym z rodzajów wojsk armii chińskiej istnieją już specjalne pododdziały specjalizujące się w cyberbezpieczeństwie. Dokumentuje to m.in. komunikat Biura Bezpieczeństwa Narodowego Tajwanu. Chiny systematycznie zwiększają liczebność swojej cyberarmii i aktualnie liczy ona około 100 tys. ludzi, a działania tych spec pododdziałów ukierunkowane są przeciwko infrastrukturze i różnorodnym organizacjom kraju. Statystycznie, szczególnie tajwańskie instytucje państwowe bardziej niż inne podlegają cyberatakom chińskich hakerów. Problem w tym, iż modernizując własne technologie informatyczne, Chiny w pierwszej kolejności skierowały wszystkie siły na sieci struktur państwowych wyspy. Celami włamywaczy były portale sił zbrojnych, ministerstwa sprawiedliwości , gospodarki i Zgromadzenia Narodowego.

Reasumując, autor podkreśla, że ChRL posiada wystarczające możliwości do wykorzystania cyberprzestrzeni w swoich interesach, w tym do rozwiązywania możliwych sytuacji konfliktowych. Ścisły związek ChAL-W z olbrzymimi spółkami telekomunikacyjnymi sektora prywatnego, zajmującymi się produkcją oprogramowań zabezpieczających i sprzętu radioelektronicznego sprzyja przenikaniu zainfekowanych kodów poprzez ich produkcję i dalszemu rozprzestrzenianiu w obiektach wrażliwej infrastruktury państw użytkowników.




 

 

 

 

 

 

 

 


 

 

 

 

 

 

 

 

 

 


 

 

 

 

 

 



1 ... 6 , 7 , 8